Kukbuk
Kukbuk
giewont, tatry, przewodnik po zakopanym

Zakopane mimo wszystko

Dodaj do 'Przeczytaj później'

Przewodnik dla tych, którzy mają rozdarte serce – nie znoszą tłumów, pseudogóralszczyzny i wszechobecnej tandety, ale Zakopane darzą niezmiennie gorącym uczuciem.

Tekst: Aneta Kołaszewska

Zdjęcie główne: Krzysztof Kowalik / unsplash.com


Zdjęcia: Aneta Kołaszewska

Opublikowano: 15 Lutego 2019
Ten artykuł przeczytasz w mniej niż 8 minut!

Jak suchą stopą, bez uszczerbku na dumie, zdrowiu i poczuciu estetyki, przedrzeć się przez ten krajobraz, na którym według Andrzeja Stasiuka dokonano wyroku, i wrócić do domu z obrazem pięknych Tatr pod powiekami? Uwierzcie, że jest to możliwe! Nawet jeśli nie wychodzicie w góry, dzień w Zakopanem możecie zaplanować tak, by ominąć cymbergaja, kiepską pizzę na kawałki i pijanych turystów. Wystarczy spojrzeć w górę, ponad reklamy grillowanych serków, zbójnickiego jadła i kina 7D, wejść w którąś z bocznych uliczek czy przejść przez miasto o siódmej rano, a znajdziecie to, co pamiętacie z dzieciństwa i co niewątpliwie spowoduje przypływ nostalgii.

Drugi dzień Wielkanocy to Wielkanocne Jajo na polanie Kalatówki. Zjazd i slalom na starych nartach, w stylowych przebraniach. Weranda w Teatrze Witkacego.

Widok ze strychu

Zacznijmy spacer od Krupówek. Nie da się ich pominąć, zresztą wcale nie trzeba. Byle tylko wiedzieć, dokąd pójść. Na samym początku ulicy, pod czwórką, mieści się STRH – Bistro Art Cafe, potocznie zwane „Strychem”. Ostatnia kondygnacja kamienicy, niemalże przeszklone ściany oraz spory taras zapewniają dużo światła i piękny widok na miasto. Bardzo tu miło – nowocześnie i estetycznie. To świetne miejsce na śniadanie (fajne zestawy, duże porcje), lekturę porannej gazety i pracę przy komputerze. Można tu zjeść coś wegetariańskiego i wegańskiego, ale też soczystego burgera i smaczną zupę.

Idziemy dalej, w górę Krupówek. Po tej samej stronie ulicy co „Strych”, tuż obok Muzeum Tatrzańskiego, do którego obowiązkowo trzeba zajrzeć, znajdziemy Dworzec Tatrzański. Nazwa jest myląca, gdyż budynek ten nigdy nie był dworcem. Jego historia sięga 1882 roku, wtedy mieścił się w nim pierwszy zakopiański dom kultury. Dzisiaj jest tu restauracja, a kulturalne tradycje kultywuje w niej aktorka Magda Schejbal, która od zeszłego roku prowadzi ten lokal wraz z mężem. Dworzec już dał się poznać jako świetna restauracja, z długą kartą win. Pełni też funkcję klubokawiarni, w której za dnia można napić się kawy i poczytać książkę, a wieczorem przyjść na koncert, imprezę z DJ-em, spotkanie z autorem poczytnej książki lub pokaz podróżniczych slajdów. Zawsze coś się tu dzieje, obsługa jest miła, jedzenie smaczne, no i… można spotkać Magdę, która od kilku lat na stałe mieszka w Zakopanem.

Kawiarnia Roma u wejścia do Doliny Strążyskiej. Można wejść z psem. Koty już tam są.

Tylko dla dorosłych

Kontynuujemy spacer przez Krupówki. Pod numerem 69 znajduje się malutka, ale kontrowersyjna restauracja z kuchnią śródziemnomorską – Casa Mia. Dlaczego kontrowersyjna? Czy chodzi o numer budynku? Niezupełnie. Lokal jest naprawdę nieduży, mieści się w nim zaledwie dziewięć stolików, dlatego nie są przyjmowani goście z dziećmi do szóstego roku życia, czyli takimi, które zazwyczaj jeszcze jeżdżą w wózkach. Dla jednych zaleta, dla innych wada. Na pewno jest to miłe, spokojne miejsce z romantyczną atmosferą i autorską pyszną kuchnią szefów Piotra Zduniaka i Piotra Łasia. Estetycznie i ciekawie skomponowane dania, często zmieniająca się karta. Nie jest najtaniej, ale zdecydowanie trzeba zajrzeć, bo takie miejsce to w Zakopanem perełka. Romantyczny wieczór warto kontynuować w kinie. Znów dobrze zejść z utartego szlaku i zamiast do dużej sali kina Sokół, mieszczącego się przy Władysława Orkana 2, pójść do znajdującego się na tyłach tego samego budynku uroczego kina studyjnego Miejsce. Malutkie, z wartościowym repertuarem, uważnym doborem filmów i kawiarenką. Część sali zamiast rzędów kinowych foteli zajmują stoliki, przy których w trakcie seansu można popijać herbatę i jeść szarlotkę. Kiedy okazało się, że nie możemy zapłacić kartą, pani bufetowa powiedziała tylko: „Przecież to żaden problem, zapłaci pani innym razem”.

Widok spod stacji kolejki na Kasprowym Wierchu na Kocioł Gąsienicowy.

Wieczór z Witkacym

W okolicach dworca – tym razem tego prawdziwego, w starej pięknej willi przy ulicy Jagiellońskiej – rozgościła się restauracja o sugestywnej nazwie Zakopiańska. Jest dowodem na to, że góralszczyzna nie musi być przaśna, tandetna i męcząca – zarówno w wystroju wętrz, jak i kuchni. Tę jedną z najlepszych restauracji w okolicy prowadzi Tomek Gut – zakopiańczyk z dziada pradziada, smakosz i dobry duch tego miejsca. Wystrój wnętrza powierzył, o dziwo, ceprówce… projektantce z Warszawy, Kindze Mostowik, znanej z umiejętności łączenia tradycji z akcentami nowoczesnymi. I tak właśnie jest w Zakopiańskiej – elegancko, ale przytulnie, swojsko, ale światowo. Podobnie w karcie, za którą odpowiedzialny jest szef kuchni Mariusz Bizub. Spróbujemy pierogów z bundzem, zupy rydzowej, dań wegańskich, które nie wieją nudą, oraz tych dla mięsożerców: z jagnięciny, gęsi i kaczki. Napijemy się dobrego wina, ale też domowej cytrynówki, zjemy lunch, poświętujemy walentynki i Wielkanoc. Na piętrze znajduje się kilka pięknie urządzonych pokoi noclegowych. Przychodzi tu dużo miejscowych, a ceny nie przyprawiają o zawrót głowy. Atmosfera jest przyjacielska i bezpretensjonalna. Dowód? Byłam tam któregoś razu na kolacji i miło wyglądająca para zapytała, czy zechcę przysiąść się do ich stolika, żebym nie jadła sama. Przysiadłam się. I tak poznałam właścicieli – Tomka i jego żonę Kasię.

Z Zakopiańskiej niedaleko, oczywiście na piechotę – bo po Zakopanem tylko na piechotę – do Teatru Witkacego. Kto jakimś cudem jeszcze nie był, natychmiast marsz! Miejsce zachwyca magiczną atmosferą, wystrojem, repertuarem, aktorstwem. Teatr, założony w 1985 roku przez aktorów krakowskiej PWST w dawnym Zakładzie Wodoleczniczym dr. Andrzeja Chramca, co roku, pod koniec lutego, świętuje kolejne urodziny oraz urodziny swojego patrona – Stanisława Ignacego Witkiewicza. Metafizyczne przeżycia gwarantowane. Spektakle, koncerty, recitale i wernisaże odbywają się również na małej scenie imienia Atanazego Bazakbala, która pełni też funkcję kawiarni. Teatr jest przystosowany do potrzeb osób z niepełnosprawnością ruchu, wzroku i słuchu.

Idealne narty do udziału w Wielkanocnym Jaju na Kalatówkach. U ojców Dominikanów na Wiktorówkach, zimą zawsze stoi termos z gorącą herbatą dla podróżnych.

Przed wyjazdem

Zdradzę wam jeszcze jeden dobry adres – sklepu spożywczego, do którego będziecie wracać przy okazji kolejnych pobytów w Zakopanem. Łatwo go przeoczyć – można przejść obok i go nie zauważyć. Chyba że akurat ciągnie się do niego kolejka – a to zdarza się często. Sklepik mieści się w garażu domu jednorodzinnego przy ulicy Kasprusie 62. Można przyjść na zakupy nawet późnym wieczorem – wystarczy zadzwonić, by po chwili drzwi otworzyła miła pani właścicielka. Po wejściu zmysły szaleją od bogactwa specjałów domowego wyrobu. Są tu chleby własnego wypieku, brytfanki z domowym sernikiem i szarlotką, miody, jajka, przetwory, sery z całego świata, cała masa najróżniejszych wędlin – również tych delikatesowych, sprowadzanych z Włoch, pierogi – świeże i mrożone, gotowa kwaśnica w litrowych słoikach. Często zaglądamy tu ze znajomymi, by zrobić ostatnie zakupy przed wyjazdem i zabrać te pyszne smaki do domu. A skoro doszliśmy aż do sklepu, to warto zajrzeć dokawiarni Roma, znajdującej się zaraz u wejścia do Doliny Strążyskiej.Najprzyjemniej jest tu zimą, kiedy można ukryć się w przytulnym, pełnym drewna wnętrzu i zaszyć w kąciku z gorącą czekoladą. Na półkach książki, na ścianach stare czarno-białe fotografie i obrazy miejscowych artystów, które można też kupić. Choć to kawiarnia, zjemy w niej niezłe wytrawne naleśniki z mozzarellą i sosem pomidorowym, a także świetny bigos.

Droga z Palenicy Białczańskiej do Morskiego Oka

Panorama Tatr

Kto zajedzie do Bukowiny Tatrzańskiej, nich zahaczy o Schronisko Smaków firmowane nazwiskiem Magdy Gessler. Cokolwiek by mówić o restauratorce, ten lokal polecam. Utrzymany w charakterystycznym stylu pani Magdy, czyli po prostu ładny i przytulny, kipi życiem i – co przecież najważniejsze – serwuje naprawdę dobre jedzenie. Zapamiętałam kwaśnicę z wędzonym żebrem z żaglem z wiejskiego chleba, skwarkami i grulami, która zarówno smakiem, jak i podaniem przewyższała obowiązujące w górach standardy. Była pyszna i kosztowała 17 złotych.

Jadąc z restauracji w kierunku Łysej Polany, po lewej stronie mijamy Bacówkę u Jancoka. To tu, u pani Janeczki, jednej z niewielu w Polsce kobiet baców, kupimy prawdziwe, certyfikowane oscypki, redykołki, gołki, a także bundz, bryndzę i żętycę. Pamiętajcie, że oscypki wyrabia się wyłącznie z mleka owczego, domieszka mleka krowiego może wynieść maksymalnie 40%. Dlatego oscypka kupimy od maja do października, kiedy owce pasą się jeszcze na halach. Poza tym okresem serki górskie nie mogą być nazywane oscypkami. Zimą bacówka pani Janeczki będzie pewnie zamknięta, ale kawałek dalej, w kierunku wsi Brzegi, znajduje się jej gospodarstwo agroturystyczne. Tu również można kupić sery, a nawet zamówić je z przesyłką pocztową do domu.

Kto ma ochotę na chwilę zadumy i kontemplacji z widokiem na Tatry Wysokie, niech odwiedzi położone kawałek dalej schronisko ZHP Głodówka. Z tarasu rozpościera się zapierająca dech panorama – choć według spotkanego tam bacy „Widok piękny, tylko góry wszystko zasłaniają”…

W zawsze głodnym KUKBUK-u mamy niepohamowany apetyt na życie. Codziennie mieszamy w redakcyjnych garnkach. Kroimy teksty, sklejamy apetyczne wątki. Zanurzamy się w kulturze i smakujemy codzienność. Przysiądźcie się do wspólnego stołu i poczujcie, że w kolektywie siła!