Kukbuk
Kukbuk
Stara katedra (fot. Florian VanDuyn)

Weekend w Budapeszcie: co zobaczyć i gdzie zjeść

Dodaj do 'Przeczytaj później'

Samolotem to tylko godzina – tyle zajmuje podróż z Warszawy do stolicy Węgier. W ciągu dwóch dni można nie tylko zwiedzić sporą część miasta, ale także spróbować pachnących papryką specjalności kraju.

Tekst: Marta Cyzio

Zdjęcie główne: Florian Van Duyn / unsplash.com

Opublikowano: 23 Sierpnia 2019
Ten artykuł przeczytasz w mniej niż 9 minut!

Nazywane Małym Wiedniem miasto dzieli się na dwie części: Budę i Peszt. Ten podział wywodzi się jeszcze z czasów starożytnych, kiedy były to dwa odrębne grody leżące na dwóch brzegach Dunaju. Na początku XIX wieku, gdy Buda była siedzibą króla, a Peszt pełnił funkcję stolicy kraju, zaczęto stosować wspólną nazwę Pest-Buda. Z czasem upowszechniła się wersja Buda-Pest i to właśnie ona stała się oficjalną nazwą stolicy Węgier, kiedy z końcem dziewiętnastego stulecia oba miasta ostatecznie się połączyły.

 

Dzień pierwszy – Buda

Znacznie spokojniejsza i cichsza Buda słynie z zabytków i obiektów historycznych, tłumnie odwiedzanych przez turystów. Zwiedzanie tej części miasta warto rozpocząć od najpiękniejszego w stolicy kościoła pod wezwaniem Świętego Macieja, jednego z patronów Budapesztu. Świątynia, wzniesiona w średniowieczu, ma charakterystyczny kolorowy dach. Niestety, z początkowego okresu istnienia kościoła zachowało się jedynie kilka elementów, między innymi gotycki portal z XIV wieku. W kolejnych stuleciach sanktuarium uległo poważnym zniszczeniom, stąd współczesna konstrukcja, pochodząca z XIX wieku, w dużej mierze jest rekonstrukcją pierwotnych założeń. Tuż obok świątyni znajduje się kolejny obiekt wart zobaczenia – baszta rybacka. Zbudowana w XIX wieku w stylu neogotyckim, znajduje się w miejscu dawnych murów zamkowych, a swoją nazwę zawdzięcza cechowi rybaków, który był odpowiedzialny za obronę tej części miasta. Z murów baszty rozciąga się piękny widok na Peszt. Z tego miejsca można także zobaczyć w całej okazałości jeden z najbardziej charakterystycznych budynków stolicy Węgier – parlament.

Tradycyjne słodkości

Przed udaniem się w dalszą drogę grzechem byłoby nie zajść do Ruszwurm Confectionery, niewielkiej kawiarni mieszczącej się na Szentháromság 7, którą od kościoła dzieli zaledwie parę kroków. Ten rodzinny lokal, utrzymany w biedermeierowskim stylu, cieszy się dużym zainteresowaniem wśród turystów. Nic dziwnego – można tu zjeść naprawdę przepyszne ciasta i wypić dobrą kawę. My polecamy przede wszystkim tort Dobosa – jeden z węgierskich słodkich przysmaków. Jego nazwa pochodzi od nazwiska cukiernika, który wymyślił ten deser jeszcze w czasach Austro-Węgier. Delikatne ciasto biszkoptowe jest przełożone kremem czekoladowym przygotowywanym z kakao, jajek i masła. Wierzch tortu zdobi chrupki trójkąt suto oblany miodem i posypany cukrem. Istna delicja.

Po krótkim przystanku kierujemy kroki w stronę usytuowanego na wzgórzu zamku – dawnej siedziby królewskiej. Kompleks budynków jest wpisany na listę światowego dziedzictwa UNESCO. Obecnie we wnętrzach Zamku Królewskiego w Budzie mieszczą się dwa najważniejsze budapesztańskie muzea: Galeria Narodowa i Muzeum Historii Budapesztu. Galeria posiada bogatą kolekcję rodzimych obrazów, przede wszystkim pochodzących z XIX wieku. Z jej ostatniego piętra można wejść na kopułę, z której roztacza się piękna panorama miasta.

Most łączący Budę i Peszt (fot. febiyan)

fot. Febiyan / unspalsh.com

Oaza Budapesztu

Po zwiedzeniu wzgórza zamkowego można od razu udać się na drugą stronę miasta albo cofnąć się kawałek do metra, by po przejechaniu jednej stacji znaleźć się na środku Dunaju, na Wyspie Małgorzaty. Margitsziget jest prawdziwą oazą Budapesztu. Można tam posłuchać muzyki przy jednej z większych fontann miasta, urządzać pikniki na trawie, schłodzić się w basenach lub pobiegać po licznych wyznaczonych w tym celu ścieżkach. To wszystko sprawia, że w weekendywyspa pęka w szwach od spragnionych wypoczynku mieszkańców. Ciszę i spokój Margitsziget przerywają jedynie pawie mieszkające w minizoo, w którym można również zobaczyć króliki, sarny, jelenie, a także orły i bociany.

Stare baseny w Budapeszcie (fot. AlanaHarris Afit / unsplash)

fot. Alana Harris Afit / unsplash

Kuchnia węgierska 

Do opuszczenia wyspy najskuteczniej zmusza głód. W lokalach na Margitsziget można zjeść jedynie małe przekąski albo rozkoszować się deserami lodowymi. Dla porządnego obiadu warto przejść się w stronę parlamentu, stosunkowo niedaleko niego bowiem znajduje się Kisharang Étkezde – mała restauracja serwująca typowe dania kuchni węgierskiej. W środku jest zaledwie sześć stolików. Menu wypisano kredą na kilku tablicach. W Kisharang Étkezde zjemy aromatyczną zupą gulaszową z wołowiny i warzyw, która swój niepowtarzalny smak i kolor zawdzięcza przede wszystkim papryce, podstawowemu składnikowi węgierskiej kuchni. Prawdziwy gulasz powinien być naprawdę pikantny, jednak palący smak niekoniecznie trafia w gusta turystów, stąd w restauracjach serwowana jest znacznie delikatniejsza wersja. Odważniejsi mogą poprosić o ostrzejszą porcję, przy czym dobrze, by wcześniej zaopatrzyli się w dużą ilość wody. Z kolei lubujący się w naleśnikach powinni wybrać Hortobágyi palacsinta wypełnione mięsem, najczęściej cielęciną. Farsz przyprawia się ziołami i cebulą, a naleśniki zapieka z gęstym sosem paprykowym z dodatkiem kwaśnej śmietany. Po wyjęciu z piekarnika posypuje się je natką pietruszki. To aromatyczne danie zaspokoi nawet największy głód.

PArlament w Budapeszcie (fot. Febiyan / unsplash)

fot. Febiyan / unsplash.com

Duma Węgrów

Po pokrzepieniu ciała czas na pokrzepienie ducha – wycieczka po węgierskim parlamencie zrobi wrażenie nawet na tych, którzy nieszczególnie lubią sztukę. Konstrukcję zdobią setki podpór, niezliczone wieżyczki oraz 88 rzeźb węgierskich władców. Budowlę wieńczy prawie 100-metrowa kopuła, którą trudno pomylić z inną. Parlament ukończono po 17 latach budowy na początku XX wieku. W środku znajdują się bogato zdobione gabinety parlamentarzystów, sale plenarne oraz klejnoty królewskie. Wnętrza można zwiedzać w ramach wycieczki z przewodnikiem. Warto jednak pamiętać, by bilety nabyć ze znacznym wyprzedzeniem – parlament cieszy się dużą popularnością wśród turystów.

 

Budapeszt wieczorem

Spod parlamentu najlepiej udać się w stronę bazyliki Świętego Stefana – drugiego najważniejszego kościoła w mieście. Jej neoklasyczne wnętrza mogą pomieścić ponad 8 tysięcy wiernych. Można również zwiedzić kopułę zdobioną mozaiką przedstawiającą Boga Ojca. Na zakończenie dnia pozostaje już tylko spacer po mieście – wieczorem Budapeszt zmienia się nie do poznania. Najważniejsze budynki w stolicy są przepięknie podświetlone, atmosfera jest więc niezwykła. Jednym z najpiękniejszych elementów wieczornego krajobrazu stolicy Węgier jest Lánchid, zabytkowy most nad Dunajem. Nazwa, oznaczająca dosłownie most łańcuchowy, pochodzi od świateł umieszczonych na całej długości konstrukcji, które w nocy tworzą spektakularny łańcuch. Jeśli rozpoczynamy spacer od tej części miasta, warto powoli kierować się wzdłuż rzeki w stronę Váci utca. Na tym budapesztańskim deptaku, pod numerem 31, mieści się Molnár’s kürtőskalács, gdzie podawane są kołacze. Ten drożdżowy wypiek, przypominający wyglądem komin, piecze się w specjalnych formach, które pozwalają zachować charakterystyczny kształt. Kołacze najlepiej smakują ciepłe z dodatkiem cynamonu lub czekolady. Ciasto powoli rozpływa się w ustach – niebiańska rozkosz gwarantowana.

Wnętrza kawiarni (fot. Petr Sevcovic / unsplash)

fot. Petr Sevcovic / unsplash. com

Dzień drugi – Peszt

Kolejny dzień zwiedzania Budapesztu najlepiej rozpocząć na placu Bohaterów. Zdobi go kolumnada, na którą składają się pomniki najważniejszych postaci z węgierskiej historii. Po obu stronach placu stoją okazałe budynki Muzeum Sztuk Pięknych oraz Pałacu Sztuki. Tuż za kolumnadą roztacza się sporych rozmiarów park miejski. W nim działa słynna restauracja Gundel, która podaje jedne z najlepszych gundel palacsinta w mieście. Te delikatne naleśniki wypełniane są kremem orzechowym z rodzynkami, a następnie polewane gęstą polewą z czekolady z dodatkiem rumu. W niektórych lokalach naleśniki są przed podaniem podpalane.

 

Najpiękniejsza ulica w Budapeszcie

Od placu odchodzi jedna z najładniejszych ulic miasta – Andrassy út. Warto się nią przespacerować ze względu na stojące wzdłuż niej reprezentacyjne kamienice. Na końcu alei można wsiąść do tramwaju lub autobusu i ruszyć w kierunku dzielnicy żydowskiej, gdzie mieści się druga co do wielkości synagoga na świecie. Zwiedzające ją wycieczki są oprowadzane co pół godziny, oprowadzanie odbywa się w kilku językach. Po wyjściu ze świątyni warto zagubić się wśród krętych uliczek. Ta część miasta ma niepowtarzalny charakter, który tworzą liczne targi i bary serwujące street food. Jednym z lepszych jest Bors Gastro Bar, idealny na przekąskę czy lunch w połowie dnia. Właściciele podają niepowtarzalne kanapki, bogato obłożone mięsem. Długie bagietki uginają się wręcz od salami i kiełbas, a przyprawiane są ostrym sosem paprykowym. Polecamy wybierać większe porcje – połowa może jedynie niebezpiecznie zaostrzyć apetyt.

Góra Gellerta

Z dzielnicy żydowskiej łatwo dostać się na górę Gellerta. Największe wzniesienie miasta ma 235 metrów wysokości, można się na nie dostać o własnych siłach lub wjechać samochodem albo skorzystać z oferty wycieczek zorganizowanych. Na górze mieszczą się cytadela i olbrzymi pomnik Wolności wzniesiony w 1947 roku. Z Gellerta rozpościera się także najlepsza panorama miasta. W drodze powrotnej na dół skierujmy się w stronę Szabadság hid, mostu Wolności. W przystani po stronie Pesztu działa jedna z lepszych restauracji serwujących kolejny węgierski przysmak – zupę rybną. W Szegedi Halászcsárda podają ją w sporym kociołku pachnącym papryką. Pływają w nim kawałki smakowitej gotowanej ryby przyprawionej ziołami i pieprzem. Amatorzy zupy rybnej powinni być usatysfakcjonowani – choć jej specyficzny smak zapewne nie podbije serc wszystkich smakoszy.

Hala targowa (fot. Julius Jansso )

fot. Julius Jansso / unsplash.com

Kulinarne pamiątki

Nieprzekonanych kierujemy z mostu Wolności do głównej hali targowej, znajdującej się zaledwie parę kroków od niego. Dla tych, którzy chcą przywieźć z Budapesztu pamiątki kulinarne, to jest właściwy adres. We wnętrzu ogromnego budynku kryją się prawdziwe skarby. Niezliczone stoiska uginają się od białej papryki, brzoskwiń, żółtych arbuzów, a także najprzeróżniejszych mięs. Znajdziemy tam również bogaty wybór win oraz sporo sklepów z ubraniami. Na pierwszym piętrze, oprócz stoisk, są małe bary serwujące lokalne przysmaki. Właśnie tutaj warto spróbować langosza. Przygotowuje się go z mąki pszennej i drożdży z dodatkiem ziemniaków, mleka, cukru i soli. Po wyrobieniu ciasto smaży się na głębokim oleju. Ciepłe i chrupkie placki tradycyjnie są podawane z kwaśną śmietaną i tartym żółtym serem. Wielbiciele solidniejszych porcji mogą wybierać spośród najprzeróżniejszych dodatków: salami, fety, sałaty, papryki. Można również spotkać słodkie wersje langosza. Jó étvágyat!

W zawsze głodnym KUKBUK-u mamy niepohamowany apetyt na życie. Codziennie mieszamy w redakcyjnych garnkach. Kroimy teksty, sklejamy apetyczne wątki. Zanurzamy się w kulturze i smakujemy codzienność. Przysiądźcie się do wspólnego stołu i poczujcie, że w kolektywie siła!

Koszyk

suma:
NaN zł
Przejdź do koszyka