Kukbuk
Kukbuk
Przewodnik po Portugalii (fot. Bartek Kieżun)

Portugalia: Między Lizboną a Porto

Dodaj do 'Przeczytaj później'

Choć pierwsze kroki zazwyczaj kierujemy do tych najbardziej znanych portugalskich miast, Portugalia to nie tylko Lizbona i Porto. Na trasie pomiędzy nimi kryje się wiele ciekawych miejsc i opowieści – nie tylko kulinarnych.

Specjalista w zakresie kuchni śródziemnomorskich, dziennikarz kulinarny, podróżnik, fotograf. Publikuje w magazynie Czas Wina, Kukbuk, Podróże i w Twoim Stylu. Współpracuje z portalem Wirtualna Polska.  Pisze, gotuje i karmi, prowadzi warsztaty kulinarne oraz organizuje wyjątkowe kolacje degustacyjne. Jego pierwsza książka „Italia do zjedzenia” została nagrodzona Nagrodą Magellana 2018 oraz nominowana do Gourmand World Cookbook Awards. Aktualnie kończy prace nad drugą książką tym razem poświęconą Portugalii i jej kuchni.

Tekst: Bartek Kieżun

Zdjęcia: Bartek Kieżun

Opublikowano: 2 Października 2019
Ten artykuł przeczytasz w mniej niż 7 minut!

Santarém – ruszamy na północ

Z Lizbony ruszam na północ. Wystarczy przejechać mniej więcej 80 kilometrów, by dotrzeć do pierwszego przystanku – Santarém. Jego niewielka starówka uwodzi klimatem sennego miasteczka. To jednak zmyłka! Przez stulecia w mieście działo się sporo. Właśnie tutaj zaczęła się rewolucja goździków.

Zwiedzanie Santarém rozpoczynam od murów miejskich, przy których stoi dość nowa, jak na portugalskie warunki, katedra. Tę piękną barokową świątynię zbudowali w XVIII wieku jezuici. W jej wnętrzu znajduje się Muzeum Diecezjalne ze świetnymi zbiorami sztuki sakralnej, którym warto poświęcić nieco więcej czasu. Najwytrwalsi na koniec zwiedzania będą mogli wdrapać się na katedralną wieżę, z której widać, jak Tag plącze się u stóp miasta, założonego, jak mówią, na siedmiu wzgórzach. Zupełnie jak Lizbona, Rzym, Stambuł czy Sandomierz.

Ściana z malowanych kafelków w Portugalii (fot. Bartek Kieżun)
Park w Santarém (fot. Bartek Kieżun)

Wyjątkowa lokalizacja Santarém, nad rzeką, sprawiła, że okolicę zasiedlono już w czasach neolitu. Późniejsza historia miasta to klasyczna portugalska wyliczanka. W kolejnych wiekach w stolicy prowincji Ribatejo pojawili się Rzymianie (i to nie byle kto – bo w mieście gościł sam Juliusz Cezar), po nich nadeszli Wizygoci, następnie Maurowie. Z końcem rekonkwisty miasto ostatecznie przeszło w ręce Portugalczyków.

W 1755 roku Santarém nawiedziło trzęsienie ziemi, które naruszyło architekturę miejską. Na szczęście nie na tyle, by miasto straciło miano stolicy portugalskiego gotyku. Już z tego powodu warto je odwiedzić.

Zupa z fasolą i chorizo, czyli zupa z kamienia - portugalskie danie regionalne z Almeirim (fot. Bartek Kieżun)

Zupa z kamienia – portugalskie danie regionalne

Jeśli z gotykiem wam nie po drodze, to wpadnijcie na „zupę z kamienia”. Według legendy w okolicy pojawił się niegdyś mnich, dumny, sprytny i głodny, który w Almeirim, leżącym 8 kilometrów od Santarém, postanowił wywieść w pole miejscowych chłopów. Opowiedział im, że ma kamień, który sprawia, że powstaje najlepsza zupa na świecie. Dzięki temu gospodarze, uwierzywszy w niesamowitą moc kamienia, dali mu sporo produktów, o które poprosił. Dołożył „magiczny” kamień do garnka, pełnego smakowitych składników, i ugotował zupę. W ten sposób mnich się najadł, poczęstował gospodarzy – i poszedł dalej, a przy okazji przeszedł do legendy jako twórca jednego z najsłynniejszych portugalskich dań. Dziś w miejscowości Almeirim stoi jego pomnik, a zupę można zjeść w każdej gospodzie w okolicy. Jak smakuje? To pożywne, gęste danie z fasolą i ziemniakami, ugotowane na żeberkach i boczku. Porządne, w sam raz na polską zimę.

Portugalskie dekory (fot. Bartek Kieżun)

Tomar – dzieło templariuszy

Nasycony zupą z kamienia, ruszam dalej na północ. Następnym przystankiem jest Tomar, oddalony od miejscowości Almeirim zaledwie 50 minut drogi autem lub godzinę podróży pociągiem, który wybrałem tym razem. Po wyjściu na wąski peron oczom ukazuje się wielki parking, w niektóre dni tygodnia zamieniający się zapewne w targ. Za nim majaczy niska miejska zabudowa, wśród której wyróżnia się stojący na wzgórzu klasztor, przypominający twierdzę. Ruszam przed siebie niemal biegiem. Na szczyt wzniesienia docieram czerwony jak burak, bo oczywiście trawersowałem je najkrótszym i najbardziej stromym podejściem. Przez bramę jeszcze przebiegłem, by zaraz za nią stanąć jak wryty. Miejsce, do którego dotarłem, jest absolutnie przepiękne.

Historia tutejszego klasztoru sięga 1118 roku, kiedy templariusze rozpoczęli budowę na obrzeżach miasteczka. Klasztorne budynki otoczone potężnymi murami szybko stały się twierdzą nie do zdobycia. Z jej podbojem nie poradzili sobie nawet Maurowie. Mimo to templariusze nie cieszyli się swoją siedzibą zbyt długo. Bogactwo Ubogich Rycerzy Chrystusa kłuło w oczy, reszty dokonała polityka. Zakon został rozwiązany w 1311 roku na mocy postanowienia soboru w Vienne, który miał tylko jeden cel: uratować Filipa Pięknego, króla Francji, przed bankructwem. Nieco nieodpowiedzialny król bowiem pożyczył więcej gotówki, niż kiedykolwiek mógł oddać. Z tego powodu sfabrykował dowody przeciw templariuszom, by móc przejąć ich majątek.

Kiełbasa z Portugalii z pieczonym czosnkiem (fot. Bartek Kieżun)

To, co pozostało po nich w Tomarze do dziś, przyciąga rzesze miłośników architektury, szczególnie nietypowy kościół, zbudowany na planie ośmioboku. Wzorowana na bazylice Grobu Świętego i Kopule na Skale świątynia jest jedną z nielicznych w Portugalii o budowie centralnej. W późniejszych latach została pokryta freskami i ozdobiona obrazami, a w zeszłym roku Terry Gilliam nakręcił tu film „Człowiek, który zabił Don Kichota”. Cudny!

W Tomarze mieści się też piękna synagoga. W przeszłości mieszkało tu sporo Żydów, którzy przed inkwizycją kryli się… za kiełbasą. No, może niedosłownie. Już wyjaśniam! Alheira, bo tak się ta kiełbasa nazywa, ma związek z „nowymi chrześcijanami”, jak nazywano w Portugalii zmuszanych do konwersji na katolicyzm Żydów. Cristãos-novos pozostali jednak wierni swojej pierwszej religii, która zabraniała im spożywania wieprzowiny, choć swoją wiarę praktykowali w ukryciu. Stąd pomysł na kiełbasę bazującą na chlebie i mięsie kurczaka, która kolorem i kształtem przypominała tę zwykłą, wieprzową. Jej widok uspokoił czujność inkwizycyjnych szpiegów, którzy zostawili nieszczęśników w spokoju. Dzięki temu oszustwu wszyscy byli szczęśliwi… oczywiście do czasu, bo historia portugalskiej inkwizycji jest długa i krwawa.

Winnice w Portugalii (fot. Bartek Kieżun)
Co warto zobaczyć w Portugalii (fot. Bartek Kieżun)

Coimbra – najstarszy uniwersytet w Portugalii

Ostatnia stacja, którą proponuję na trasie z Lizbony do Porto, nazywa się Coimbra. To piękne miasteczko łączy czar starego miasta z wdziękiem młodości, którego przydaje mu obecność studentów. Tutejszy uniwersytet jest najstarszy w Portugalii, a jego losy były nieco dziwne. Dekret założycielski, pochodzący z 1290 roku, wskazuje Lizbonę jako siedzibę uczelni. Jednak już 18 lat po powstaniu uniwersytet został przeniesiony do Coimbry. Później przez chwilę znów był w stolicy, by ostatecznie powrócić do miasta nad rzeką Mondego. Dziś Coimbra ma zdecydowanie lewicowe inklinacje, które studenci starannie pielęgnują. Swoje poglądy objawiają światu, wypisując je na murach i chodnikach. Nieco złośliwe ostrze tnie, nie patrząc kogo, gdzie i kiedy, więc bywa, że dostaje się również turystom, którzy są odpowiedzialni za wzrost cen w mieście.

Jednak mimo turystyki, a może właśnie dzięki niej, stare miasto żyje i oddycha pełną piersią. Wieczorem ulice pełne są ludzi w każdym wieku, rozmawiających we wszystkich niemal językach. Jedni piją piwo w kawiarnianych i restauracyjnych ogródkach, inni siedzą na krawężniku tuż obok – nie przeszkadzając sobie nawzajem.

Portugalskie kafelki (fot. Bartek Kieżun)
Okładka książki "Portugalia do zjedzenia"

Coimbra może poszczycić się też piękną biblioteką, po której w nocy latają nietoperze, oraz genialną katedrą z arabskimi zdobieniami. Do tego miasto dobrze karmi, więc nadwątlone zwiedzaniem siły łatwo podreperować. Ja zatrzymałem się w barze Tapas nas Costas na rua Quebra Costas 19 (nazwa ulicy oznacza złamany kark – wesoła ta Coimbra) i zjadłem gambas al ajillo, zwane też gambas à guillo, czyli krewetki smażone w oliwie z czosnkiem.

Mam nadzieję, że tą krótką opowieścią choć trochę nakłoniłem was do tego, by – jeśli wybieracie się do Portugalii – zaryzykować wyprawę do nieco mniej znanych miejsc. Więcej z nich opisuję w swojej najnowszej książce. Podobnie zresztą jak portugalskie kulinaria.

Z obszernej historii Portugalii wybieram najbardziej smakowite kąski, tak by nie znudzić czytelnika. Mam nadzieję, że przed pierwszą lub kolejną wyprawą do tego kraju nad Atlantykiem zajrzycie do mojej „Portugalii do zjedzenia”. Zwłaszcza że jest tam przepis na pasteis de Belém vel de nata! Ale to już zupełnie inna historia…

W zawsze głodnym KUKBUK-u mamy niepohamowany apetyt na życie. Codziennie mieszamy w redakcyjnych garnkach. Kroimy teksty, sklejamy apetyczne wątki. Zanurzamy się w kulturze i smakujemy codzienność. Przysiądźcie się do wspólnego stołu i poczujcie, że w kolektywie siła!

Koszyk

suma:
NaN zł
Przejdź do koszyka