Kukbuk
Kukbuk
Co warto zobaczyć w Sewilli (fot. Julia Zabrodzka)

Sewilla. Smak tradycji

Dodaj do 'Przeczytaj później'

Dla sewilczyków przeszłość i trwanie mają znaczenie – lubią przychodzić do swojego ulubionego lokalu, w którym kelner od lat zna ich upodobania. Być może w to samo miejsce przychodzili ich rodzice i dziadkowie? A może nadal przychodzą, bo wizyta w barze nie jest zarezerwowana tylko dla młodych. Przy winie i tapas spotykają się wszystkie pokolenia.

Opublikowano: 26 Września 2019
Ten artykuł przeczytasz w mniej niż 9 minut!

– W Sewilli jesteśmy tradycjonalistami – twierdzi Victor Soriano. Jest właścicielem najstarszej restauracji w mieście, więc chyba wie, o czym mówi.

Nad wejściem do wielu lokali widnieje data ich powstania: 1386, 1670, 1953. W Polsce ciągłość kawiarni i restauracji była naruszana przez historię – wojny, PRL, transformację. Być może dlatego lokal, który działa nieprzerwanie od 300, 100 czy nawet 50 lat, robi takie wrażenie, zwłaszcza jeśli prowadzi go ta sama rodzina, a wystrój nie zmienił się od czasu otwarcia. Po co wymieniać coś, co działa – zdają się myśleć sewilscy restauratorzy. Dlatego w wielu restauracjach i barach przeszłość ma namacalną formę – pustych butelek po dawno wypitym trunku, starych reklam, świętych obrazków przybitych do zniszczonych futryn, zdjęć właścicieli z czasów młodości czy portretów gwiazd flamenco sprzed lat. Przykurzone i wyblakłe pamiątki czasem przytłaczają masą, ale nadają charakter i uspokajają swoją niezmiennością. Nowoczesne bary z minimalistycznym wystrojem można znaleźć wszędzie, w Sewilli atrakcją jest nadmiar i wiek.

Właściciel restauracji Las Escobas (fot. Julia Zabrodzka)

Victor Soriano właściciel estauracji Las Escobas

Restuaracja w Sewilli, Las Escobas Álvarez Quintero 62 (fot. Julia Zabrodzka)

Las Escobas

Álvarez Quintero 62, Sewilla

Ile restauracji na świecie może poszczycić się poematem napisanym na swoją cześć? Pewnie niewiele, dlatego nie dziwi, że właściciele Las Escobas lubią się nim chwalić, a jego fragmenty otwierają kartę dań. Sewilski poeta Fernando de los Ríos w utworze z pierwszej połowy XX wieku wychwala tawernę liczącą sześć stuleci i pamiętającą, jak wznoszono gotycką katedrę. Według miejskiej legendy, którą Victor Soriano przytacza przy każdej okazji, lokal Las Escobas, czyli Miotły, powstał w 1386 roku. To wtedy rzutki rzemieślnik, nazywany po prostu El Viejo (Stary, Starzec), rozpoczął handel winem. Od asortymentu jego warsztatu, mioteł podwieszanych pod sufitem, wzięła się nazwa karczmy. Według słów Victora Soriano lokal przez prawie 500 lat prowadził ten sam ród. Później, w latach 50. XX wieku, przeszedł w ręce rodziny antykwariuszy, który zrobili remont całego budynku. To z tego czasu pochodzi obecny wystrój z mahoniowymi kasetonami na suficie przywiezionymi z osiemnastowiecznego pałacu w Carmonie. Małżeństwo Soriano przejęło Las Escobas w 1976 roku. Najpierw urządzili tu kawiarnię, ale szybko zaczęli podawać jedzenie.

Dziś to elegancka restauracja, która przyciąga głównie przyjezdnych. W końcu położona jest w najbardziej turystycznej części miasta. Można tu przyjść na śniadanie – do wyboru mamy francuskie, angielskie, wegeteriańskie i hiszpańskie – podawane od 8:30. Zestawy śniadaniowe opisane są po hiszpańsku i angielsku. Na obiad i kolację warto wybrać się w większym gronie, żeby lokalnym zwyczajem zamówić spore porcje do podziału. W menu duży wybór owoców morza i ryb, a także sewilskie i ogólnohiszpańskie klasyki: beszamelowe krokiety w panierce, paella de mariscosczy salmorejo andaluzyjski chłodnik z pomidorów z oliwą, czosnkiem i chlebem, najlepszy wybór na upalny dzień.

lasescobas.com

Wnętrze jednej z najstarszych restauracji w Sewilli (fot. Julia Zabrodzka)

Restauracja El Rinconcillo

Wnętrze tradycyjne hiszpańskiej restauracji. (fot. Julia Zabrodzka)

El Rinconcillo

Gerona 40, Sewilla

Restauracja młodsza od Las Escobas o blisko 300 lat… ale niektórzy uważają, że to właśnie jej przysługuje tytuł najstarszej w mieście ze względu na lepiej udokumentowaną historię. – Badając przeszłość tego miejsca, dotarliśmy do 1670 roku – mówi Javier de Rueda, który razem z bratem Carlosem prowadzi El Rinconcillo. – Niektórzy twierdzą, że lokal może być starszy, nawet z 1580 roku, ale nie udało nam się tego potwierdzić – dodaje. Pewne jest, że jego rodzina prowadzi go od lat 50. XIX wieku, ale niektóre elementy wystroju, jak azulejos, czyli kafelki w części ze stolikami, są starsze. Część barowa z długą, szeroką ladą była niegdyś sklepem z ultramarinos, produktami spożywczymi pochodzącymi z hiszpańskich kolonii. Dobudowano go pod koniec XIX wieku. Do dziś można podziwiać drewniane półki z tego okresu, które piętrzą się pod sam sufit zastawione butelkami. W bar zamieniono tę część lokalu w drugiej połowie XX wieku. Z dawnych czasów pochodzi nie tylko wnętrze, ale też wiele zwyczajów, jak krojenie szynki bez stojaka – kelner opiera ją na nadgarstku i dobiera grubość do upodobań klienta. Choć od lat stałymi bywalcami są gwiazdy hiszpańskie, jak Paco de Lucía, najwięcej sławy przynieśli restauracji klienci jednorazowi – Harrison Ford i Calista Flockhart. Po ich wizycie El Rinconcillo przeżyło najazd turystów ze Stanów.

Do tutejszych przysmaków należą szpinak z ciecierzycą, cola de toro, czyli wołowy ogon, bacalao con tomate, dorsz z pomidorami,jamón ibérico, iberyjska szynka. Na spróbowanie można zamówić tapas, czyli małe porcje, których w menu jest ogromny wybór.

elrinconcillo.es (strona po hiszpańsku, francusku i angielsku)

Hiszpańskie szynki zwisające nad barem (fot. Julia Zabrodzka)

Las Teresas

Las Teresas

Santa Teresa 2, Sewilla

Kultowy wśród sewilczyków lokal należy do najstarszych w mieście. Las Teresas działalność rozpoczął w 1870 roku jako sklep z ultramarinos, jak kiedyś nazywano produkty spożywcze przywożone z kolonii. Od początku serwowano tu też wino. Sto lat po otwarciu zmienił się w bar i restaurację. Osobom wchodzącym do środka z pewnością rzucą się w oczy szynki zwisające nad ladą z sufitu – to zwyczaj popularny w całej Hiszpanii, choć w Sewilli niespotykany tak często. Poza tym wystrój utrzymany jest w typowej dla stolicy Andaluzji estetyce nadmiaru: ściany pokrywają azulejos, zdjęcia oprawione w ramki i plakaty zapowiadające wielkanocne procesje. Jak przystało na tradycyjny sewilski bar, Las Teresas oferuje mniejsze i większe porcje krojonych cienko wędlin, w tym jamón ibérico de bellota, queso de ovejaowczego sera – i spory wybór innych klasycznych przekąsek. Według lokalnej gazety to miejsce, które nigdy nie wyjdzie z mody.

lasteresas.es (strona tylko po hiszpańsku)

Wnętrze hiszpańskiej restauracji z tradycyjnymi kafelkami (fot. Julia Zabrodzka)

Restauracja Remesal

Casa Remesal

c. Pureza 64, Sewilla

Dwie restauracje w Trianie, kiedyś odrębnej miejscowości, obecnie jednej z dzielnic Sewilli. Triana leży nad rzeką Gwadalkiwir, po przeciwnej stronie niż historyczne centrum miasta. Wzdłuż nabrzeża ciągnie się szereg różnorodnych lokali, lecz by poczuć prawdziwy puls tej okolicy, warto oddalić się nieco od rzeki. Santa Ana to bezpretensjonalna sewilska knajpka, w której wystroju można odnaleźć odniesienia do stylu mudejar, czyli połączenia motywów muzułmańskich i chrześcijańskich, jak azulejos i łuki podkowiaste. Dla równowagi nad barem wiszą wizerunki Matki Boskiej i Chrystusa. W Casa Remesal, działającej od lat 50. XX wieku, wnętrze ma podobny charakter, ale obsługa jest bardziej sympatyczna, a jedzenie smaczniejsze. Na ladzie stoi wielki słój z queso viejo, serem zanurzonym w oliwie. Kelner twierdzi, że to popularna sewilska przekąska, choć nie tak często spotykana jak szpinak z ciecierzycą czy krokiety. W menu duży wybór mniej i bardziej tradycyjnych dań. Warto spróbować berenjena con miel, smażonego bakłażana podawanego z melasą.

casaremesal.com

Ogródek tradycyjne sewilskiej restauracji (fot. Julia Zabrodzka)

Plac Alameda de Hercules

Asador Alameda

c. Lumbreras 4

Alameda de Hercules lub po prostu La Alameda to ogromny, podłużny plac porośnięty wiekowymi drzewami, położony z dala od katedry i Alkazaru, największych atrakcji miasta. W XIX wieku był miejscem spotkań klas wyższych, jednak w ciągu XX wieku okolica zmieniła się w jedną z najbiedniejszych i bardziej niebezpiecznych dzielnic Sewilli. Dopiero rewitalizacja placu w latach 2006-2008 odmieniła jego losy. Od tej pory co roku powstają tu nowe lokale, a okolica jest coraz modniejsza (i droższa). Bywają tu nie tylko sewilskie rodziny z klasy średniej, ale także wielu ekspatów, którzy szczególnie upodobali sobie to miejsce. Najbardziej tłoczno jest w weekendy. Choć kawiarni i restauracji działa tu tyle, że trudno je zliczyć, a prawie wszystkie mają stoliki pod gołym niebem, w sobotnie popołudnie trudno o coś wolnego.

Gdzie jeść w Sweilli (fot. Asador Alameda)

Sewilczycy uwielbiają spędzać czas wolny na mieście z rodziną i przyjaciółmi, a La Alameda oferuje małomiasteczkową atmosferę i luz. Jeśli więc chcemy odpocząć w sewilskim stylu, to jest właściwe miejsce. Czasem w weekendy na placu organizowane są targi zdrowej żywności, ubrań i rękodzieła. W tygodniu można zajrzeć do maleńkiej smażalni Asador Alameda z jedzeniem na wynos – podają tu pyszne krokiety z dyni z parmezanem. Porcja croquetaslub smażonych kalmarów w papierowym rożku to idealny sposób na tanią przekąskę czy obiad. Działa od południa do 16:00 i potem po 20:00.

Takashi, Japończyk i właściciel La Hermandad de Sushi, jest wielbicielem flamenco. (fot. Julia Zabrodzka)

Takashi Iuchi, właściciel La Hermandad del Sushi

La Hermandad de Sushi

c. Feria 11

Zaskakujące połączenie sewilskiej tradycji z kuchnią japońską. Sama nazwa lokalu nawiązuje do typowo andaluzyjskich hermandades, bractw, które organizują procesje ze świętymi figurami. Wnętrze też jest pełne sewilskich odniesień, a w menu wybór dań sushi i kuchni fusion, jak hiszpańskie krokiety w panierce, które zamiast beszamelu mają ryż z curry. Takashi, Japończyk i właściciel La Hermandad de Sushi, jest wielbicielem flamenco. W swoim czasie jego lokal upodobali sobie emerytowani gitarzyści i pasjonaci hiszpańskiej muzyki, którzy przychodzili tu na jam sessions. Dziś niestety nie ma już spotkań z flamenco, ale i tak warto odwiedzić to miejsce.

W zawsze głodnym KUKBUK-u mamy niepohamowany apetyt na życie. Codziennie mieszamy w redakcyjnych garnkach. Kroimy teksty, sklejamy apetyczne wątki. Zanurzamy się w kulturze i smakujemy codzienność. Przysiądźcie się do wspólnego stołu i poczujcie, że w kolektywie siła!

Koszyk

suma:
NaN zł
Przejdź do koszyka