Kukbuk
Kukbuk
Kolacja w lesie (fot. dinnershow.studio)

Dzikie restauracje

Dodaj do 'Przeczytaj później'

W lesie, w sadzie, na łące. Latem dzikie restauracje tworzone przez miłośników przyrody i dobrej kuchni mają swoje pięć minut. Przedstawiamy najciekawsze z nich.

Opublikowano: 23 Sierpnia 2019
Ten artykuł przeczytasz w mniej niż 6 minut!

W polskiej branży gastronomicznej od kilku sezonów króluje moda na powrót do natury. Szefowie kuchni coraz chętniej sięgają po to, co oferuje dzika przyroda: porosty, zioła (jak czosnek niedźwiedzi, chaber bławatek), grzyby (na przykład rydze, smardze) czy owoce (między innymi dereń, głóg). Wielu z nich, czerpiąc z tradycji naszych przodków, decyduje się na prowadzenie letnich kuchni z otwartym ogniem czy grillem. Ciekawym i niecodziennym zjawiskiem są sezonowe dzikie restauracje. Tworzone przez miłośników najwyższej jakości lokalnego jedzenia, oferują możliwość uczestniczenia w niecodziennych obiadach lub kolacjach na łonie natury. Warunkiem jest dobra pogoda, więc najczęściej działają tylko w okresie letnim. Skąd taki pomysł? Jego źródeł można doszukiwać się między innymi w stale rosnącej popularności filozofii slow food i sięgania po świeże, lokalne i dzikie produkty (farm-to-table oraz forest-to-table).

Nie bez znaczenia jest także stale umacniający się trend al fresco dining, czyli jedzenia na świeżym powietrzu, wywodzący się od kultowych dîner en blanc, czyli wytwornych kolacji organizowanych w miejscach publicznych. W Polsce zamiast otoczenia wielkich miast organizatorzy wybierają przyrodę – podobnie jak w przypadku szwedzkiej inicjatywy The Edible Country promującej fine dining DIY. Zamiast w restauracyjnych kuchniach szefowie z gwiazdkami Michelin przygotowują swoje dania w środku lasu, z produktów, które mają pod ręką. W Polsce szefowie kuchni lub po prostu pasjonaci dobrego jedzenia oprócz lasu zapraszają nas też na łąki i do sadów i oferują nie tylko niezapomniane wrażenia smakowe, ale również możliwość oderwania się od codzienności. Gdzie można przeżyć taką przygodę? Przedstawiamy Leśny Klub Kolacyjny, Gotujemy w Sadzie, RestoBar Ogień, Dzikie Stoły oraz Obiad na Polu.

leśny klub kolacyjny (fot. dinnershow.studio)

Leśny klub kolacyjny (fot. dinnershow.studio)

Leśny Klub Kolacyjny

Sercem i mózgiem Leśnego Klubu Kolacyjnego są Magda Zawadzka i Kuba Chwistek. Po latach spędzonych w Warszawie przenieśli się do leśnej kolonii Zamęt w okolicach Łagowa. Specjalizują się w kuchni wegetariańskiej. Serwują swoim gościom bezmięsne, bazujące na lokalnych warzywach i darach lasu dania. Jak mówią, oferują kuchnię blisko natury – dosłownie, bo w cieniu starych dzikich drzew, i w przenośni, bo podczas gotowania sięgają po to, co w przyrodzie najlepsze. Spotkania odbywają się cyklicznie, od czerwca do września, w sercu lasu nad potokiem Pliszka, a także – o ile pozwala pogoda – we wrześniu i w październiku w innej lokalizacji, na przykład w starym pałacu w Debrznicy. Menu degustacyjne w cenie 160 zł obejmuje pięć dań, napoje bez limitu oraz degustację domowego chleba, olejów i lokalnych win. Dzieci do trzech lat biorą udział w kolacji bezpłatnie, a starsze (do trzynastego roku życia) za 35 zł mogą skosztować specjalnie przyrządzonego dla nich dania oraz deseru.

Gotujemy w Sadzie

Od zeszłego roku w sezonie letnim pośród drzew owocowych sadu Owoce Lutyni w Lutyni na Dolnym Śląsku Anna Szlączka z rodziną organizuje cykl spotkań Gotujemy w Sadzie. Wydarzenia te jednorazowo przyciągają nawet kilkaset osób nie tylko z najbliższej okolicy, ale też z Kołobrzegu, Łomży, Sandomierza, Krakowa czy Warszawy. Na miejscu, w atmosferze pikniku, przy stołach rozstawionych wśród gałęzi jabłoni, wiśni, grusz i brzoskwiń, można skosztować autentycznej kuchni bazującej na lokalnych produktach –warzywach, owocach, serach, mięsach, olejach i winach. Każde spotkanie to inne menu, przygotowywane przez zaproszone osoby – szefów kuchni, ale też pasjonatów dobrych smaków. Jak mówi pani Anna, króluje tu prawdziwe jedzenie – bez chemii, oparte na składnikach ze sprawdzonych źródeł. Nie brakuje tradycyjnych potraw, ale zjemy też dania wegańskie i bez glutenu. Wejście na teren sadu jest darmowe – zapłacić trzeba jedynie za wybrane dania. Na miejscu odbywa się także kiermasz lokalnych produktów.

Dziewczyna trzyma miskę z brzoskwiniami (fot. Ikelly-neil)

fot. Kelly Neil / unsplash.com

RestoBar Ogień

Od maja do października w Pogorzanach w Beskidzie Wyspowym na terenie gospodarstwa agroturystycznego Koziarnia prowadzonego przez rodzinę Lorków szukajcie ogniska. To nad nim raz w miesiącu w ramach RestoBaru Ogień swoje dania przygotowują szefowie kuchni tacy jak Magdalena Ossowska, Artur Skot, Jacek Nowicki, Pavel Portoyan, Rafał Bernatowicz, Przemek Błaszczyk czy Rafał Baron. Jeżeli spodziewacie się wyłącznie mięsa z grilla, przeżyjecie zaskoczenie. Nad ogniem bowiem opiekane są także wyszukane dania wegańskie, propozycje z lokalnych produktów, podroby czy ryby, nie brakuje też propozycji na zimno – chłodników i deserów. Dostępne są na miejscu jako dania z karty.

W ramach organizowanego co drugi weekend Małego Ognia można wziąć udział w tematycznej kolacji degustacyjnej na świeżym powietrzu. Do tej pory motywem przewodnim były już ryby i owoce morza oraz noodle w stylu japońskim. Jeśli chcecie skosztować 10 unikalnych dań, koniecznie zarezerwujcie miejsce. Koszt to około 200 zł za osobę.

Dzikie Stoły

Lokalne beskidzkie przysmaki, takie jak kozia bryndza, owczy bundz, marynowane borowiki, kiszone rydze, podpłomyki z blachy czy owsiany żur, w jednym miejscu i na wyciągnięcie ręki? To możliwe podczas Dzikich Stołów, czyli cyklicznych spotkań kulinarnych na świeżym powietrzu, organizowanych przez Towarzystwo z Beskidu Niskiego. Na miejscu można skosztować bazujących na lokalnej tradycji dań przygotowanych przez właścicieli gospodarstw agroturystycznych z okolic Wysowej-Zdroju, Ropek, Banicy, Nowicy i Gładyszowa, a także lokalnych trunków. Z pewnością warto się tu wybrać także dla pozostałych atrakcji, takich jak tradycyjna muzyka na żywo oraz ziemny dół, w którym na rozgrzanych kamieniach przez wiele godzin duszą się przykryte darnią mięsa i warzywa. W tym roku odbyła się edycja wiosenna wydarzenia, czeka nas jeszcze spotkanie jesienne 21 września. Koszt to 80 zł od osoby dorosłej oraz 40 zł dla dzieci w wieku 3-10 lat.

Małe dziewczynki wskazują na drogowskaz (fot.  Joanny Szpak Ostachowskiej )

fot.  Joanna Szpak Ostachowska

Obiad na Polu

W gospodarstwie Ludwika Majlerta na warszawskiej Białołęce, przy ulicy Wyspiarskiej, od 2015 roku w każdy czerwcowy i wrześniowy weekend odbywa się Obiad na Polu. Podczas spotkań serwowane są wegetariańskie i wegańskie dania ze świeżo zebranych warzyw z upraw rodziny Majlertów. Przy wspólnym stole rozstawionym wśród grządek gromadzą się miłośnicy dobrej kuchni nie tylko ze stolicy. To dobra okazja do przeżycia uczty kulinarnej, odprężenia się i ucieczki od gwaru miasta, ale też do poznania historii gospodarstwa – każdy obiad zaczyna się spacerem wśród szparagowych karp czy sadzonek kwitnącej cukinii. W Obiedzie na Polu może wziąć udział każdy zainteresowany, jednak liczba miejsc jest ograniczona – jednorazowo wydarzenie dostępne jest wyłącznie dla 24 osób. Koszt to 75 zł za osobę. W tej cenie skosztujecie pięciu sezonowych dań między innymi z tutejszego bobu, dyń, cukinii, cykorii czy buraków, a także deser oraz napoje, w tym wino. Na edycje wrześniowe konieczne są wcześniejsze rezerwacje, terminu otwarcia zapisów najlepiej wypatrywać na fanpage’u Obiadu na Polu.

Zastawiony drewniany stół na polu

Obiad na polu (fot. materiały promocyjne)

W zawsze głodnym KUKBUK-u mamy niepohamowany apetyt na życie. Codziennie mieszamy w redakcyjnych garnkach. Kroimy teksty, sklejamy apetyczne wątki. Zanurzamy się w kulturze i smakujemy codzienność. Przysiądźcie się do wspólnego stołu i poczujcie, że w kolektywie siła!

Koszyk

suma:
NaN zł
Przejdź do koszyka