Kukbuk
Kukbuk
Dzielenie się (fot. The Creative Exchange)

Podziel się posiłkiem. W te święta i kolejne…

Dodaj do 'Przeczytaj później'

Maria Skołożyńska, inicjatorka akcji „Podziel się posiłkiem z bezdomnymi”, opowiada, jak w święta możemy pomóc tym, którzy najbardziej tego potrzebują.

Tekst: Aneta Kołaszewska

Zdjęcie główne: The Creative Exchange / unsplash.com

Opublikowano: 23 Grudnia 2019
Ten artykuł przeczytasz w mniej niż 4 minuty!

Była Wielkanoc. Maria jechała do babci na rodzinne śniadanie. Zatrzymała się pod Halą Mirowską, by kupić tulipany. Podszedł do niej bezdomny z prośbą o pieniądze. Odpowiedziała, że pieniędzy mu nie da, ale może zrobić zakupy – wszystko, co będzie chciał do zjedzenia. On marzył o jajkach na twardo. Problem w tym, że nie miał gdzie ich ugotować.

O akcji „Podziel się posiłkiem z bezdomnymi” opowiada Maria Skołożyńska, jej pomysłodawczyni i organizatorka.

Domowy bigos na święta

Wtedy w Wielkanoc, pod Halą Mirowską wymyśliłam, że między śniadaniem u babci Jasi a obiadem u babci Władzi, zdążę ugotować bezdomnemu te jajka. I tak zrobiłam. Po śniadaniu razem z babcią zapakowałyśmy do pudełek po lodach część niezjedzonych pyszności. Wcześniej wrzuciłam na Facebooka zdjęcie uginającego się od potraw, pięknie zastawionego wielkanocnego stołu. Opatrzyłam je podpisem, z którego wynikało, że tym, co pozostanie po świątecznym śniadaniu, zamierzam podzielić się z potrzebującymi. Dodałam, że jeśli ktoś też chce się przyłączyć, to mogę do niego podjechać i odebrać jedzenie. Na FB miałam wtedy nie więcej niż 300 znajomych. A jednak, kiedy spojrzałam na mój profil o godz. 21.00, okazało się, że mój post udostępniono aż 9 razy. Pękałam z dumy, bo wydawało mi się to znakiem, że jestem tak samo popularna, jak Beyonce. Następnego dnia odebrałam jedzenie od kilku członków rodziny, od kilkorga znajomych i od kilku osób zupełnie obcych

Byłam u zamożnego mężczyzny z miasteczka Wilanów, który oddał kawał drogiej szynki i u kobiety pod Warszawą, która w rozpadającej się drewnianej chacie sama wychowywała trójkę dzieci. Ta kobieta dała mi pięciokilogramowe wiaderko sałatki, bo wiedziała, że sami tyle tej sałatki nie zjedzą. Zapytała tylko, czy może się do mnie odezwać, jeśli w przyszłości jej samej zabraknie jedzenia. Podałam swój numer, starając się ze wszystkich sił nie rozpłakać ze wzruszenia.

Jedna z kobiet, najstarsza w gronie, zaczęła rozdawać potrawy.

Wróciłam z całym tym zebranym jedzeniem pod Halę Mirowską. Mój bezdomny znajomy zebrał swoich kolegów i koleżanki. Usiedliśmy na murku. Jedna z kobiet, najstarsza w gronie, wyjęła wszystkie potrawy, ustawiła na ziemi i zaczęła rozdawać. Temu sałatkę, bo nie lubi śledzi. Temu pierogi, bo po majonezie rozboli go brzuch. Widać było, że dobrze się znają.

Następnego dnia wciąż zwracali się do mnie ludzie, którzy chcieli podzielić się swoimi zapasami, choć ja musiałam zająć się już swoją pracą. To była spontaniczna akcja, jeszcze wtedy zupełnie niezorganizowana.

Pół roku później, w Boże Narodzenie ponowiłam apel na FB. I nie wierzyłam, kiedy znaleźli się nie tylko darczyńcy, ale i osoby, które chciały być kierowcami i razem ze mną jeździć zbierając to jedzenie po mieście! Przygotowałam formularz zgłoszeniowy, kolega szybko założył stronę internetowąfan page akcji. Znów byłam w szoku – odebraliśmy jedzenie od kilkudziesięciu osób. Dowiedziałam się też wtedy o jadłodajni dla bezdomnych na ul. Magazynowej w Warszawie. Codziennie o godzinie 11.00, przychodzi tu około 120 potrzebujących, którym rozdawane posiłki. Jadłodajnia zgodziła się przyjąć od nas jedzenie. Zapewniłam, że będzie świeże, dobre i zdatne do zjedzenia w ciągu 24 godzin od dostarczenia. Tydzień przed kolejną Wielkanocą skontaktowałam się z 100 największymi jadłodajniami dla bezdomnych w 50 największych miastach w Polsce. Zadzwoniłam do każdej z nich i zaproponowałam dostarczenie poświątecznych darów jedzeniowych. Nie każda z tych placówek się zgodziła, ale większość tak. Rozmowy zajęły mi trzy dni. Z telefonem w ręku, spędzałam dni w Kawiarni Fawory na warszawskim Żoliborzu, która od tamtej pory jest moim centrum dowodzenia przy każdej akcji.

Tydzień przed kolejną Wielkanocą skontaktowałam się z 100 największymi jadłodajniami dla bezdomnych

Śledź korzenny, który dobrze smakuje na kanapce nie tylko na święta

Od trzech lat „Podziel się posiłkiem z bezdomnymi” działa w ten sam sposób: na początku grudnia szukamy jadłodajni, które chcą z nami współpracować. Kilka dni przed świętami szukamy kierowców, a od Wigilii zbieramy na stronie podzielmysie.pl zgłoszenia od darczyńców. Listę darczyńców przekazujemy koordynatorom regionalnym, ponieważ akcja funkcjonuje już w całej Polsce. Od drugiego dnia świąt dzwonimy i umawiamy się na odbiór paczek. Działamy od 25 do 28 grudnia. Kierowca zbiera jedzenie i na koniec swojej zmiany zawozi do jadłodajni. Rok temu, w ten sposób, w Katowicach zebraliśmy jedzenie dla 500 osób. Popłakałam się z radości, kiedy o tym usłyszałam.

Do tegorocznej akcji możesz dołączyć i Ty. Jest jeszcze czas! Wypełnij krótki formularz na stronie podzielmysie.pl. Zadeklaruj chęć pomocy: przekaż jedzenie, zostań kierowcą.

W zawsze głodnym KUKBUK-u mamy niepohamowany apetyt na życie. Codziennie mieszamy w redakcyjnych garnkach. Kroimy teksty, sklejamy apetyczne wątki. Zanurzamy się w kulturze i smakujemy codzienność. Przysiądźcie się do wspólnego stołu i poczujcie, że w kolektywie siła!

Koszyk

suma:
NaN zł
Przejdź do koszyka