Kukbuk
Kukbuk
Łatka w samolocie

Wakacje z psem

Dodaj do 'Przeczytaj później'

Chcecie zabrać psa w podróż samolotem, pociągiem lub samochodem? Dla tych, którzy nie wyobrażają sobie wyjazdu bez pupila, Harel przygotowała kilka rad, co zrobić, by pies bezpiecznie i komfortowo przemieszczał się z wami na urlopowej trasie.

Tekst: Harel

Zdjęcia: Harel

Opublikowano: 26 Lipca 2019
Ten artykuł przeczytasz w mniej niż 7 minut!

Pies zawsze jedzie z nami. Taką mamy zasadę, choć nigdy jej nie spisaliśmy. Zaczęło się od przewiezienia Łatki z domu w Krakowie, w którym się urodziła, do nas, do Warszawy. Tę pierwszą podróż odbyła, gdy miała równo dwa miesiące. Choć mieliśmy dla niej przygotowane specjalne miejsce w pudełku po ekspresie do kawy, wyściełane ręcznikiem pachnącym jej mamą, ona usadowiła się na moich kolanach i spała tam spokojnie, delikatnie podgryzając guzik mojej marynarki, co odkryłam dużo później. Przez osiem lat naszego wspólnego życia rzadko się zdarzało, byśmy ją zostawiali.

Pies, który jeździł koleją

Po Polsce podróżujemy regularnie. Wystarczą książeczka zdrowia, aktualne szczepienia i transporter. Do pociągu kupuję Łatce bilet w cenie dużej kawy. Teoretycznie powinna pozostać w transporterze, ale najczęściej trzymam ją na kolanach. Zdarza się nawet, że obsługa PKP przenosi nas do pustego wagonu, żeby pieskowi było lepiej. Rzecz obowiązkowa, zarówno w pociągu, jak i w komunikacji miejskiej? Nieszczęsny kaganiec. Konieczny bez względu na wielkość czy charakter psa. Bez niego obsługa pociągu czy kierowca autobusu mają prawo nas wyprosić. Może nie powinnam się przyznawać, ale dopóki nie ma uwag, kaganiec trzymam w torbie. Ważne, żeby mieć go pod ręką, zwłaszcza podczas dłuższej podróży pociągiem. Nie warto ryzykować wysiadki z psem w połowie drogi ze względu na brak takiego drobiazgu.

Łatka po pierwszej podróży  (fot. shini park)

fot. Shini Park

Europa z psem – jak wyrobić psi paszport?

Gdy zaczęliśmy planować podróże z psem po Europie, trzeba było wyrobić Łatce paszport. Wiąże się to z wszczepieniem mikroczipu z numerem i kodem kreskowym, dzięki któremu łatwiej znaleźć zagubione zwierzę. Ważne, by numer zarejestrować w bazie zaczipowanych zwierząt. Można to zrobić na przykład na stronie indentyfikacja.pl, która jest połączona z międzynarodową bazą Europetnet. Dla świętego spokoju sprawdźmy przed wyjazdem, czy nasze zwierzę na pewno figuruje w rejestrze, będziemy mieli czas, by ewentualnie je dopisać. Od tej pory to paszport będzie najważniejszym dokumentem, w którym należy uzupełniać rubryki dotyczące szczepień i stanu zdrowia; poczciwą książeczkę psiego zdrowia możemy schować do szuflady.

Łatka w hotelu

Pies nocą

Trochę się obawiałam, że szukanie noclegu będzie wyzwaniem. Okazuje się jednak, że na portalach typu Booking czy Trivago jest kryterium „zwierzęta domowe akceptowane” – wystarczy je zaznaczyć, a będzie na nas czekać pokój gotowy na przyjęcie psa, czasem nawet z psim posłaniem. Tak zdarzyło się we Francji, w Besançon – nie dość, że dostaliśmy apartament w cenie regularnego pokoju (bo może pieskowi będzie wygodniej), to jeszcze ze śliczną poduszką, gotową na utulenie czterech zmęczonych podróżą łapek. Z kolei we francuskiej miejscowości Pinas odkryliśmy hotelik urządzony w willi z wielkim ogrodem, otwartym na wszelkie psie szaleństwa. Cena? Regularna, tak jak w każdym innym miejscu. Gdy gospodarze nie darzą psa szczególnym uczuciem, pozostaje przenieść transporter z samochodu. Nasza Łatka uwielbia w nim spać, chociaż na początku przygody bała się tam sięgnąć nawet jedną łapą – pomogła wrzucana do środka pokrojona parówka.

Pies w przestrzeni powietrznej

A potem zrobiliśmy kolejny krok – mały dla człowieka, gigantyczny dla… psa. Zaplanowaliśmy samolotową podróż z Warszawy do Madrytu. Procedura zgłoszenia psa do lotu jest dosyć czasochłonna i pełna niewiadomych. My mamy doświadczenie z LOT-em, nie znamy warunków takiej podróży w innych liniach. Wiemy natomiast, że warto wczytać się w regulamin, bo wszędzie wygląda to nieco inaczej. Pierwsze, co należy zrobić, to kupić bilet, a następnie zgłosić podróż psa przez infolinię, poczekać na potwierdzenie i uiścić odpowiednią opłatę. Niestety, nie da się kupić psiego biletu razem z ludzkim, co już na starcie wywołuje pewną nerwowość.

Druga sprawa to odpowiednie wymiary transportera. Te podane na stronie LOT-u nieco nas speszyły. Kupiliśmy transporter, który da się spłaszczyć tak, by nie przekraczał wymaganych 20 centymetrów wysokości. Pies przewożony na pokładzie nie powinien ważyć więcej niż 8 kilogramów. I to wraz z transporterem. W tym celu Łatka przeszła na dietę – mimo wszystko przekroczyliśmy limit o jakieś pół kilo, ale na szczęście nikt tego nie sprawdził. Podobno takie wahania to jeszcze nie problem, choć podejrzewam, że dużo zależy od wyrozumiałości obsługi lotniska. Sprawa numer trzy to potwierdzenie obecności psa na pokładzie kilka dni przed lotem. W tym celu wybrałam się do biura LOT-u. Wszystko okej, pies wpisany, pozostaje się spakować i jechać na lotnisko!

Łatka. Pies na lotnisku i w samolocie (fot. Harel)
Łatka na lotnisku, jak przygotować psa do lotu

Zanim pies wkroczy na pokład

Chociaż… nie tak szybko! Najlepiej dzień przed podróżą odwiedzić weterynarza, by dostać wpis w paszporcie potwierdzający odpowiedni stan zdrowia psa, aktualność szczepień i odrobaczenia oraz ogólną gotowość do lotu. Ewentualnie poprosić o coś na uspokojenie – dla naszej podróżniczki samolotowa przygoda, jako całkiem nowe doświadczenie, oznaczała ryzyko stresu. Niektórzy przepisują psom xanax (naprawdę!), my dostaliśmy ziołowy syrop podzielony na cztery porcje. Pierwsza do podania przed wyjściem z domu, druga – chwilę przed lotem, i dwie na podróż powrotną. Jego zaletą jest to, że tylko odrobinę spowalnia psa, nie paraliżuje, jak niektóre uspokajacze, przez co pies nie dość, że nadal się boi, to jeszcze nie może się ruszyć. Po ziółkach Łatka była wciąż radosna i podekscytowana, jednak trochę spokojniejsza.

Lotnisko to całkiem nowa przygoda. Najpierw trzeba podejść do stanowiska odprawy, gdzie pokazujemy dokumenty, w tym psi paszport. Następnie przechodzimy przez kontrolę. Ważne! Należy psu zdjąć obrożę i wziąć go na ręce i tak przekroczyć bramkę. Smycz, obroża czy szelki i wszelkie psie rzeczy kładziemy na taśmie do prześwietlenia. Na warszawskim Okęciu wszystko poszło wspaniale, łącznie z tym, że Łatka wylądowała u pani celniczki na rękach po tym, jak potrzebowałam dodatkowej kontroli (ach, te fiszbiny…).

 

A potem już tylko oczekiwanie. Dość długie, bo regulamin każe zjawić się z psem aż trzy godziny przed odlotem. Najbardziej stresujący był moment boardingu, gdy Łatka musiała trafić do transportera, by bezpiecznie wejść do samolotu. Sam lot przebiegł bardzo spokojnie. Wprawdzie nie ma mowy, by mogła leżeć na moich kolanach, ale… sam transporter leżeć tam już może. Podobnie jak każdy inny bagaż podręczny, tylko na czas startu i lądowania musi znajdować się pod fotelem. Nasz model, Trixie TX-28943, jest zaprojektowany tak, by zawsze dało się lekko uchylić górę lub bok. Dzięki temu Łatka mogła wystawić łepek, by czarować panie stewardesy lub z zaciekawieniem wyglądać przez okno.

Jak wygodnie i bezpiecznie podróżować z psem

Psi bagaż

Ekwipunek na podróż? Oprócz transportera, paszportu i kagańca warto mieć składaną miskę na wodę lub butelkę z rynienką (my wolimy to pierwsze), zapas woreczków i papierowych ręczników oraz, rzecz jasna, ulubione psie przysmaki. Postoje na stacjach benzynowych nie zastąpią spacerów, ale zawsze są okazją do wyskoczenia na trawę za potrzebą. Jeśli chodzi o samolot, Łatka dała radę bez jej załatwiania. Słyszałam za to, że niektórzy zabierają do bagażu podręcznego… kawałek trawy w rolce. I tak wyposażeni udają się z psem do lotniskowej czy samolotowej toalety. Sprytne, zwłaszcza przy dłuższych podróżach za ocean.

W przypadku lotów do Stanów – także w Locie – obowiązuje funkcja „emotional supporting dog”, czyli emocjonalnego psa przewodnika. Jest to jednak rzecz na tyle mało popularna, że każdy przypadek trzeba sprawdzać indywidualnie. LOT zabiera takie psy tylko na trasy do Stanów. Inne linie? Tu doświadczenia nie mamy. Chętnie jednak będziemy je zdobywać. A gdy już zdobędziemy, równie chętnie się nim podzielimy. Tymczasem zmykamy w kolejną podróż!

W zawsze głodnym KUKBUK-u mamy niepohamowany apetyt na życie. Codziennie mieszamy w redakcyjnych garnkach. Kroimy teksty, sklejamy apetyczne wątki. Zanurzamy się w kulturze i smakujemy codzienność. Przysiądźcie się do wspólnego stołu i poczujcie, że w kolektywie siła!

Koszyk

suma:
NaN zł
Przejdź do koszyka