Kukbuk
Kukbuk
Drapella, sukienki drapella

Recepta na nostalgię. Znajdź w sobie drapellę!

Dodaj do 'Przeczytaj później'

Wiosna nie wie, co to minimalizm. Kiedy już się rozkręci, zalewa nas obfitością kwiatów i owoców. Choć pewna doza racjonalności jest w życiu niezbędna, dla równowagi potrzebne są też chwile, w których szaleństwo jest cudownym i niegroźnym odstępstwem. W poszukiwaniu odskoczni od minimalizmu zaglądamy do Ewy i Ady z Bodymaps, by zapoznać ich nową koleżankę – Drapellę.

Tekst: Ania Czajkowska

Zdjęcia: Maciej Niemojewski

Opublikowano: 21 Marca 2019
Ten artykuł przeczytasz w mniej niż 6 minut!

Ewa i Ada poznały się przy okazji Bodymaps, firmy szyjącej kostiumy kąpielowe, założonej przez Ewę. Przez pierwsze dwa lata prowadziła ją sama, aż w ramach dorywczej wakacyjnej pracy w sklepie pojawiła się Ada. Dziewczyny polubiły się na tyle, że sezonowe zajęcie przerodziło się w stałą współpracę. – Ada odciążyła mnie z wielu obowiązków związanych z Bodymaps – mówi Ewa. – Kiedy przyszedł nam do głowy pomysł na Drapellę, oczywiste było, że zrealizujemy go razem. 

Drapella, sukienki drapella, drapella warszawa

Adrianna Małyszko

Jak dodaje Ada, Drapella to był wynik potrzeby. – Szukałyśmy sukienek na wiosenny sezon imprezowy. Okazało się, że w sklepach nie ma niczego, co spełniałoby nasze wymagania. Postanowiłyśmy więc uszyć sukienki na miarę naszych potrzeb, mając nadzieję, że trafimy też w potrzeby innych kobiet – opowiada. 

Wizja sukienek idealnych w dużej mierze wynikła z nostalgii. Dziewczyny tęskniły za sukienkami ze sznytem vintage, takimi, jakie podziwiały na gwiazdach polskiej estrady z lat 60., 70. i 80. Choć znały wszystkie portale ze strojami z epoki, z rzeczami, które tam widziały, zawsze coś było nie tak. Albo kolor, albo materiał nie był taki, jak trzeba. – Zaczęłyśmy kupować te sukienki. Choć na monitorze wyglądały super, to szybko okazało się, że po pierwsze, są już nieco zniszczone, po drugie, kobiety z tamtych epok miały zupełnie inne figury. Na tamte standardy ja jestem wysoką kobietą – mówi Ewa. – Potraktowałyśmy więc nasze łupy jako inspirację. Idąc dalej tym tropem, doszłyśmy do tego, że najlepszymi patronkami, jakie możemy sobie wyobrazić, są diwy polskiej sceny muzycznej. Głównie te z lat 70. Tak zaczęłyśmy zgłębiać styl gwiazd rodzimej estrady. 

Liczy się tylko czas

Ewa przyznaje, że w życiu prywatnym otacza się rzeczami z przeszłości. Tak wyglądał jej dom – z mamą, która kolekcjonuje przedmioty z minionych epok. Do celebracji nostalgii z czasem doszła racjonalna chęć odciążenia planety. – Wydaje mi się, że lepsze dla świata będzie to, że kupię coś używanego. Nie mówiąc o kwestiach ekonomicznych. Mam takie poczucie, że przedmioty z historią są więcej warte. Teraz w związku z Drapellą mam wyzwanie, by historię zawrzeć też w nowych produktach. 

Choć pomysł na szycie wyjściowych sukienek był odpowiedzią na prywatne potrzeby Ewy i Ady, pomyślały, że drapelli na pewno nie brakuje wśród innych kobiet. Ryzyko biznesowe było niewielkie – opracowana i prężnie działająca infrastruktura Bodymaps sprzyja eksperymentom i skokom w bok, a wprowadzenie linii sukienek na próbę nie wiąże się z dużymi kosztami, co w przypadku tak maleńkiej firmy jest istotne. Drapella funkcjonuje też w ekonomicznym trybie, nazywanym przez dziewczyny ASAP (as sustainable as possible), czyli zrównoważonym i przyjaznym dla środowiska. Jednym z jego punktów jest to, że sukienka szyta jest dopiero po zamówieniu. To nie tylko nie powoduje ryzyka biznesowego, ale jest też dobre dla planety. Ryzyko jest niewielkie, a Drapella ma czas, by odnaleźć pokrewne jej dusze.

Na razie sukienki szyte są w dwóch rozmiarach: małym i większym, ale możliwa jest też opcja personalizacji i zamówienia sukienki idealnie do swoich wymiarów. Na własną drapellę czeka się około dwóch tygodni, ale dziewczyny pracują nad skróceniem czasu oczekiwania. Dzięki temu, że strój trzeba najpierw zamówić, łatwo zauważyć, które modele cieszą się największym powodzeniem. Wanda i Zdzisława są na szczycie listy przebojów. Choć dziewczyny stawiały na bardziej stonowaną Beatę. – Sekret popularności tkwi chyba w tym, że kiedy koncept jest mocny, nie szukamy w nim bezpiecznych rzeczy – śmieje się Ada.

drapella, sukienki drapella
Drapella, sukienki drapella

Żyj kolorowo

A co dokładnie oznacza drapella? – To jest iskra w środku – tłumaczy Ewa. – To słowo zagościło w naszym słowniku jakiś czas temu. Mówiłyśmy: „O! Ale drapella!”. Zauważyłyśmy, że nasi znajomi intuicyjnie rozumieją, o jaki typ kobiety chodzi. Drapella ma dużą dawkę pewności siebie, zamiłowanie do kiczu, ale w takim wydaniu „cool”. W ogóle dobrze jest być drapellą! To jest pozytywne określenie, choć z przymrużeniem oka. Kiedy postanowiłyśmy szyć ekstrawaganckie sukienki, to one stały się drapellami. Miały być wizualnie mocne, spektakularne – tak jak idealna drapella. Odpowiadać na głód szaleństwa i ekstrawagancji. 

Welurowa Beata, bufiasta Violetta czy tonąca w brokacie Zdzisława nie zginą w tłumie.

Zaiste. Welurowa Beata, bufiasta Violetta czy tonąca w brokacie Zdzisława nie zginą w tłumie. Szyte są między innymi z dzianych na zamówienie w łódzkiej fabryce żakardów. – Sukienki są w większości wiskozowe, z domieszką elastanu i poliestru, którego, jak zauważyłyśmy, wszyscy się boją. Niepotrzebnie. Dzięki niemu użytkowy aspekt sukienki tylko zyskuje – mówi Ada. – Dodatek poliestru sprawia, że sukienki są wygodne, łatwe w praniu i nie gniotą się, co w przypadku wielkich wyjść i beztroskiego imprezowania jest nieocenione. 

Drapella, Ewa Stepnowska

Ewa Stepnowska

Ewa zrobiła dogłębne badanie rynku, zanim zamówiła tkaniny. – Wszystkie tego typu materiały mają w składzie poliester – dopowiada. – Dostępne są żakardy jedwabne, z lureksem, ale uszyte z nich ubrania muszą być oddawane do pralni, trzeba o nie dbać w specjalny sposób, a nam chodziło też o to, by drapelle były trwałe, wygodne i by nie trzeba było się z nimi pieścić. Są przecież szyte pod kątem szalonych i radosnych chwil, a nie po to, by na nie nieustannie uważać. 

Wiskozowe żakardy z poliestrem i elastanem to pierwsza grupa drapellowych dam. Większość wzbogacona jest dodatkowo o lurex, czyli tzw złotą lub srebrną nitkę. Za nimi czysta wiskoza, pokryta małymi kropeczkami – jakby obsypana brokatem. Na deser włoski welur. – Plusem naszej formy działania jest to, że możemy wypuszczać bardzo małe serie, co sprzyja kreatywnemu podejściu do mody. Nie jest łatwo znaleźć tkaniny, które są spektakularne. W idealnym świecie chciałabym używać tylko materiałów vintage, ale trudno je zdobyć – mówi Ewa. – Wierzę, że jeśli materiał ma 20, 30, 40 lat i przetrwał, to raczej się już nie zniszczy. Szukamy tkanin za granicą. W Polsce mało się tworzy tkanin widowiskowych. Krajowa produkcja opiera się na bazowych dzianinach, lnie, bawełnie pościelowej, więc nie tym, co wpadłoby w oko drapelli. 

Drapella, drapella sukienki

Adrianna Małyszko

Najchętniej kupowałabym w firmach znajomych, bo kiedy wiem, kto wykonał daną rzecz, czyja praca za nią stoi, inaczej na nią patrzę.

Tych lat nie odda nikt

Ewa i Ada starają się funkcjonować poza modowymi sezonami. Zarówno z drapellą, jak i prywatnie lubują się w rzeczach z drugiej ręki. Nie planują nowych kolekcji na każdy sezon, choć wkrótce obok pierwszych drapelli pojawią się letnie koleżanki. – Jako konsument jestem oderwana od trendów. Najchętniej kupowałabym w firmach znajomych, bo kiedy wiem, kto wykonał daną rzecz, czyja praca za nią stoi, inaczej na nią patrzę, wchodzę w pewną relację – dodaje Ewa. – Trudno o relację z T-shirtem z sieciówki – kwituje Ada. – Te rzeczy tak szybko się niszczą, że zaraz po kupieniu powstaje problem, co z nimi zrobić. Wyrzucić głupio, nosić już się nie da. 

I rzeczywiście – rzeczy vintage jest coraz mniej, a popyt na nie coraz większy. Ubrania produkowane obecnie do sekcji perełek z dawnych lat raczej nie trafią, bo musiałyby przetrwać w dobrym stanie przynajmniej kolejną dekadę. Cieszmy się więc vintage w wydaniu drapelli, szukając w sobie jej iskry. 

W zawsze głodnym KUKBUK-u mamy niepohamowany apetyt na życie. Codziennie mieszamy w redakcyjnych garnkach. Kroimy teksty, sklejamy apetyczne wątki. Zanurzamy się w kulturze i smakujemy codzienność. Przysiądźcie się do wspólnego stołu i poczujcie, że w kolektywie siła!