Kukbuk
Kukbuk
bieszczady - najsmaczniejsze jedzenie na trasie

Bieszczady: miejsca, które warto poznać po zejściu z gór

Jeśli na myśl o kulinarnych przeżyciach w Bieszczadach wciąż przychodzi wam do głowy jedynie Chatka Puchatka, to musicie zaktualizować swoją wiedzę! Oto miejsca, które zaskoczą was regionalnymi smakami.

Tekst: Marta Cyzio

Zdjęcie główne: Aleksander Wlodarczyk / flickr.com

Opublikowano: 11 Lipca 2019
Ten artykuł przeczytasz w mniej niż 4 minuty!

Wilcza Jama, Smolnik – na cerkiewnym szlaku

Pękająca w szwach od myśliwskich trofeów restauracja mieści się niedaleko dawnej cerkwi (obecnie kościoła). Do Wilczej Jamy od lat pielgrzymują miłośnicy dziczyzny – na sarninę i najlepszego w okolicy dzika. Dla nas jednak fenomenalny jest pasztet z pstrąga z dodatkiem pomidorów i kaparów, idealnie sprawdza się w połączeniu z wypiekanym na miejscu pieczywem. Właściciele Wilczej Jamy sami hodują ryby i serwują je w równie wielu postaciach jak dziczyznę, a to z pewnością uraduje wielbicieli delikatnego mięsa króla potoków.

wnętrze chaty wędrowca

Chata Wędrowca, Wetlina – na zakończenie wędrówki

Od końca kwietnia do ostatniego dnia października eklektyczne wnętrza Chaty Wędrowca wypełnione są gośćmi. Od 1995 roku turystów przyciąga tu kultowy już naleśnik gigant. Olbrzymi, smażony w głębokim tłuszczu racuch (to słowo zdecydowanie lepiej oddaje wygląd dania) ledwo mieści się na talerzu. Przykryty morzem jagód, truskawek lub jabłek, szczodrze posypany cukrem pudrem i z porządnym kleksem kwaśnej, gęstej śmietany – nie ma lepszej nagrody na koniec dnia spędzonego na połoninach. Dodatkowo zachęca do długiego wspólnego biesiadowania, bo kto sam zje prawie kilogramowego racucha?

gdzie zjeść w bieszczadach, lokalne smaki bieszczad

Naleśnik gigant w Chacie Wędrowca

Siekierezada, Cisna – na barową pogodę

Siekiery wbite w drewniane stoły i łypiące oczami biesy nie odstraszają ani turystów, ani miejscowych. Jednak to nie jedzenie (choć porcje są solidne i w przystępnych cenach) przyciąga do Siekierezady, a trunki. W ciemnych pomieszczeniach rozpoczyna się muzyczne wędrowanie przy akompaniamencie gitary i brzęku szkła. Z dala od cywilizacji, u stóp gór, gdzie brakuje zasięgu, łatwo wyobrazić sobie Janka Praderę, bohatera powieści Stachury, siedzącego przy jednym ze stołów i kontemplującego swój los.

Jadło Karpackie, Sanok – na odpoczynek w mieście

Pragnących odmiany kierujemy do Sanoka, gdzie mieszczą się największy w Polsce skansen i galeria prac Zdzisława Beksińskiego. Po zwiedzaniu najlepiej udać się na rynek, do niepozornej karczmy, która szczyci się tym, że jest pierwszą w okolicy restauracją z regionalną kuchnią. Czy to prawda, tego nie wiemy, ale podkarpackich specjałów z pewnością tu nie brakuje. Na rozgrzewkę polecamy zalewajkę, czyli zupę na maślance z ziemniakami i kminkiem. Do obowiązkowych pozycji należą także fuczki – nietypowe połączenie ciasta naleśnikowego z kiszoną kapustą. Zwolenników zdrowej kuchni z pewnością ucieszą pierogi z mąki razowej, tutejszy przysmak wypełniany różnymi farszami, który zaspokoi największy apetyt.

Karczma Siedlisko Carpathia

Karczma Siedlisko Carpathia, Muczne – na wilczy głód

By zjeść w karczmie, nieraz trzeba czekać w kolejce. Niemniej tutejsze jedzenie zdecydowanie wynagradza dłuższe oczekiwanie. W ciemnym, lecz przytulnym wnętrzu z ciężkimi, drewnianymi stołami panuje niepowtarzalny klimat, który doskonale pasuje do okolicznych krajobrazów. Menu, choć krótkie, jest treściwe, a nad jakością i smakiem dań czuwa pani Małgosia. Zjecie tu rewelacyjne pierogi z miętą, kartofla z pieca z ostrym gzikiem oraz pstrąga z pobliskiego stawu podanego z opiekanymi ziemniakami. Koniecznie skosztujcie także doskonałego smalcu podanego na grubej i chrupiącej kromce chleba z domowej roboty ogórkami kiszonymi. A na deser czekają przepyszne ciasta i rozgrzewająca herbata. Porcje są naprawdę solidne, dlatego warto wcześniej zapracować na porządny obiad wyprawą do nieodległego Grobu Hrabiny.

Reklama

Oberża Biesisko, między Wetliną a Cisną – na przystanek w trasie

Niegdyś pobliskie okolice terroryzował Bies, ale właściciele oberży chwalą się, że go ujarzmili i teraz żyją z nim w pełnej zgodzie. Jeśli chcecie się przekonać, czy to prawda, to jadąc w kierunku Bieszczadzkiej Kolejki Leśnej albo po zejściu z Przysłupia wstąpcie na miskę kwaśnego żuru z kiełbasą i jajkiem, przysmak niedźwiedzia lub hreczanyki. Odważniejszym polecamy placek Biesa z zakiszonym ogórem. Po obiedzie odpocznijcie chwilę nad pobliskim potokiem albo wybierzcie się na spacer na łąkę pełną kwiatów. Doskonałe miejsce na złapanie oddechu i nabranie sił przed dalszą trasą.

fot. Marek Piwnicki / unsplash.com

Karczma Paweł Nie Całkiem Święty, Smerek – na obowiązkowy obiad

Tuż przy wielkiej pętli bieszczadzkiej, w samym sercu Bieszczad, znajduje się jedna z bardziej znanych tutejszych karczm. U Pawła Nie Całkiem Świętego spróbujecie doskonałej kwaśnicy, świetnych rydzów w śmietanie i najlepszych żeberek, jakie jedliście w życiu. Inspiracją dla menu są regionalne potrawy, ale wyobraźnia szefa kuchni nie zna granic. O jakości serwowanych dań najlepiej świadczy nagroda Travellers’ Choice 2020, przyznana restauracji przez popularny portal Trip Advisor. Na miejscu oprócz karczmy działa mały hotel, który oferuje strudzonym wędrowcom nocleg w przytulnych pokojach gościnnych. Krótko mówiąc – koniecznie trzeba się tu zatrzymać. Pst! Niedawno dla gości otworzyła się Kawiarnia Nie Całkiem Święta, w której zamówicie domowe desery, kawę, a latem także chłodne, orzeźwiające napoje.

Reklama

Pod Kudłatym Aniołem, Cisna – na piwo i kuchnię z pogranicza

Piwa z browarów ukraińskich, polskich i słowackich – miłośnicy tego trunku z pewnością nie będą zawiedzeni ofertą oberży. Do tego regionalne menu, w którym nie brakuje dziczyzny, bojkowskich pierogów czy fuczek z baraniną. Na wegetarian i wegan czekają specjalne potrawy, dzięki którym zaspokoją oni także większy głód. No i dookoła wszędzie widać kudłate anioły. Czego chcieć więcej?

Chcemy wiedzieć co lubisz

Wiesz, że im więcej lajkujesz, tym fajniejsze treści ci serwujemy?

W zawsze głodnym KUKBUK-u mamy niepohamowany apetyt na życie. Codziennie mieszamy w redakcyjnych garnkach. Kroimy teksty, sklejamy apetyczne wątki. Zanurzamy się w kulturze i smakujemy codzienność. Przysiądźcie się do wspólnego stołu i poczujcie, że w kolektywie siła!

Koszyk

suma:
NaN zł
Przejdź do koszyka