Kukbuk
Kukbuk
Monte Amiata (fot. Bartek Kieżun)

Toskania – przydrożne smaki

Dodaj do 'Przeczytaj później'

Najbardziej lubię Toskanię latem. Ma wówczas najpiękniejszy złoty kolor, a cykady brzmią jak najlepsza muzyka. Kiedy samochód połyka kilometry w drodze pomiędzy kolejnymi arcydziełami sztuki, ja zastanawiam się, gdzie zjeść, bo o żołądek trzeba dbać równie mocno, jak o ucztę dla oczu!

Specjalista w zakresie kuchni śródziemnomorskich, dziennikarz kulinarny, podróżnik, fotograf. Publikuje w magazynie Czas Wina, Kukbuk, Podróże i w Twoim Stylu. Współpracuje z portalem Wirtualna Polska.  Pisze, gotuje i karmi, prowadzi warsztaty kulinarne oraz organizuje wyjątkowe kolacje degustacyjne. Jego pierwsza książka „Italia do zjedzenia” została nagrodzona Nagrodą Magellana 2018 oraz nominowana do Gourmand World Cookbook Awards. Aktualnie kończy prace nad drugą książką tym razem poświęconą Portugalii i jej kuchni.

Tekst: Bartek Kieżun

Zdjęcia. Bartek Kieżun

Opublikowano: 26 Września 2019
Ten artykuł przeczytasz w mniej niż 5 minut!

Tegoroczna wyprawa zakończyła się pasmem kulinarnych sukcesów. Po raz pierwszy, zamiast jeść w miasteczkach będących punktami obowiązkowymi do odwiedzenia podczas wizyty w Toskanii, atrakcji dla podniebienia i żołądka poszukiwaliśmy gdzieś na trasie, tam gdzie nikt nie spodziewałby się restauracji.

Oto adresy do zanotowania dla tych, którzy planują wizytę w najpiękniejszym regionie Italii i chcą zjeść poza głównymi szlakami.

Podere Il Casale

Via Podere Il Casale, 64, 53026 Pienza

Mój żołądek burczał głośniej niż cykady i śpiewający w radio Alessandro Mahmoud, laureat tegorocznego Festiwalu Piosenki Włoskiej w San Remo. Po krótkiej dyskusji wybraliśmy Il Podere Casale. Z dziurawej szosy w okolicach Pienzy skręciliśmy w boczną drogę. Była to jedna z toskańskich „la strada bianca”, czyli droga wysypana drobnymi kamieniami, generująca takie ilości kurzu, że po minucie nasza tylna szyba wyglądała, jakby piekarzowi rozerwał się worek z mąką. Przejechaliśmy parę kilometrów z coraz większymi wątpliwościami, że na końcu coś na nas czeka. W pewnym momencie jednak pojawiły się budynki, ale gospodarcze, potem kłująca w oczy seria niepokojących gruchotów (rolniczych i nie). „Prędzej nas tu zjedzą, niż my coś zjemy”, oznajmiłem, bo to, co widziałem, nie napawało optymizmem. Ni z tego, ni z owego droga skończyła się szlabanem, i to zamkniętym, za nim zaś sterczał wbity w ziemię kij z zamocowaną na nim tabliczką z napisem RISTORANTE.

Duszona wołowina z restauracji Il Podere (fot. Bartek Kieżun)

Porzuciliśmy auto (nie my jedni – przed szlabanem stało już kilka samochodów) i ruszyliśmy przed siebie. Za zakrętem świat przeskoczył do rzeczywistości równoległej. Piękny kamienny dom otoczony pergolą z pnącą się glicynią skrywał niewielki taras, a przed nim, pod okolonym sosnami rozpiętym nieregularnym parasolem, ukrywała się przed słońcem restauracja na świeżym powietrzu.

Zamówiliśmy pici all’aglione, czyli regionalny makaron z sosem pomidorowym podbitym mocno czosnkiem z dodatkiem wędzonych brzoskwiń (10 euro), oraz peposo di pecora (14 euro), czyli duszoną w czerwonym winie baraninę. Oba dania były wyborne, więc dołożyliśmy na deser delikatny mus karmelowy na bazie owczego mleka (6 euro). Wizyta okazała się strzałem w dziesiątkę, bo na prawo mieliśmy Monte Amiata, wygasły wulkan, a na lewo, wśród wzgórz, rozsiadła się Pienza. Kawę wzięliśmy już siłą rozpędu, by dłużej rozkoszować się cudownym i gorącym popołudniem.

Wnętrze restauracji Dopolavoro (fot. Bartek Kieżun)

Dopolavoro La Foce

Strada della Vittoria, 90, 53026 La Foce

Następnego dnia, zachęceni sukcesem, zatrzymaliśmy się na obiad w Dopolavoro La Foce. Było nieco za wcześnie, więc musieliśmy zaczekać, ale karta wyglądała interesująco. Kiedy tylko pojawił się kelner, zamówiliśmy toskańskie klasyki: panzanellę, sałatkę z pomidorów z dodatkiem chleba, ziół i warzyw (9 euro), i pici con ragù. Znów było znakomicie. A kieliszek znakomitego Vino Nobile di Montepulciano nie obniżył naszej entuzjastycznej oceny.

Placek drożdżowy z serem i wędlinami. Restauracja Tua Piadina ((fot. Bartek Kieżun)

La Tua Piadina

Via Dè Cenci, 18, 52100 Arezzo

W związku z tym, że w Arezzo jest bardzo dużo do zobaczenia, podjęliśmy decyzję, że przed wizytą w katedrze (świetna! fresk „Maria Magdalena” Piera della Francesca znakomity!), a po wizycie w Casa Vasari (okej, ale bez rewelacji!) zjemy coś na szybko, by nie marnować cennego czasu. Nasz wybór padł na Twoją Piadinę. Malutki lokal, właściciele za ladą, placki drożdżowe pieczone po złożeniu zamówienia podaje się tu z dobrej jakości serami i wędlinami. Było smacznie i tanio, piadina to koszt 3, 4 euro. A że czasu nie trzeba na taki posiłek za wiele, to wpadliśmy jeszcze do bazyliki pod wezwaniem Świętego Franciszka zobaczyć (ponownie!) cykl „Legenda Krzyża Świętego”, który również namalował Piero della Francesca. Przekonani, że uwielbiamy Arezzo, ruszyliśmy dalej!

Cisterna Nel Borgo

Borgo Maestro, 37, 53023 Rocca D’orcia

Dziesięć lat temu, podczas drugiej wizyty w Toskanii, mieszkaliśmy rzut beretem od Cisterna Nel Borgo. Poznaliśmy Martę i Federica, którzy doradzali nam, dokąd na plażę i kiedy na targ staroci. Tym razem wpadliśmy do nich na kolację, korzystając z tego, że byliśmy w okolicy. Marta nie zmieniła się wcale, nadal mówi dużo i głośno, Federico też za bardzo się nie zmienił – wciąż prawie nic nie mówi. I znów zjedliśmy świetnie. Pappa al pomodoro była znakomita, podobnie jak acquacotta. Obie zupy niezupy – po 9 euro, jeśli dobrze pamiętam. Tagliatelle z ragùna bazie mięsa dzika też smakowały dobrze, więc na odjezdnym wyściskaliśmy Martę i zapewniliśmy, że wrócimy, być może zimą.

Restauracja L’Altro Sapore Organic EVO Oil & Restaurant w Toskanii (fot. Bartek Kieżun)

L’Altro Sapore Organic EVO Oil & Restaurant

Loc. Corano SS 74 KM 45,7 – 58017, Pitigliano

W tym wypadku skusiło nas hasło organic. Auto zaparkowaliśmy pod drzewkiem oliwnym i usiedliśmy na tarasie. Eleonora gotuje, Edoardo podaje. Są małżeństwem, mają trójkę dzieci i spory gaj oliwny. W wolnych chwilach robią świetną oliwę i karmią przejeżdżających drogą prowadzącą do Pitigliano turystów. Zamówiliśmy makaron z oliwą, dzikim koprem włoskim, cytryną i anchois oraz fasolę duszoną z wieprzowiną. Oba dania świetne. Na deser (a co!) wybraliśmy selekcję serów z mleka bawolic, bo z Pitigliano niedaleko już w sumie do Maremmy, gdzie bawolice mają się świetnie i gdzie powstają znakomite sery. Maremma nie cieszy się wielkim uznaniem turystów, a może powinna, bo gorgonzola była boska. Wpisaliśmy więc L’Altro Sapore na listę ulubionych toskańskich adresów, co i wam polecam! Podobnie jak wyprawę tam latem. Lepiej trafić nie można!

W zawsze głodnym KUKBUK-u mamy niepohamowany apetyt na życie. Codziennie mieszamy w redakcyjnych garnkach. Kroimy teksty, sklejamy apetyczne wątki. Zanurzamy się w kulturze i smakujemy codzienność. Przysiądźcie się do wspólnego stołu i poczujcie, że w kolektywie siła!

Koszyk

suma:
NaN zł
Przejdź do koszyka