Kukbuk
Kukbuk

Wiosenne postanowienie? Jeść więcej warzyw!

Dodaj do 'Przeczytaj później'

O tym, jak jedzeniem dopieścić organizm na wiosnę, rozmawiamy z Hanną Stolińską-Fiedorowicz, dietetyczką kliniczną i autorką książki „Jedz zielone”.

Tekst: Magda Malicka

Zdjęcie główne: Jessica Nadziejko

Opublikowano: 21 Marca 2019
Ten artykuł przeczytasz w mniej niż 5 minut!

W książce „Jedz zielone” przytacza pani szereg danych mówiących o tym, że większość naszego jadłospisu powinny stanowić warzywa. Tymczasem wczesna wiosna to trudny czas dla miłośników jarzyn. Na szparagi, botwinę i sałatę musimy jeszcze poczekać, a na marchewkę czy seler wielu z nas nie może już patrzeć.

Jeśli mamy dość warzyw korzeniowych, sięgnijmy po jarmuż! To jedno z najzdrowszych warzyw na świecie. A ponieważ jest bardzo odporny na niskie temperatury, mamy do niego dostęp nawet zimą i wczesną wiosną, podobnie jak do szpinaku. Polecam też mrożonki. Mrożenie jest najlepszą metodą przechowywania żywności, pozwala zachować dużo witamin. Pamiętajmy tylko, żeby zawsze czytać skład i upewnić się, że nie ma tam cukru, oleju czy wzmacniaczy smaku. Dobra mrożonka bywa bardziej wartościowa niż niektóre świeże warzywa przywiezione z drugiego końca świata. 

Nie bójmy się mrożonek! Mrożenie jest najlepszą metodą przechowywania żywności, która pozwala zachować mnóstwo witamin.

Nowalijek nie poleca się kobietom w ciąży, karmiącym i małym dzieciom.

A co z nowalijkami? Po zimie tęsknimy za chrupiącą młodą rzodkiewką.

Na nowalijki lepiej uważać, bo zwykle zawierają sporo azotanów, które w dużych ilościach mogą być szkodliwe dla ludzi. Rolnicy stosują je szczególnie hojnie właśnie wczesną wiosną, kiedy rośliny nie mają jeszcze wystarczająco dużo ciepła i słońca, więc potrzebują wspomagania, żeby wyrosnąć. Ze względu na zawartość azotanów, nowalijek nie poleca się kobietom w ciąży, karmiącym i małym dzieciom. Jednak zdrowy człowiek spokojnie może pozwolić sobie na ich niewielkie porcje, na przykład kilka plasterków rzodkiewki na kanapce czy młodą marchewkę do sałatki. Z umiarem jedzmy też warzywa sprowadzane z zagranicy. Mogą być pryskane substancjami pomagającymi im przetrwać transport. Ale nie wpadajmy w paranoję – sprawne nerki i wątroba bez problemu poradzą sobie z niewielką ilością toksyn. Wstrzymałabym się tylko z sałatą, która chłonie bardzo dużo azotanów. Lepiej unikać jej aż do późnej wiosny. Później już możemy – i powinniśmy – jeść ją do woli! 

nowalijki, detox

fot. Kate Trysh / Unsplash.com

Co z tymi, którzy po dużej ilości świeżych warzyw mają problemy z trawieniem lub bóle brzucha?

Takie osoby powinny surowe warzywa traktować jako dodatek do posiłku, a nie jego bazę – zamiast dużej miski sałatki do obiadu zjeść pół szklanki surówki. Odpowiednie będą dla nich lżej strawne warzywa, takie jak ogórki kiszone, pomidory, korzeniowe, rukola, roszponka, kiełki czy natka pietruszki. (Jeśli po surowiźnie mamy problemy trawienne, stawiajmy na delikatne warzywa, jak pomidory, sałaty czy kiełki.) Wzdymające, przede wszystkim kapustne, polecam im raczej po ugotowaniu, i to w niewielkich ilościach. 

Strączki są lepiej przyswajalne, jeśli po ugotowaniu je rozdrobnimy. Dlatego sprawdzą się w formie kotletów lub zup kremów

A co z warzywami strączkowymi? W piramidzie żywieniowej, która widnieje w książce, znajdują się na tym samym poziomie co zboża. A podobnie jak surowizna, u części osób mogą powodować dyskomfort trawienny.

Warto je jeść, bo to świetne źródło żelaza. Jeśli mamy problemy z ich trawieniem, spróbujmy wdrażać je do diety stopniowo, począwszy od małych porcji. Na początek polecam czerwoną soczewicę i zielony groszek, bo są w miarę lekkostrawne, muszą być tylko dobrze ugotowane i zmiksowane. Sprawdzą się na przykład w formie kotletów, pasty do kanapek lub jako dodatek do zupy kremu. Rozdrabnianie „rozbija” błonnik pokarmowy, dzięki czemu organizm mniej się napracuje przy trawieniu. Szklanka ugotowanych strączków dziennie, podzielona na trzy porcje, nie powinna nikomu zaszkodzić. 

jedzenie w słoiku, zdrowe odżywianie, detox na wiosnę

fot. Ella Olsson / Unsplash.com

smoothie, detox

fot. Jan Sedivy / Unsplash.com

 

Czy poleca pani także świeże warzywa w formie soków i smoothie? To wygodny sposób na spożycie dużej ilości owoców lub warzyw. 

Jak najbardziej! Rozdrobniona surowizna, podobnie jak strączki, jest łatwiej przyswajalna. Pamiętajmy tylko o dwóch rzeczach. Po pierwsze, z owoców robimy smoothie, nie soki. Jeśli wyciskamy sok, pozbywamy się większości bogate w błonnik pokarmowy miąższu.  Z owoców zostaje głównie cukier i trochę witamin. Po drugie, sok lub koktajl trzeba wypić od razu po przyrządzeniu. Rozdrobnione warzywa i owoce bardzo szybko się utleniają i tracą wartości odżywcze.  (Z warzyw możemy śmiało wyciskać soki. Owoce lepiej jeść w całości lub w postaci smoothie.) 

Czyli soki i smoothie ze sklepu odpadają?

Na pewno są dużo mniej wartościowe, szczególnie te pasteryzowane – wysoka temperatura zmniejsza ilość witamin, szczególnie witaminy C i kwasu foliowego. Zdecydowanie polecam więc soki i koktajle przyrządzane w domu. 

Słuchajmy swoich organizmów! Ciało często domaga się właśnie tego, czego mu potrzeba.

detox, czerwone pomarańcze

Jak jeszcze możemy za pomocą jedzenia wspomóc organizm wiosną?

Nie jestem zwolenniczką jakichś specjalnych wiosennych diet oczyszczających, a już na pewno restrykcyjnych postów, które mogą powodować niedobory i spowalniać metabolizm. Często przynoszą one więcej szkód niż pożytku. Jeśli chcemy zacząć lepiej się odżywiać – po prostu wprowadźmy do jadłospisu więcej warzyw. Ale i to róbmy z głową. Jeżeli do tej pory jedliśmy na zmianę makaron i bułki z serem, nie przerzucajmy się z dnia na dzień na same sałatki. Surowiznę trzeba wprowadzać stopniowo. Ważne też, żeby słuchać swojego organizmu. Często daje nam sygnały, czego mu potrzeba, domaga się konkretnych produktów. Jeśli mamy na przykład ochotę na buraki, może to oznaczać, że ciało „woła” o żelazo. Bądźmy jednak czujni, bo ciągły apetyt na słodycze to prawdopodobnie nie sygnał płynący z ciała, tylko zachcianka. Musimy się nauczyć rozróżniać jedno od drugiego.


Hanna Stolińska-Fiedorowicz – dietetyczka kliniczna, absolwentka Warszawskiego Uniwersytetu Medycznego. Współpracuje z osobami cierpiącymi na nadwagę, otyłość lub choroby dietozależne. Prowadzi szkolenia dla dietetyków i lekarzy, wiedzę na temat żywienia przekazuje również poprzez liczne wystąpienia telewizyjne i radiowe oraz artykuły naukowe i popularnonaukowe.

W zawsze głodnym KUKBUK-u mamy niepohamowany apetyt na życie. Codziennie mieszamy w redakcyjnych garnkach. Kroimy teksty, sklejamy apetyczne wątki. Zanurzamy się w kulturze i smakujemy codzienność. Przysiądźcie się do wspólnego stołu i poczujcie, że w kolektywie siła!