Kukbuk
Kukbuk

Leć coś zjeść: 10 restauracji, dla których warto wyruszyć w podróż

Poznajcie tajne adresy lokalsów i foodiesów! Oto 10 restauracji – w różnych częściach świata – w których zjedliśmy najlepsze posiłki w życiu.

Leć coś zjeść – pasjonaci podróżowania, gotowania, poznawania nowych smaków i lokalnej kuchni z różnych zakątków świata. Fani dobrych win i kawy speciality. Stale poszukują nowych i ciekawych miejsc dzieląc się nimi na Instagramie

Tekst: Marcin Łabno, Piotr Rożniatowski / Leć coś zjeść

Zdjęcie główne: Benjamin Voros / unsplash.com


Zdjęcia: Marcin Łabno, Piotr Rożniatowski / Leć coś zjeść

Opublikowano: 10 Maja 2022
Ten artykuł przeczytasz w mniej niż 23 minut!

Piękny szyld, najlepsze menu, właściciel lokalu albo kelner wyczekujący turystów przed wejściem i zapraszający do spróbowania specjałów szefa kuchni – jeśli zwiedzamy świat kulinarnym tropem, jesteśmy kuszeni ofertami wielu restauracji. W podróży jednak starcza nam zazwyczaj czasu na tylko jeden posiłek w trakcie pobytu w danym miejscu. Nie możemy więc ryzykować kulinarnym fiaskiem – i wam również chcemy go oszczędzić. Dzielimy się zatem z wami 10 miejscami z różnych zakątków świata, gdzie nakarmiono nas tak wspaniale, że do dzisiaj, gdy wspominamy tamte dania, pragniemy wsiąść w samochód lub samolot i powtórzyć te doświadczenia.

Jak najsmaczniej zacząć dzień w Berlinie? Gdzie w Neapolu – stolicy pizzy – zjeść tę najlepszą? W którym lokalu w Atenach spróbować doskonałej mussaki? Czy jeśli idziemy na tapas w Madrycie, jesteśmy skazani na kolejne patatas bravas? Gdzie spróbować pysznego humusu w Tel Awiwie? Oto nasz top 10 restauracji, dla których warto udać się nawet na koniec świata.

Hummus HaCarmel

HaCarmel 11

Tel Awiw, Izrael

Carmel Market w Tel Awiwie powinien się znaleźć na liście „must visit” każdego odwiedzającego to miasto. Dorodne, kolorowe i świeże warzywa i owoce, unoszący się w powietrzu aromat ziół i przypraw, kuszące izraelskie słodycze – wąskie alejki targu są wypełnione mieszkańcami i turystami robiącymi tu zakupy. Mało kto jednak wie, że za jednym z tutejszych stoisk z warzywami znajduje się świątynia najlepszego humusu. Określenie nieprzypadkowe, bo wejście do lokalu przypomina drzwi do synagogi. Wnętrze jest skromne, w środku kilku wtajemniczonych turystów i miejscowi – co zawsze dobrze wróży. Do idealnie kremowego humusu można wybrać dodatki: ful (ciepły gulasz z bobu), miękkie ziarna ugotowanej ciecierzycy, oliwę, kawałki słodkiej cebuli, kwaśny sos z pikli i sezamowy sos tahini, lub po prostu poprosić o wszystko – co oczywiście zrobiliśmy. Do tego pita i mamy przed sobą wspaniałą kompozycję najlepszych smaków Izraela. Koniecznie odwiedźcie to miejsce, jeśli zawitacie do Tel Awiwu.

Annelies

Görlitzer Str. 68

Berlin, Niemcy

Gdy planujemy weekendowy wypad do Berlina, od razu przypominamy sobie jedno z najlepszych śniadań, jakie jedliśmy w życiu. Było to w Annelies, klimatycznej kawiarni na Kreuzbergu. Jeśli weekend, to jajecznica! Tutaj w autorskim wydaniu – na toście, czyli słusznej kromce świeżutkiego, chrupiącego chleba na zakwasie z kultowej piekarni Albatros, na którym rozpływa się gorąca maślana jajecznica posypana… suszonym żółtkiem. Do tego orzeźwiające kimchi z fenkułu i pikantny majonez. A to wszystko w pięknym, ciepłym, minimalistycznym wnętrzu pachnącym kawą, która też jest tu wyśmienita. Czy można sobie wyobrazić lepszy początek dnia?

Karczma Stara Kuźnia

ul. Przykop 1

Miłki, Mazury

Stara Kuźnia zajmuje wyjątkowo dużo miejsca w naszych łasuchowych sercach. Kilka lat temu, gdy przeczytaliśmy artykuł o mazurskiej rodzinnej restauracji, której szefowa kuchni brała udział w programie „Top Chef”, postanowiliśmy wsiąść w samochód i przejechać kilkaset kilometrów, by spróbować tutejszych dań. Była to bez wątpienia miłość od pierwszego wejrzenia. Położona z dala od zgiełku najpopularniejszych mazurskich miast, otoczona polami i ukryta za aleją lipową restauracja mieści się – jak sama nazwa wskazuje – w budynku starej kuźni. Karczmę okala ogród, z którego pracownicy kuchni na bieżąco przynoszą zioła i warzywa. W powietrzu unosi się zapach paleniska i pieczonych mięs, a w oddali pasą się owce i gęsi. Stara Kuźnia jest otwarta sezonowo, a pory roku wyznaczają zmianę niektórych pozycji w menu – skomponowanego z tego, co akurat dojrzewa w ogrodzie lub jest produkowane w okolicznych, zaprzyjaźnionych ekologicznych gospodarstwach. Kuchnia specjalizuje się w jagnięcinie, dziczyźnie i rybach, ale coś pysznego znajdą też dla siebie wegetarianie.

Przejdźmy jednak do sedna, czyli do deseru, bo przy nim trzeba się zatrzymać na dłużej. Ludzie przemierzają dziesiątki, a nawet setki kilometrów, by spróbować tutejszego sernika. Nie przesadzimy, jeśli napiszemy, że to najlepszy sernik na świecie! Kruchy maślany spód, rozpływający się w ustach kremowy twaróg z mnóstwem kremówki i rozpuszczoną białą czekoladą i do tego płynna ciemna czekolada na wierzchu. Dla takich doświadczeń jesteśmy gotowi zapomnieć o kaloriach i grzeszyć… Wyjechaliśmy stamtąd z pełnymi brzuchami, zauroczeni. W drodze powrotnej przeglądaliśmy kalendarz z myślą o spędzeniu tam weekendu, bo mama szefowej kuchni (założycielka restauracji) prowadzi obok pensjonat agroturystyczny. Od tego czasu wracamy tu co rok.

Naše Maso

Dlouhá 727/39, Staré Město

Praga, Czechy

Przed każdym wyjazdem robimy porządny przegląd restauracji, które warto w danej okolicy odwiedzić. Planując wyjazd do Pragi, wiedzieliśmy, że nie możemy nie spróbować tam burgera w Naše Maso. To niewielki lokal na Starym Mieście, łatwo go znaleźć dzięki długiej kolejce wygłodniałych ludzi, która zawsze przed nim stoi. W środku gwar, kilka wysokich stolików i krzeseł dla szczęściarzy, którym uda się usiąść. W oczy rzuca się lada z mięsem i wędlinami, płyta do przygotowywania burgerów, steków i innych mięsnych rarytasów. Tłok nikomu tu nie przeszkadza, a to, że je się łokieć w łokieć z nieznajomym przy tym samym stole, ma swój urok. Klienci uśmiechają się do swoich burgerów – po ich spróbowaniu zrozumieliśmy dlaczego. W Naše Maso doskonale wiedzą, jak traktować wołowinę.

Sezonowane mięso od lokalnych producentów, usmażone medium rare, jest delikatne, soczyste, surowe w środku. Do tego ogórek kiszony, czeski ser, sos majonezowy, a wszystko zamknięte w maślanej brioszce. W kolejkach po takie jedzenie zdecydowanie warto stać nawet godzinami. W każdą pogodę!

Gino e Toto Sorbillo

Via dei Tribunali, 32

Neapol, Włochy

Mimo że Neapol to stolica pizzy i można ją dostać na każdym rogu, nauczyliśmy się bardzo szybko, że by zjeść tę najlepszą, trzeba odstać swoje w kolejce. Podczas kilkudniowego pobytu pochłonęliśmy taką liczbę placków, że trudno je zliczyć, a z wyborem najlepszego mieliśmy duży problem. Kilka lokali zacięcie walczyło o najwyższą pozycję w naszym rankingu. O pizzeriach Gino Sorbillo, prawdziwej gwiazdy pizzy neapolitańskiej, czytaliśmy bardzo dużo dobrego. Rodzina zajmuje się jej wytwarzaniem od 1935 roku. Składniki swoich pizz wybierają z ogromną dbałością – korzystają z ekologicznej mąki, a sos robią na bazie pomidorów San Marzano, które słodycz i koncentrację smaku uzyskują dzięki uprawie na suchych zboczach Wezuwiusza.

Do Gino e Toto Sorbillo wybraliśmy się pod koniec pobytu w Neapolu, licząc na to, że w deszczowe popołudnie, pod koniec sjesty, czyli przed wieczornym otwarciem lokalu, uda nam się dostać do środka bez kolejki. Nic bardziej mylnego! By zamówić swoją porcję, staliśmy godzinę. Gdy wreszcie nadeszła nasza kolej, wybraliśmy biancę z mortadelą i pistacjami i – klasycznie – margheritę di bufala, jako że uważamy, że najlepszym sposobem na poznanie kunsztu pizzaiolo i jakości składników jest zamówienie prostej pizzy, z najmniejszą liczbą dodatków. Po spróbowaniu nie mieliśmy wątpliwości, że to nasz numer jeden i najlepsza pizza, jaką jedliśmy w życiu: lekkie, wyjątkowo delikatne, doskonale dopracowane ciasto i pyszne, pełne smaku, dobrej jakości składniki. Kiedy będziecie w Neapolu, koniecznie musicie tutaj zajrzeć, a my gwarantujemy, że jeden kęs tutejszego smakołyku zmieni na zawsze wasze spojrzenie na pizzę neapolitańską.

Terrasse des épices

Sidi Abdel Aziz, 15 souk cherifia

Marrakesz, Maroko

Jeśli Marrakesz, to tadżin – tradycyjna marokańska jednogarnkowa potrawa, której nazwa pochodzi od glinianego naczynia składającego się z głębokiej podstawy i stożkowatej pokrywy. W nim bardzo powoli na rozżarzonym węglu lub drewnie przygotowywane jest danie, które dzięki szczelnemu zamknięciu zachowuje skoncentrowany smak wszystkich składników. Początkowo nic nie zapowiadało, że nasza misja spróbowania dobrego tadżinu w Marrakeszu zakończy się sukcesem. Trafialiśmy do miejsc, w których potrawy były bez smaku, niedopracowane, często ze słabej jakości składników. W końcu udało się to w Terrasse des épices, w samym sercu mediny, niedaleko tętniącego życiem placu Jamaa El-Fna. Lokal wyglądał na modny, na ścianach wisiały zdjęcia miejscowych i zagranicznych gwiazd, które prawdopodobnie próbowały tutejszej kuchni. Wystrój dopełniały klimatyczne oświetlenie i rozstawione na dachu stoliki.

Zamówiliśmy dwa rodzaje tadżinu: mięsny – z kurczakiem, warzywami, kiszonymi cytrynami, rodzynkami, cynamonem, karmelizowaną cebulą – i wersję bezmięsną. Oba były tym, czego szukaliśmy od początku pobytu: pełne wyraźnych smaków, wspaniałych aromatów lokalnych przypraw i koloru. To tutaj zrozumieliśmy, za co smakosze z całego świata kochają to danie. Jeśli zaplanujecie wyprawę do Marrakeszu, nie błądźcie jak my i idźcie prosto do Terrasse des épices.

Díaz y Larrouy

Cava Baja 6

Madryt, Hiszpania

Cava Baja to krótka, zaledwie 300-metrowa uliczka w Madrycie – raj dla fanów tapas. Mieści się tutaj około 50 barów z hiszpańskimi przekąskami. Z jednej strony to wymarzone miejsce dla głodomorów, z drugiej – dylemat: który lokal wybrać, bo przecież nikt nie chce trafić do tych gorszych. My zawsze stawiamy na ten, w którym jest najwięcej miejscowych. W ten sposób trafiliśmy do Díaz y Larrouy.

Zazwyczaj tapas bary specjalizują się w 1-2 przekąskach, które starają się dopieścić do perfekcji. Oczywiście są też tapasownie z bardzo obszernym menu, najczęściej czekające na głodnych turystów – te po niezbyt udanych odwiedzinach omijamy. Popisowym tapas w Díaz y Larrouy są tostas, czyli grzanki z bagietki podawane z różnymi dodatkami. My zamówiliśmy tostas de lomo de orza i na naszych talerzach ukazały się pyszne kanapki z miękką, wilgotną, rozpływającą się w ustach polędwicą wieprzową, konfitowaną z przyprawami we własnym tłuszczu, a następnie studzoną w glinianym naczyniu, gdzie się konserwowała w powstałej w ten sposób zalewie. Do tego pieczona papryka, aioli, kieliszek zimnego wina (mają tu całkiem sporą i porządną selekcję tych trunków) i to wystarczyło, byśmy znaleźli się w siódmym niebie… Naszym zdaniem, gdy się odwiedza Madryt, można spokojnie obejść się bez patatas bravas czy papryczki padrón, ale bez tostas w Díaz y Larrouy absolutnie nie – to kwintesencja kultury tapas i najwspanialsze kulinarne wspomnienie, jakie możecie przywieźć z hiszpańskiej stolicy!

Panificio Santa Rita

Str. dei Dottula, 8 

Bari, Włochy

We Włoszech nie można nie spróbować focacci – to jeden z najprostszych i najpowszechniejszych rodzajów pieczywa. Choć przed podróżą zastanawialiśmy się, jaką sztuką jest upiec coś, co przypomina spód pizzy, zwłaszcza w królestwie tego dania, nasza wrodzona ciekawość kazała nam przetestować focaccie w poszukiwaniu tej najlepszej. W Bari trafiliśmy do Panificio Santa Rita. To bardzo mała piekarnia z zaledwie kilkoma półkami, działająca od ponad 100 lat. Właściciel mawia, że w jego focacci nie ma niczego szczególnego, ale jest pasja. Placki dostaliśmy zwinięte w papier, w reklamówce. Oczywiście nie bylibyśmy sobą, gdybyśmy nie zaczęli ich jeść od razu po wyjściu na zewnątrz. Już po pierwszym kęsie zrozumieliśmy, co starszy pan miał na myśli, mówiąc o pasji… Diabeł tkwi w szczegółach.

Ciasto było świeżutkie i doskonale wyrośnięte, miękkie i bardzo wilgotne w środku, a chrupiące na wierzchu, z koktajlowymi pomidorkami, polane oliwą i posypane solą. Doskonałe!

Po krótkiej rozmowie dowiedzieliśmy się, że prócz pasji sekretem wyjątkowości tej focacci jest dodatek ziemniaków do ciasta i to, że przed włożeniem do pieca ręcznie rozgniata się wyłożone na cieście pomidorki, by puściły sok. Prócz boskiego smaku focaccia ma jeszcze jedną zaletę – można ją jeść przez cały dzień, na każdy posiłek i jako przekąskę. W upalny dzień wystarczy jej towarzystwo schłodzonego wina. Brzmi jak marzenie! I cel na najbliższe wakacje!

Konoba Barsa

Lovište

Pelješac, Chorwacja

Zanim ruszymy w podróż, staramy się poznać historię danego miejsca i czytamy o atrakcjach, które warto w nim zobaczyć, a także o lokalnej tradycyjnej kuchni. Skrupulatnie zaznaczamy na mapie restauracje, które musimy odwiedzić, i często planujemy trasę tak, by dostosować ją do ich rozmieszczenia. W poszukiwaniach posiłkujemy się książkami, blogami czy kanałami podróżniczymi na YouTube, ale przeglądamy też opinie o restauracjach w internecie. Nie ufamy im ślepo, gdyż wielokrotnie okazywało się, że nie pokrywają się z naszymi wrażeniami. Kiedy więc byliśmy w Chorwacji, na półwyspie Pelješac, sami postanowiliśmy się przekonać, jak naprawdę smakuje jedzenie w położonej nad brzegiem uroczej zatoczki małej, rodzinnej restauracji Konoba Barsa. Lokal mocno krytykowali w sieci turyści – z powodu obsługi, a zwłaszcza właściciela – za to wychwalali znani kucharze, w tym Robert Makłowicz, którego śladem eksplorowaliśmy chorwackie restauracje.

Zamówiliśmy sałatkę – była pełna solidnych kawałków miękkiej ośmiornicy, której smaku nie zdominowały dodatki, co często zdarzało się w innych lokalach. Następną pozycją z karty, na którą się zdecydowaliśmy, była świeżo złowiona skorpena przyrządzona na grillu. Tę zdecydowaną gwiazdę naszego popołudnia właściciel zaprezentował nam najpierw przy stoliku, a chwilę później własnoręcznie wypatroszył za naszymi plecami. Przy próbie zamówienia steku zrozumieliśmy, co wielu turystom mogło w tym miejscu przeszkadzać. Właściciel, Gordan, ma specyficzny sposób bycia – nie omieszka przypomnieć gościom, że jego restauracja specjalizuje się w rybach, a za jakość steku nie ręczy, ponieważ w Chorwacji czasy dobrej wołowiny dawno minęły. Można się było spodziewać najgorszego – jednak jego smak, podobnie jak wcześniej skorpeny, był fenomenalny. Wrażenia, których doznaliśmy w restauracji Konoba Barsa, to najlepszy dowód na to, że świeży produkt, wiedza, jak go traktować, i serce włożone w przygotowanie dania zawsze dają wspaniały rezultat. Nie zrażajcie się więc internetowymi opiniami i kiedy będziecie w Chorwacji, koniecznie odwiedźcie to miejsce.

Cafe Avissinia

Kinetou 7

Ateny, Grecja

Przechadzając się po tętniącej życiem ateńskiej dzielnicy Monastiraki, między stoiskami z mydłem, ręcznie robionymi sandałami czy T-shirtami w barwach Grecji, trafiliśmy do Cafe Avissinia. Lokal istnieje od 1985 roku, początkowo był kawiarnią. Króluje tu babciny styl: kwieciste tapety i obicia kanap, obrazy na ścianach, stare meble, liczne bibeloty. Po pokonaniu kilku pięter znaleźliśmy się na dachu, usadzeni przy stoliku, z którego widok – prosto na Akropol – zapierał dech w piersiach. Już sama lokalizacja nas usatysfakcjonowała, a to był dopiero początek zachwytów. Zamówiliśmy greckie specjały. Na początek mussakę, z doskonale doprawionym mięsnym sosem, jędrnymi warzywami, które mimo zapiekania zachowały strukturę – zdecydowanie najlepszą, jakiej do tej pory próbowaliśmy. Do tego tzatziki – świeże i niezwykle orzeźwiające dzięki dodatkowi soku z cytryny, z nieodstręczającą ilością czosnku, co często zdarzało się w miejscach, które wcześniej odwiedziliśmy. Następnie grecką sałatkę, w której warzywa smakowały, jakby zerwano je przed chwilą z ogródka, rozpływającą się w ustach cielęcinę w pomidorach z marchewką i oliwkami, wreszcie – usmażone w punkt kalmary. Czego można chcieć więcej? Ciepły wieczór, podświetlony w oddali Akropol, pyszne jedzenie i zimne greckie wino na stole… Zapiszcie ten adres, jeśli planujecie wyprawę do Aten, a jeżeli nie planujecie – namawiamy was do zmiany zdania.

Przeczytaj również:

Chcemy wiedzieć co lubisz

Wiesz, że im więcej lajkujesz, tym fajniejsze treści ci serwujemy?

W zawsze głodnym KUKBUK-u mamy niepohamowany apetyt na życie. Codziennie mieszamy w redakcyjnych garnkach. Kroimy teksty, sklejamy apetyczne wątki. Zanurzamy się w kulturze i smakujemy codzienność. Przysiądźcie się do wspólnego stołu i poczujcie, że w kolektywie siła!

Plansza informacyjna PFR

Koszyk