Kukbuk
Kukbuk
Longboardy zdobione techniką intarsji

3… 2… 1… start! Odpalamy rakietę z Bronek Longboards

Dodaj do 'Przeczytaj później'

Słońce poczyna sobie coraz śmielej, więc zamiast z zazdrością patrzeć na kalifornijskich chłopaków sunących na longboardach po spadzistych ulicach San Francisco, pędzę na warszawski Mokotów, by z bliska przyjrzeć się cudom wychodzącym spod rąk Piotra Andrzejewskiego aka Bronek Longboards i sprawdzić, czy do wakacji zdążę opanować jazdę na desce.

Tekst: Ania Czajkowska

Zdjęcie główne: Max Zieliński

Opublikowano: 17 Maja 2019
Ten artykuł przeczytasz w mniej niż 11 minut!

Bronek – brzmi swojsko. Skąd ta miła nazwa?


Na drugie mam Bronisław, po dziadku. Dziadka Bronia nie poznałem osobiście, ale mimowolnie stał się patronem moich działań. Już po tym, jak zająłem się deskami, dowiedziałem się, że on też coś produkował – zajmował się robieniem kosmetyczek i portmonetek. Przez lata prowadził małą manufakturę, która w czasach PRL-u niestety nie miała szans na przetrwanie. Nazwa wynikła z sympatii dla imienia. Dopiero potem zrozumiałem, że pragnienie, by tworzyć coś własnymi rękoma, mam po nim.

 

Longboard zdobiony techniką  intarsji

fot: Max Zieliński

To pragnienie i radość z tworzenia bardzo dobrze widać w twoich poczynaniach. Co działo się między pierwszym projektem a tym, co teraz oglądamy?

Ja i mój starszy brat jeździliśmy często na wakacje nad morze. On pracował jako instruktor windsurfingu, a ja w restauracji. W wolnym czasie jeździłem na longboardzie, testowałem nadmorskie asfaltowe drogi, idealne do tego, by się rozpędzać. Mój brat zaczął wtedy robić własne longboardy i ja też spróbowałem. Pierwsza próba wyszła tak sobie – mój longboard odgiął się do dołu. Drugi był już nieco lepszy, a trzeci na tyle dobry, że służył mi przez kolejne cztery lata. Przejeździłem nim cały okres studiów w Walencji. Później ktoś go ode mnie pożyczył i rozwalił tak, że nie dało się już nic zrobić.

Taka forma transportu dobrze sprawdza się w mieście?


Zarówno w Walencji, jak i teraz w Warszawie używam go zdecydowanie częściej niż roweru. Jeśli ktoś już rozwinie technikę jeżdżenia i poczuje się na desce pewnie, to może osiągać prędkość porównywalną do rowerów miejskich. Zaletą jest też to, że kiedy droga się kończy, łatwo longboard przenieść, wejść z nim do komunikacji miejskiej, szkoły czy biura.

 

Testy longboardu w skateparku

fot: Kamil Grzybowski

Fascynuje mnie, jak kosmiczne i nieregularne wzory pojawiają się na przerobionych na fornir czeczotach.

 
Jechać można szybko, a czy równie szybko można się jazdy nauczyć?

Zależy od uporu. Na początku zawsze zdarzają się wywrotki, ale w miarę ćwiczeń pojawia się frajda z jazdy, a upadków jest coraz mniej.

Czuję się zmotywowana. Szczególnie że Bronki prócz walorów użytkowych są po prostu piękne. Jak to się stało, że na sportowy sprzęt trafiła intarsja?


Zawsze bardzo podobały mi się zdobienia i intarsje na starych meblach. Fascynuje mnie, jak kosmiczne i nieregularne wzory pojawiają się na przerobionych na fornir czeczotach. Kiedy pierwszy raz zetknąłem się z fornirem, zachwyciło mnie, jak niesamowity jest to materiał. Można dostać płatki drewna pochodzące z drzew z całego świata, a każdy ma inny charakter, każdy jest z innej bajki. Przy tym jest lekki i płaski. Zacząłem więc myśleć, jak użyć tego tworzywa, skoro tak ogromnie mi się podoba. Chciałem wykorzystać go do przedmiotów użytkowych – i tak powstał pomysł, by techniką intarsji ozdobić longboard.

Prototyp longboardu z Bronek Longboards

fot: Stanisław Kamionka

Ta metoda kojarzy się raczej z kruchością i ze szlachetnością – a deska ma nieco inne konotacje. Co tu dużo mówić, nie obchodzisz się z nią jak z jajkiem.


Do tego fornir jest dość niewdzięcznym materiałem do wycinania. Bardzo się łamie, rwie. Stąd poszukiwanie nowszych metod jego obróbki. Pomyślałem, że mógłbym projektować grafiki na komputerze, wycinać je przy użyciu noża wodnego czy lasera ploterowego i przekładać na konkretne gatunki drewna. Z moim kolegą, Michałem Rawskim, zrobiliśmy prototyp, bardzo toporny, z wykorzystaniem złamanej deski naszego kumpla. Wycięliśmy w miarę foremny klocek i w piwnicy domu, w którym wtedy mieszkałem, wycinaliśmy z różnych gatunków forniru pierwszy wzór. Był bardzo prosty – wisi teraz u mnie na działce. Ta próba pokazała mi, że pomysł jest możliwy do realizacji, ale też że wykonanie jest okrutnie monotonne i trudne, a materiał wymaga ogromnej precyzji.

 

 

Proces projektowana longboardów Bronek Longboards

Kinga Dybek podczas pracy nad projektem pierwszego longboardu

Na szczęście to cię nie zniechęciło.

 
Zrodziło potrzebę, żeby znaleźć inną metodę. Wydawało mi się, że bardziej mechaniczna wycinka, na przykład z użyciem wycinarki laserowej, mogłaby się sprawdzić, ale na pewien czas pomysł zawisł w eterze. Kształtu nabrał dopiero, kiedy jako filmowiec pojechałem do pracy na warsztaty Latającej Szkoły dla Kobiet, by zrobić filmy o uczestniczkach. Tam poznałem Kingę Dybek, graficzkę, która miała już doświadczenie w pracy z firmami sportowymi. Postanowiłem do niej podejść, przedstawić swój projekt i zapytać, co o nim myśli. Kindze pomysł się spodobał, postanowiła włączyć się w tworzenie kolejnego prototypu, a ja – w ramach barteru – miałem zaprojektować dla niej wymarzoną deskę. Wspólnie stworzyliśmy dwa projekty, które są podstawą pierwszej kolekcji desek.

 

Lubię kosmos, rakiety, uwielbiam czytać Lema – więc bardzo chciałem, by pierwszy projekt miał związek z kosmosem, a grafika miała kopa i była dynamiczna.

Longboard firmy Bronek Longboards zdobiony techniką intarsji

fot: Adam Suzin

Kinga dostała swoją barterową deskę?


Żeby nauczyć się robienia longboardów, poszedłem do Przemka z Miasta Szkutnia. W warsztatach miały brać udział trzy osoby, ostatecznie byłem na nich sam. Miałem więc indywidualne warsztaty super de lux. Postanowiłem, że wykorzystam tę sytuację na zrobienie deski dla Kingi. Krok po kroku robiłem szablon do projektów. Przygotowałem prasę, żeby wygiąć deskę tak, jak chciałem. Wyszła fajnie, ma kształt klasycznej deskorolki.

Longboardy zdobione techniką intarsji

fot: Max Zieliński

Na pierwszej zaprojektowanej przez was desce rozpędza się rakieta.


Lubię kosmos, rakiety, uwielbiam czytać Lema – więc bardzo chciałem, by pierwszy projekt miał związek z kosmosem, a grafika miała kopa i była dynamiczna. Deska ozdobiona rakietą ma mój ulubiony kształt – jest idealna na miasto. Szybka, lekka – można mieć ją zawsze przy sobie. Druga deska ma szerszy tail. Starałem się, żeby mój prorider, operator Adam Suzin, który sporo jeździł na deskorolce i odruchowo próbuje na longboardzie robić ollie i inne triki, mógł z niej w tym celu korzystać. Ma tracki rozłożone tak, żeby wszystko zagrało. To są dwie pierwsze krótsze deski – wąska, w kształcie rybki, ozdobiona rakietą i szersza, z dużym napisem „Bronek” u dołu.


Będą też długie deski.


Tak. Mają ponad metr długości. Są symetryczne, zdobione wzorem, który przypomina góry albo rozchwiane morze – interpretacje są różne, w zależności od oglądającego. Mam nadzieję, że wyjdą tak ładnie, że będą często stawiane na widoku. To jest piękne drewno, polakierowane, cieszy oko i w słońcu wygląda niesamowicie.

W warsztacie Bronek Longboards

fot: Stanisław Kamionka

Longboard zdobiony techniką  intarsji

fot:  Radek Zawadzki

Warsztat w którym projektowane są longboardy Bronek Longboards

fot: Stanisław Kamionka

Wzór fal na longboardach Bronek Longboards

fot: Max Zieliński

Longboardy Bronek Longboards

fot: Stanisław Kamionka

Warsztat w którym projektowane są longboardy Bronek Longboards

fot: Stanisław Kamionka

Logo Bronek Longboards

fot: Max Zieliński

Longboard firmy Bronek Longboards zdobiony techniką intarsji we wzór rakiety

fot: Max Zieliński

Potwierdzam. Mieni się jak masa perłowa, a połączenie różnych rodzajów drewna daje przepiękny efekt.


Rakieta składa się z sześciu gatunków drewna. To między innymi eukaliptus wędzony, czereśnia, jatoba i drewno wenge. Część z nich to drzewa europejskie, reszta przylatuje z różnych części świata. Do jednej z desek wykorzystuję jabłoń indyjską, która jest przepiękna. Dobieram gatunki tak, by jak najlepiej odzwierciedliły zaprojektowaną grafikę. Staram się o odpowiednie przejścia tonalne i dobry kontrast pomiędzy kolorami. Ale kolory to tylko jedna z cech. Zawsze patrzę na charakter drewna, z którego korzystam, jego strukturę. Każde drzewo jest inne i ma inny charakter. Jeden jesion może różnić się od drugiego usłojeniem, ułożeniem i ilością błysków. Dążę do tego, by już na etapie projektowania grafiki uwzględniać wyraz i charakter drewna, na którym ją wykonam.

W przypadku deski trzeba zatroszczyć się o to, by wszystko było trwale sklejone i miało wysoką jakość – tak, żeby ktoś, kto jej używa, mógł skupić się tylko na przyjemności jazdy.

Wspomniałeś o tym, że proces produkcji początkowo był dość żmudny. Jak sobie z tym poradziłeś?


Początkowo zakładałem, że każdy etap będę wykonywał własnoręcznie. Przy prototypie wiedziałem już, że muszę zadbać o to, by wzór z forniru był naprawdę dobrze przyklejony. W skrócie wygląda to tak: kiedy projekt jest gotowy i zamknięty w PDF-ie,  wycinam go z forniru na ploterze laserowym. Po wycięciu elementów w odpowiedniej liczbie dostajemy puzzle, które trzeba poskładać. Złożone w całość nakleja się na płótno transportowe i w prasie dokleja za pomocą żywicy epoksydowej do drewnianego rdzenia. Wykonanie tego procesu metodą warsztatową jest niepewne i wymaga odpowiednich maszyn, znalazłem więc firmę, która ma już tę technologię opanowaną. W przypadku deski trzeba zatroszczyć się o to, by wszystko było trwale sklejone i miało wysoką jakość – tak, żeby ktoś, kto jej używa, mógł skupić się tylko na przyjemności jazdy. Szablony przyklejone są z obu stron i prasowane w odpowiednio wysokiej temperaturze, przy dość mocnym nacisku. Po wyjęciu z prasy nie wyglądają urodziwie, są jak noworodki. Trzeba je dobrze przeszlifować z nadmiaru żywicy, zadbać o nie, wygładzić. Gdzieniegdzie zaszpachlować, coś poprawić. Później idą do lakierowania.

Longboard firmy Bronek Longboards zdobiony techniką intarsji

fot: Max Zieliński

To dzięki temu tak pięknie się mienią?


Przeszedłem szereg testów z panem, który lakieruje deski, zanim doszliśmy do obecnego efektu. Kombinowałem, jak pogodzić względy praktyczne z estetycznymi. Specjaliści od lakierowania radzili, by wybrać matowe lakiery, bo wtedy mniej będzie widać uszkodzenia, których nie brakuje, gdy korzysta się z deski. Finalnie jednak wybraliśmy lakier, który daje połysk podobny do tego, jaki widzimy na starych meblach czy pianinie. To był długi proces szukania lakierów, które będą wytrzymałe, ale też wyeksponują piękno drewna, wyciągną słoje, głębię, błyski. Do desek będę załączał też instrukcję, na wypadek gdyby coś się działo z lakierem – wiadomo, to jest przedmiot użytkowy i choć niszczy się wolno, zawsze można go, tak jak mebel, oddać stolarzowi do odświeżenia lub odnowić samemu.

Lonboard z Bronek Longboards zdobiony techniką intarsji we wzór fal

fot: Max Zieliński

To jest bardzo satysfakcjonujące, kiedy można maksymalnie wykorzystać to, co daje natura.

Wiem, że szykujesz też coś dla tych, którzy na deskach nie jeżdżą.


Z kolegą grafikiem zrobiłem właśnie pierwszy projekt biurka. W planach mamy też stoliki kawowe. Chcę by miały proste, dyskretne wzory, inspirowane naturą. Mam taką wizję, że siedząc przy nich i patrząc na grafiki wykonane z naturalnego drewna, ktoś będzie się relaksował i przenosił myślami do krajobrazów i pięknych miejsc. Szczególnie jeśli ma pracę, która nie sprzyja wyjazdom. Stąd właśnie falujące morze na pierwszym projekcie. Adam wymyślił, by tam, gdzie fala wspina się do góry, położyć drewno, którego struktura biegnie w tym samym kierunku – i odwrotnie, kiedy fala opada, linie drewna schodzą w dół. Dzięki temu, że drewno z jednego paska jest wycinane pod różnym kątem, poszczególne kawałki forniru są różnie zorientowane, według usłojenia. W tym akurat wzorze zadziałało to tak, że błyski świetlne widoczne są na poszczególnych fragmentach dopiero pod pewnym kątem, więc kiedy chodzi się dookoła stołu, to drewno w różnych miejscach oddaje błyski. Grafika ożywa, dynamicznie zmieniają się jej odcienie. To jest bardzo satysfakcjonujące, kiedy można maksymalnie wykorzystać to, co daje natura.

 

Rakietę i inne longboardy można będzie kupić już niedługo w sklepie internetowym Bronek Longboards oraz stacjonarnie w warszawskim Longboardshop.

W zawsze głodnym KUKBUK-u mamy niepohamowany apetyt na życie. Codziennie mieszamy w redakcyjnych garnkach. Kroimy teksty, sklejamy apetyczne wątki. Zanurzamy się w kulturze i smakujemy codzienność. Przysiądźcie się do wspólnego stołu i poczujcie, że w kolektywie siła!