Kukbuk
Kukbuk
Jagna Niedzielska w swojej kuchni

Zero waste – bez przesady

Dodaj do 'Przeczytaj później'

Czy zero waste to jedzenie resztek lub radykalne ograniczenie generowanych śmieci? Nie według Jagny Niedzielskiej! Przeczytajcie tekst rozpoczynający nowy cykl na KUKBUK.pl.

Tekst: Jagna Niedzielska

Zdjęcia: Michał Przeździk-Buczkowski

Opublikowano: 5 Lipca 2019
Ten artykuł przeczytasz w mniej niż 3 minuty!

Na czym polega zero waste w kuchni? Niektórzy utożsamiają tę ideę z gotowaniem z resztek. Inni – z jedzeniem spleśniałego chleba czy zgniłych warzyw ze śmietnika. Ja jednak widzę to zupełnie inaczej. Dla mnie zero waste w kuchni to niedopuszczanie do powstania resztek, równowaga i uważność. Jak to wygląda w praktyce? Na dobry początek odpowiedzmy sobie na kilka pytań.

Czy w kuchni zero waste można cokolwiek wyrzucić?

Tak! Pleśń na owocach, warzywach czy konfiturach to powód, by się ich pozbyć. Za to warto zadać sobie pytanie, dlaczego jedzenie się zepsuło. Jeśli spleśniał ogórek, zastanówmy się – może położyliśmy go obok jabłka, którego sąsiedztwo mu nie służy? Może leżał w zbyt wysokiej temperaturze, a może był przygnieciony innymi warzywami, pozbawiony dostępu powietrza? Albo zapakowany w plastik, który przyspiesza pleśnienie?

Jeśli spleśniały ogórek zainspiruje was do tego, by się dowiedzieć, jak przechowywać jedzenie – super! Lepiej wyciągać wnioski, zamiast jeść pleśń w imię ekologii.

Oświadczam wszem wobec, że ja, hedonistka, lubiąca przyjemności i wygodne życie, nie zanotowałam niedogodności związanych z rezygnacją z plastikowych słomek, używaniem trwałych toreb na zakupy i fajnego kubka na kawę.

Jagna Niedzielska

Czy lodówka to to samo co kompostownik, czy bardziej biblioteka publiczna?

Odpowiedź brzmi: ani to, ani to. Jasne, że moglibyśmy posegregować jedzenie w lodówce skrupulatnie niczym księgozbiór w bibliotece. Ale nie oszukujmy się – wielu z nas nie wystarczy na to czasu i cierpliwości. Z drugiej strony nie ma sensu wrzucanie do lodówki wszystkiego jak leci. Wystarczy przestrzegać kilku zasad, by zachować ład na półkach. Na przykład surowych produktów nie kłaść obok przetworzonych, a na pierwszym planie układać te o krótkiej dacie ważności. Więcej na ten temat napiszę w kolejnym tekście.

Czy śmieci generowane przez rok przez prawdziwego „zerowastera” mieszczą się w jednym słoiku?

Podobno Bea Johnson, propagatorka ruchu zero waste, wraz z rodziną przez cały rok „produkuje” ilość śmieci mieszczącą się w jednym słoiku. Ja jednak nie jestem zwolenniczką stawiania sobie tak wyśrubowanych wymagań. Uważam, że powinniśmy promować raczej przystępne rozwiązania, które redukują ilość generowanych odpadów. Najlepiej takie, które są nie tylko ekologiczne, ale też wygodne. Bulion z obierek to dobre rozwiązanie, ale jeszcze lepiej… nie obierać warzyw w ogóle. Dlaczego? Bo w ten sposób nie tracimy czasu ani produktu. Czysta korzyść – tym właśnie ma być zero waste.

Oświadczam wszem wobec, że ja, hedonistka, lubiąca przyjemności i wygodne życie, nie zanotowałam niedogodności związanych z rezygnacją z plastikowych słomek, używaniem trwałych toreb na zakupy i fajnego kubka na kawę. Pijąc wodę z kranu, oszczędzam około 700 złotych rocznie, które mogę wydać na przyjemności. Po mieście poruszam się rowerem – to też oszczędność pieniędzy i korzyść dla zdrowia. Produkty spożywcze przechowuję w słoikach, dzięki czemu dłużej zachowują świeżość. Kiedy zepsuje mi się sprzęt kuchenny, naprawiam go, zamiast kupować nowy, a jedzenie na wynos pakuję do własnej menażki. I naprawdę nie czuję, żeby mnie to w jakikolwiek sposób ograniczało! 

Dodam, że kiedy sytuacja tego wymaga, jeżdżę samochodem, ostatnio kupiłam sobie żelki w plastikowym opakowaniu i nie używam kubeczka menstruacyjnego. Będę testować i dodawać kolejne nawyki w stylu zero waste, jednak moim celem nie jest upchnięcie śmieci z całego roku do jednego słoika.

Małymi krokami, stawiając sobie możliwe do zrealizowania cele, łatwiej zaprowadzimy zmiany w naszym życiu. Wystarczy znaleźć złoty środek, a niepostrzeżenie zaczniemy żyć bardziej ekologicznie i oszczędnie. Oto moja wizja zero waste – bez przesady. Do usłyszenia!

W zawsze głodnym KUKBUK-u mamy niepohamowany apetyt na życie. Codziennie mieszamy w redakcyjnych garnkach. Kroimy teksty, sklejamy apetyczne wątki. Zanurzamy się w kulturze i smakujemy codzienność. Przysiądźcie się do wspólnego stołu i poczujcie, że w kolektywie siła!