Kukbuk
Kukbuk
Szklarnia z pomidorami, dlaczego wraca trend działkowiczów (fot. Zuza Rożek)

Działka moje hobby

Dodaj do 'Przeczytaj później'

Widok sąsiadów rozmawiających godzinami przy płocie, wymieniających się nasionami i rozsadami, a późnym latem i jesienią przepisami na przetwory był czymś codziennym. Taki obraz rodzinnych ogródków działkowych wynieśliśmy z czasów ich świetności w latach 70. i 80. A jak jest teraz?

Tekst: Iza Kieszek-Wasilewska

Zdjęcie główne: Zuza Rożek

Opublikowano: 18 Września 2019
Ten artykuł przeczytasz w mniej niż 10 minut!

Wąskie alejki, małe furtki, deszczówka zbierana do starych wanien i balii, wylewające się znad ogrodzeń kwiaty i zapach koperku. Trochę tajemniczo, trochę bajkowo, a jednocześnie swojsko. Wszyscy się witają, znają i są dla siebie serdeczni. Ogródki działkowe wracają do łask, a te w lepszych lokalizacjach potrafią osiągać naprawdę zawrotne ceny. Jakie jest młode pokolenie działkowców?

Idąc przez działki, mijamy uprawiane przez 30-40 lat idealne ogródki i nabieramy przekonania, że działka tak po prostu wygląda. Moi rozmówcy zgodnie podkreślają, że działka, oprócz przyjemności, to też ciężka praca i konieczność regularnego doglądania. Trudne do pogodzenia z codziennymi obowiązkami, wymagające przezwyciężania zmęczenia, niechęci do wychodzenia w brzydką pogodę. Podlewanie, pielenie, przycinanie, a jeszcze trzeba wymienić pergolę, pomalować altankę albo wytyczyć nowe ścieżki. Na działce zawsze jest coś do zrobienia. Młode pokolenie działkowców jednak nie wpędza się w poczucie winy; rozumie, że praca na działce to proces, który trwa latami. To, co jest dla nich ważne, to czas spędzony z naturą, który uczy luzu, innego podejścia do kwestii czasu, sprawczości. I przyjmowania rzeczy takimi, jakimi są. Julia, Błażej i Monika są różnymi typami działkowców, na różnych etapach działkowego rozwoju. Jedno jest pewne – działka to ich hobby.

Każdy na działkach ma swój styl i wbrew pozorom starsi działkowcy nie wtrącają się do tego, co robią młodsi.

Dlaczego wraca moda na działki (fot. Julia Morawska)

fot. Julia Morawska

Julia

Julia jest architektką, razem z ojcem prowadzi pracownię Mormor Studio. O ogródku działkowym marzyła od dawna i dzięki szczęśliwemu splotowi zdarzeń została właścicielką działki na warszawskim Czerniakowie. Działka nie jest duża, ale i tak właściwie każdy skrawek porastają kwiaty, warzywa, owoce i krzewy, zioła. Stąpać trzeba z uwagą, żeby nie zgnieść jakiejś rośliny. W centrum stoi altanka pomalowana na klasyczną, działkową zieleń i rośnie wielki orzech, który w tym roku wyjątkowo obrodził. Kiedy Julia przejmowała działkę, był grudzień, wszystko było pod śniegiem, pierwszy rok upłynął więc na obserwowaniu, co na niej rośnie. Nie miała żadnego doświadczenia ogrodniczego, musiała się wszystkiego nauczyć. Jak przyjęli ją działkowcy ze stażem? – Gdy zobaczyli, że uprawiam ogródek, nie traktuję działki tylko rekreacyjnie, jako miejsce na grilla i leżenie plackiem na trawie, od razu stali się mili, towarzyscy – wspomina. Z działkowcami mówią sobie „dzień dobry”, wymieniają się roślinami, nasionami. – Mam niesamowite szczęście –dodaje– mam supersąsiada, pan Jan jest moim idolem. Z żoną są tu od 1954 roku. Kiedyś bywali na działce co rano, żeby dorzucić węgla do ogrzania szklarni, pomieszkiwali nawet półtora roku, w tym czasie urodziła im się córka.  

Niebieska altanka działkowa (fot. Julia Morawska)

fot. Julia Morawska

Julia podkreśla, że każdy na działkach ma swój styl i wbrew pozorom starsi działkowcy nie wtrącają się do tego, co robią młodsi. Na działce jest raz w tygodniu, w czasie upałów częściej. Nie ma dla niej lepszej medytacji od czasu tam spędzonego. – Mogłabym zorganizować działkę lepiej, ładniej, porządniej, nawet w ramach mojej permakultury, ale po co się spinać. Leżenie w hamaku i patrzenie w koronę orzecha cudownie odpręża – opowiada. Dzięki temu, że sama uprawia rośliny, nauczyła się wykorzystywać prawie wszystko, co rośnie na jej działce. Poznała nowe smaki, otworzyła się na kulinarne eksperymenty. Jej największym odkryciem są pyłek z koperku i strąki nasion rzodkiewki. Pyłek nadaje sałatkom niesamowity aromat, strąki zaś sprawdzają się w daniach inspirowanych kuchnią indyjską. – Mam nagietki do sałatki, do kremu, do toniku. Liście rzodkiewki, natkę pietruszki, rukolę, koperek, lebiodkę blenduję i dodaję do sałatek. Płatki piwonii i forsycji suszę na herbatę. Podagrycznik jest chwastem, ale z jego młodych listków wychodzi pyszna zupa krem– wylicza. Warzywa i owoce przetwarza na bieżąco. Kiedy był urodzaj wiśni, zrobiła z nich wino. Poza tym robi nalewki z pigwy i aronii, dżemy z czarnej i galaretki z czerwonej porzeczki. Ocet nastawia ze wszystkiego, z niedojrzałych winogron, porzeczek, jabłek. I jeszcze kisi ogórki, a w tym roku spróbuje też zrobić młode orzechy włoskie w syropie.

Ogródek działkowy z niebiesko-zieloną altanką (fot. Julia Morawska)

fot. Julia Morawska

Błażej

Jest dziennikarzem radiowym, zajmuje się tematyką gospodarczą. Użytkownikiem działki na ROD 2 Siekierki został przypadkowo. Rodzice jego dziewczyny Moniki mieli ogródek, który odziedziczyli po dziadku. Ponieważ mieszkają w domu z ogrodem, przyjazdy na działkę nie były dla nich atrakcyjne. W Błażeju, gdy tylko się o tym dowiedział, obudził się duch ogrodnika, zaproponował, że wraz z Moniką zajmą się działką. Jego zapał szybko został wystawiony na próbę. – Kiedy pojawiliśmy się tam pierwszy raz, ręce nam opadły. Na środku była wielka, wysoka na dwa metry kupa liści, gałęzi, trawy i innych odpadów zielonych. Jak się okazało, było tam wszystko, łącznie ze starym, porąbanym łóżkiem. Zamówiłem kontener i zacząłem sprzątać. Nie było to łatwe, kontener nie mógł wjechać na teren, cały dzień nosiłem do niego śmieci z działki – opowiada.

Drzewa i kwiaty w ogrodzie (fot. Dorota Mickiewicz-Morawska)

fot. Julia Morawska

Ogródek przejęli w zeszłym roku, jesienią, inauguracja zbiegła się z Dniem Działkowca. Pierwszy etap porządkowania za nimi, ale mają jeszcze wiele do zrobienia. W tym roku wykopali studnię. Choć mieszkają blisko działki, to na regularne odwiedziny nie mają czasu. Pewne prace musieli przenieść na następny sezon, planują na przykład postawić nowy domek. Altana, która tam teraz stoi, została zbudowana własnoręcznie przez dziadka Moniki, ale jest to bardziej składzik na narzędzia niż domek, w którym można się schronić przed deszczem. Na działce są piękne stare drzewa, stare jabłonie, winorośl, krzewy, których część planują zachować. Resztę terenu zaaranżują na nowo. Dosadzą trochę drzew, wydzielą warzywnik i miejsce pod zioła. Błażej opowiada, że kiedy zaczęli się pojawiać na działce, wzbudzali duże zainteresowanie wśród starszych działkowców. – Kiedyś podeszła do mnie pani i mówi: „Trawnik pewnie pan zasadzi? To jest takie nienaturalne”. Ale nie, nie zasadzimy, chcemy zachować półdziki charakter tego miejsca. Trawnik, kora, kamienie i tuje to nie nasza bajka – tłumaczy.

"Brakuje mi ruchu, dlatego kiedy pojadę na działkę, pokopię, pojeżdżę kosiarką, poprzycinam, to czuję się lepiej."

Będzie więc łąka, nie trawnik. Chcą naturze pozwolić na inwencję, ich działka jest tuż nad Wisłą i oboje z Moniką uważają, że powinna być przedłużeniem nadrzecznej przyrody. Ich ogródek będzie miał charakter głównie rekreacyjny, ale dla Błażeja ważne jest też, że może przebywać dużo na powietrzu i połączyć to z wysiłkiem. – Fizycznie gnuśnieję– śmieje się. – Brakuje mi ruchu, dlatego kiedy pojadę na działkę, pokopię, pojeżdżę kosiarką, poprzycinam, to czuję się lepiej, praca blisko natury, zieleń, wpływa pozytywnie na moje samopoczucie i witalność. Poza tym tam zawsze jest coś do zrobienia.

Współcześni działkowcy nie różnią się za bardzo od tych z pokolenia ich dziadków czy rodziców.

Monika

ROD Waszyngtona, niewielka działka, na której urzędują trzy pokolenia: Monika, jej dzieci i jej tata. To ich trzeci sezon w tym miejscu i coraz śmielej sobie poczynają. Ale od początku. – Byłam na spacerze z córką i zobaczyłam ogłoszenie o sprzedaży działki – mieszkam obok działek na Waszyngtona. Pomyślałam: to jest ekstra! Możemy zrobić to, do czego tata zawsze chciał wrócić, a nie miał czasu, kiedy pracował zawodowo, czyli do pracy z ziemią – zaczyna opowieść Monika.

Tata Moniki był i jest bardzo aktywny. Wiele lat temu przeszedł na emeryturę i kiedy skończył 80 lat, poczuł, że czegoś mu brakuje. Monika natychmiast zadzwoniła na numer z ogłoszenia, właścicielka akurat była na działce, więc mogły od razu się spotkać. – Okazało się, że to jest pani, która wtedy miała prawie 90 lat, a dałabym jej może 60. Śmiała się, że to właśnie zasługa działki.

Rzodkiewki prost z grządki (fot. Julia Morawska)

fot. Julia Morawska

Prace na działce (fot. Julia Morawska)

fot. Julia Morawska

Działka spodobała się Monice, bo była mała (standardowe mają około 300 metrów kwadratowych, ta ma 150), a jednocześnie dawała duże możliwości. Jest tam spora altanka z lat 70., w której można się schronić przed burzą. Działka była zadbana, poprzednia właścicielka poświęcała jej sporo czasu. – To nie było takie miejsce, do którego trzeba wjechać z kontenerem i przez cały sezon ciąć. Mogliśmy od razu zacząć ją poznawać. Problem polegał na tym, że kupiliśmy ją w połowie września, więc sporo krzewów i roślin było nie do rozpoznania, nie wiedzieliśmy dokładnie, co jest co. Pierwszy sezon to było poznawanie, co tam rośnie –tłumaczy.

Tata Moniki na działce jest prawie codziennie. W tym sezonie wprowadzili sporo zmian, część roślin wycięli, dużo dosadzili. – Przesunęliśmy ciężar zadrzewienia na tyły, jest jedna część, gdzie są krzewy ozdobne, i to ładnie wygląda – mówi Monika, podkreślając, że są mniej skupieni na ozdabianiu działki, traktują ją bardziej użytkowo. – Tata wychował się na wsi, uczył mnie szacunku do ziemi, tego, że ziemia może pracować i że można się tym cieszyć.

"W każdym roku coś owocuje bardziej, coś mniej. W tym roku obrodziła aronia, którą obdzielamy przyjaciół."

Działkę podzielili na pół, z przodu jest trawnik i miejsce, gdzie rządzą dzieci, potem są kwiaty, a na tyłach warzywnik. Działkę okalają krzewy owocowe, porzeczki, maliny, jeżyny, oraz jabłonki, grusze, są jeszcze morele, agrest, mirabelki, aronia– W każdym roku coś owocuje bardziej, coś mniej. W tym roku obrodziła aronia, którą obdzielamy przyjaciół. Robimy z niej soki i nalewki. Śliwki w tym roku są robaczywe. W zeszłym było dużo kabaczków i cukinii. Robiliśmy słoiki z pomidorami i cukinią. Korzystaliśmy z tego cały rok, w razie braku pomysłu na obiad otwierało się słoik, doprawiało warzywa i danie gotowe. Mrozimy porzeczki i borówki. Przerabiamy owoce na konfitury i soki.

Działkowe rzodkiewki (fot. Zuza Rożek)

fot. Zuza Rożek

Monika podkreśla, że jest jeszcze jeden ważny aspekt posiadania działki. Dzieci przebywają dużo na powietrzu, blisko przyrody. Wiedzą, jak rosną pomidory, fasola, jak zbiera się owoce i warzywa. Mają swoje obowiązki, które chętnie wypełniają. Potrafią kopać, wbić gwóźdź. Uczą się samodzielności i szacunku do ziemi. Współcześni działkowcy nie różnią się więc za bardzo od tych z pokolenia ich dziadków czy rodziców. Tak samo dbają o swoje ogródki, ciężko na nich pracują i snują plany, co jeszcze posadzą, ale mają więcej luzu i pozwalają sobie na to, by działka była także miejscem odpoczynku, przestrzenią do nicnierobienia.

Jak zrobić domowy keczup? >>

Poradnik robienia przetworów z owoców >>

Co warto ukisić? >>

W zawsze głodnym KUKBUK-u mamy niepohamowany apetyt na życie. Codziennie mieszamy w redakcyjnych garnkach. Kroimy teksty, sklejamy apetyczne wątki. Zanurzamy się w kulturze i smakujemy codzienność. Przysiądźcie się do wspólnego stołu i poczujcie, że w kolektywie siła!

Koszyk

suma:
NaN zł
Przejdź do koszyka