Kukbuk
Kukbuk

Vanessa Lewis: Najważniejsze jest śniadanie

Dodaj do 'Przeczytaj później'

Dlaczego warto jak najwcześniej wpuszczać dzieci do kuchni oraz jak smakowite bywa podróżowanie, kiedy dzieci są naszymi przewodnikami opowiada autorka książki „Śniadanka z czterech stron świata”. Teraz żadna wymówka nie jest dobra, aby zrezygnować z pierwszego posiłku dnia.

Tekst: Daria Pawlewska

Zdjęcie główne: Ola i Michał Przeździk-Buczkowscy

Opublikowano: 19 Czerwca 2019
Ten artykuł przeczytasz w mniej niż 6 minut!

Co dziś jadłaś na śniadanie?


Vanessa Lewis: Jadłam pysznie! Jajecznicę z kromką żytniego chleba i wiśniowy jogurt z ziarenkami maku.

Dlaczego jako motyw przewodni swojej książki wybrałaś właśnie śniadanie?

Odkąd pamiętam, obiad czy kolacja nie budziły we mnie specjalnego entuzjazmu. Mogę je spokojnie usunąć z listy posiłków. Ale śniadania to zupełnie coś innego. Uwielbiam je. Kiedy moja córka Nina była już w takim wieku, że zaczęła eksplorować różne smaki, nie chciałam, żeby zaczynała każdy dzień od płatków śniadaniowych. To ona stała się impulsem do pomysłu na książkę.

Vanessa Lewis z córką (fot. Michael Lewis)

Od razu wiedziałaś, że chcesz pracować z gromadą dzieci z całego świata?


Na początku pomysł na książkę był zupełnie inny. Chciałam, żeby Nina, odpowiednio przebrana i otoczona rekwizytami charakterystycznymi dla danego kraju, pojawiła się na wszystkich zdjęciach. Opowiedziałam o pomyśle mojemu mężowi Michaelowi, a on słusznie zauważył, że książka w takiej formie będzie ciekawa tylko dla mnie, bo jestem mamą Niny. Dla innych treść będzie po prostu nudna. Przyznałam mu rację i zweryfikowałam pierwotne założenia projektu.

Prace nad książką trwały trzy lata. To długo jak na współczesne realia wydawnicze.


Tak, ale pamiętaj, że jest to mój autorski projekt. Chwilę trwało, zanim zebrałam zespół dorosłych, a później małych bohaterów książki. Nie mieliśmy sztywno określonych terminów, dzięki temu mogliśmy działać w spokoju i bez napięć. To był także projekt realizowany po godzinach, bo na co dzień pracowałam gdzie indziej. Zdjęcia do książki odbywały się w sobotnie poranki.

Czy to było największe wyzwanie? Wyszukanie dzieci, które pasują do założeń projektu?


Mieszkałam w tamtym czasie w RPA – to wyjątkowo kosmopolityczny kraj, pełen przybyszów z całego świata. Projekt stawał się coraz bardziej popularny i różne osoby podchodziły do mnie z pytaniem i propozycją: „Czy już znalazłaś dziecko z Japonii? Znam superfajnego chłopca stamtąd. Chętnie cię z nim zapoznam”. Szybko zgromadziłam grupę dzieci. Zależało mi, żeby rzeczywiście pochodziły z reprezentowanych w książce krajów. I tak też się stało. A najtrudniejsza była koordynacja kalendarzy dorosłych.  

Dzieci są niecierpliwie i zawsze w ruchu. Trudno im ustać przed kamerą lub obiektywem aparatu fotograficznego w pełnej koncentracji. Jak sobie z nimi radziłaś?


Fotografowałam jedno lub dwójkę dzieci dziennie. Dopasowywałam się do ich tempa i możliwości. Nie chciałam na nikim wywierać presji. Może raz albo dwa musieliśmy odwołać sesję z powodu gorszego samopoczucia dziecka. Chciałam, żeby wszyscy dobrze się bawili, więc absolutnie nie miałam z tym problemu. Praca nad książką była naprawdę wielką frajdą i świetną przygodą.

Vanessa Lewis z córką (fot. Michael Lewis)

Intensywnie pracujesz zawodowo i wychowujesz małe dziecko. Jak dbasz o równowagę między realizacją własnych ambicji a życiem rodzinnym? 


Działam jako wolny strzelec i niecodziennie mam pracę. Łatwiej mi więc zaplanować dzień niż komuś, kto pracuje regularnie. Potrafię się również dobrze zorganizować, a pomagają mi w tym wszelakie listy. Mam obsesję na ich punkcie. Ciągle coś spisuję. Chociaż to nie oznacza, że nie jestem spontaniczna! Gdy mam ochotę na curry, to je po prostu przyrządzam. W niedzielę planuję menu na kolejny tydzień. Dopasowuję typ dań do liczby zadań, które czekają na mnie w ciągu dnia. Uwielbiam gotowanie i nie chcę z niego rezygnować.

Czy Nina pomaga ci w kuchni?


Niekoniecznie. Bardziej interesuje ją pieczenie ciast i obserwowanie mnie – gotującej.

Teraźniejszość nie sprzyja aktywnym zawodowo rodzicom, którzy często nie mają czasu lub sił na domowe gotowanie. Jak zmotywować ich do wspólnych działań z dziećmi w kuchni?


Wiem z własnego doświadczenia, jak ważne są zasady. Ustalmy je na samym początku nowych wyzwań w domu. Na przykład taką, że wspólne gotowanie organizujemy w każdą sobotę lub w niedzielę. W dni, kiedy wszyscy są w domu i mają dla siebie więcej czasu. Niech to będzie przyjemność. Z czasem staje się rytuałem, na który czeka cała rodzina. Fajnie też uczyć dzieci od pierwszych miesięcy ich życia, ile różnorodnych smaków kryje jedzenie. Moja córka uwielbia oliwki. Odkąd skończyła trzy lata, sięga chętniej po oliwki niż cukierki. Nie zakładajmy z góry, że dzieci są za małe na próbowanie smaków. One mogą nas naprawdę zaskoczyć.

Czujemy się coraz bardziej odpowiedzialni za to, co jedzą dzieci. Otyłość – zwłaszcza tych najmłodszych – staje się problemem współczesnego świata. Jak powinna wyglądać edukacja kulinarna? 


W Nowej Zelandii w niektórych szkołach podstawowych dzieci mogą chodzić na zajęcia w ramach specjalnego programu kulinarnego „Z ogrodu na stół”. Uczniowie wspólnie uprawiają warzywa, owoce i zioła, a potem przyrządzają z nich proste potrawy. Ten program jest świetny i żałuję, że te lekcje wciąż jeszcze nie są obowiązkowe. Liczę, że ta sytuacja się niedługo zmieni, bo idee zawarte w programie warto popularyzować. Takie działania pomagają dzieciom i dorosłym zrozumieć, czym jest prawdziwe jedzenie, i jeść świadomie.  

Wakacje to doskonały moment na wprowadzanie nowych smaków i poznawanie różnych kultur także z kulinarnej perspektywy.

Co jeszcze my, jako dorośli, możemy zrobić, aby zainteresować dzieci wartościowym jedzeniem?

Wakacje to doskonały moment na wprowadzanie nowych smaków i poznawanie różnych kultur także z kulinarnej perspektywy. Nigdy dotąd ludzie nie podróżowali tak wiele. Wykorzystajmy zatem ten czas na odkrywanie lokalnych smaków. Wybierzmy się z dziećmi na targ, na który zjeżdżają się miejscowi rolnicy oraz wytwórcy, poznajmy producentów regionalnej żywności. Kosztujmy smakołyki z dziećmi i zadawajmy im pytania: jaki smak czujesz? Kwaśny, słodki czy gorzki? Nasza trójka często jeździ na wycieczki do zaprzyjaźnionych gospodarstw, aby zbierać truskawki. Dzięki takiej aktywności łatwiej przekonać dzieci do prawdziwego jedzenia. To ciekawsze niż zakupy w supermarkecie.

książka kucharska dla dzieci z przepisami kukbuka

fot. Ola i Michał Przeździk-Buczkowscy

Vanessa Lewis jest fotografką, podróżniczką i autorką książki „Śniadanka z czterech stron świata”. W jej polskojęzycznej wersji rozdział o Polsce został stworzony przez wydawnictwo KUKBUK.

Zamów książkę „Śniadanka z czterech stron świata” >>

W zawsze głodnym KUKBUK-u mamy niepohamowany apetyt na życie. Codziennie mieszamy w redakcyjnych garnkach. Kroimy teksty, sklejamy apetyczne wątki. Zanurzamy się w kulturze i smakujemy codzienność. Przysiądźcie się do wspólnego stołu i poczujcie, że w kolektywie siła!