Kukbuk
Kukbuk

Spacer po Warszawie

Mamy jedną z najbardziej zielonych stolic w Europie. Czy wiecie, komu to zawdzięczamy? Poznajcie genialną architektkę krajobrazu. Muzeum Woli poświęciło jej najnowszą wystawę.

Tekst: Małgorzata Kuciewicz, Simone De Iacobis, Natalia Budnik, Klara Czerniewska-Andryszczyk, Ewa Perlińska-Kobierzyńska

Zdjęcia: Maciek Niemojewski


Ilustracje: Natalia Budnik

Opublikowano: 15 Lipca 2021
Ten artykuł przeczytasz w mniej niż 9 minut!

Do niedawna powszechnie uważano, że w tworzeniu miasta najważniejsza jest kompozycja dróg i budynków. Architektów krajobrazu zapraszano na koniec, redukując ich rolę do „bukieciarzy”. Dziś to się zmienia. Wiedza o wyzwaniach przyszłości i katastrofa klimatyczna stawia architekturę krajobrazu na pierwszym planie. Projektowanie rozpoczyna się od topografii, wody i zieleni, czyli tzw. błękitno-zielonej infrastruktury, która zapewnia przewietrzanie i łagodzi mikroklimat. Dopiero potem wytycza się miejsca pod obiekty.

Kiedy pracowaliśmy nad konkursem dotyczącym Warszawianki – obecnie zaniedbanego, a pięknie zaprojektowanego w latach 50. terenu sportowego na warszawskim Mokotowie – w pewnym momencie zadaliśmy sobie pytanie, kto właściwie stoi za projektami zieleni w Warszawie.

Jej nazwisko często się pojawiało we wspomnieniach warszawiaków, kiedy rozmawialiśmy z nimi podczas spacerów architektonicznych. Na tyle często, że zwróciło naszą uwagę – nie znaliśmy jej z historycznych publikacji. Czasem mignęła nam wśród autorów któregoś z wybitnych budynków, gdzieś na końcu listy. Alina Scholtz.

Po dwóch latach analizowania jej dorobku mamy świadomość, jak wiele miejsc zaprojektowała, ale również jak wiele z nich jest zaniedbanych lub zostało przekształconych. Na przykład Trasa W-Z, parki na Powiślu, ogródki jordanowskie, klomby na Krakowskim Przedmieściu, osiedlowa zieleń na Sadybie…

Gdybyśmy, jakimś cudem, mogli z nią dziś porozmawiać, nie zadawalibyśmy pytań, tylko poprosilibyśmy, aby zabrała nas na bardzo długi spacer po Warszawie. Słuchalibyśmy jej opowieści; co mamy dostrzec, poczuć, czego brakuje, co ją zadziwia albo zachwyca do tego stopnia, że – używając jej określenia – „oko bieleje”. Chodźcie z nami na ten spacer. A potem na wystawę w Muzeum Woli.

Wystawę „Więcej zieleni! Projekty Aliny Scholtz” można oglądać w Muzeum Woli do 28 listopada. Kuratorki: Klara Czerniewska-Andryszczyk i Ewa Perlińska-Kobierzyńska. Zespół badawczy: Natalia Budnik, Klara Czerniewska-Andryszczyk, Grupa Projektowa Centrala (Małgorzata Kuciewicz, Simone De Iacobis), Ewa Perlińska-Kobierzyńska. Opisy miejsc zaprojektowanych przez Alinę Scholtz pochodzą z materiałów prezentowanych na wystawie.

Ogród Saski

Głównym materiałem architektonicznych krajobrazów Aliny Scholtz były drzewa. Sadziła je w geometrycznym porządku, co dawało efekt rytmu. Doskonale widać to na przykładzie ogrodu Saskiego. Ten zielony monument jest zapisem dramatycznego momentu w historii Warszawy – zburzenia pałacu Saskiego pod koniec 1944 roku. Lipy posadzone w szyku diamentowym z czasem miały odtworzyć nieistniejącą kolumnadę pałacu. Jednak Alina Scholtz nie potraktowała tego dosłownie i nie próbowała zrekonstruować brakujących elementów, tylko zaproponowała krajobrazową interpretację.

Drzewa, które ocalały, wpisała w nową siatkę nasadzeń. Równe odstępy między drzewami w parku o charakterze przechodnim powodują, że ma on bardzo rytmiczny, marszowy charakter. Odbiór przestrzeni zmienia się z czasem, ale też z każdym krokiem, bo drzewa raz ustawiają się za sobą w szeregu, by za chwilę tworzyć układ szachownicowy.

Żeby to zobaczyć, najlepiej przejść się wśród drzew w pasie zieleni między chodnikiem od strony Zachęty a fontanną. Dziś kwitnące lipy są atrakcją nie tylko dla turystów i spacerowiczów, którzy odpoczywają w ich cieniu, ale również dla pszczół, które zbierają tu nektar. Usiądźcie i posłuchajcie, jak pracują na wysokościach wśród konarów.

Centralny Park Kultury

To miał być Pałac Kultury na świeżym powietrzu. Centralny Park Kultury, którego podstawową koncepcję Scholtz opracowała w latach 1949-1950, zaplanowano na największym stoku stolicy – skarpie warszawskiej, która ciągnie się od Kanału Piaseczyńskiego do wiaduktu mostu Poniatowskiego.

Do dziś najbardziej rozpoznawalnym elementem założenia jest aleja główna (na tyłach placu Trzech Krzyży, dziś park im. Marszałka Rydza-Śmigłego) – z monumentalnymi schodami, wzdłuż których rosną kolumnowe topole. W pobliżu funkcjonowały kino, scena i czytelnia plenerowa, kręgi taneczne i kompleks fontann dla dzieci. Ulokowany na skarpie warszawskiej park wciąż tworzy korzystny mikroklimat. Gęste zadrzewienie reguluje temperaturę, oferuje cień, chłód i większe niż w innych częściach miasta nasycenie wilgocią.

Założenie miało nawiązywać do dawnych układów ogrodowych na skarpie, w których operowano tarasami i stopniami łagodzącymi stromizny. Powstały punkty, z których można obserwować Wisłę i jej brzegi. Nad samą rzeką planowano tarasowy plac pozwalający organizować wielkie widowiska związane z wodą. Już w 1946 roku Scholtz narysowała staw pod wąwozem ulicy Książęcej, by przywrócić zbiornik wodny stworzony tam w 1777 roku przez Szymona Bogumiła Zuga w ogrodzie Kazimierza Poniatowskiego „Na Książęcem”. W projekcie Parku Kultury na skrzyżowaniach alei Scholtz zaplanowała małe sadzawki. Przy ulicy Fabrycznej nakreśliła kolejne stawy (niezrealizowane). Według jej projektu powstał kanał wodny podkreślający oś gmachu Szkół Żeńskich przy Górnośląskiej, przedwojennej realizacji Romualda Gutta. Projektowała baseny, ozdobne pojniki i brodziki dziecięce. Te ostatnie możemy zobaczyć w większości ogródków jordanowskich tworzonych pod jej kierownictwem w pracowni „Zieleń” BOS.

Trasa W-Z

Jadąc z Pragi, mijamy zimozielone tło z daglezji w okolicy zoo, a następnie kulisowe nasadzenia klonów na łuku „ślimaka” nad Wisłostradą. Na wysokości pałacu Pod Blachą zielone tarasy są podkreślone tujami. Widoczne po drugiej stronie strzeliste topole kolumnowe przy dawnym lapidarium kolumny Zygmunta nawiązują do wież katedry św. Floriana. Nad nimi, na skarpie pod kościołem św. Anny, zakwitają wiosną jabłonie i grusze. Nasadzenia Scholtz zaprojektowała tak, żeby w czasie  świąt majowych na skarpie pojawiał się motyw chmur patriotycznych, czyli kompozycji z kwitnących na czerwono jabłoni i kwitnących na biało grusz.

Trasa W-Z to pierwszy w powojennej Warszawie projekt urbanistyczny, który w takim stopniu łączył elementy krajobrazowe, architektoniczne i komunikacyjne. Każdy odcinek trasy, liczącej 7 kilometrów od wiaduktu ulicy Radzymińskiej do połączenia z ulicą Wolską, wymagał dopasowania nasadzeń przyulicznych do konkretnych form architektonicznych i drogowych. Za projekt zieleni odpowiedzialne były Alina Scholtz i Maria Wyganowska.

Kronika filmowa z budowy trasy WZ >>

Tor Wyścigów Konnych na Służewcu


Krajobraz toru jest dynamiczny, odbierany różnie, zależnie od prędkości poruszania się użytkowników zmotoryzowanych, pieszych i jeźdźców. Alina Scholtz za pomocą rytmicznie nasadzanych drzew stworzyła wnętrza architektoniczne w różnych skalach usytuowane w otwartym krajobrazie. A cały projekt jest zmienną kompozycją kolorystyczną dopasowaną do kalendarza gonitw:

Pierwsza gonitwa sezonu odbywa się pod koniec kwietnia. Wjazd na teren założenia otwierają wtedy soczyście zielone dęby i intensywnie zielone kwiaty szpaleru wiązowo-klonowego. Po lewej stronie na pierwszym planie widać czerwone dęby z jesionami, głębiej – klony jawory. Ponieważ te gatunki zawiązują liście nieco później, można z tego miejsca zobaczyć rozległą, płaską przestrzeń toru. Kompozycję zamyka szpaler głogów, które kwitną intensywnie na początku maja.

• W lipcu ma miejsce najważniejsza gonitwa sezonu letniego – warszawskie derby o nagrodę prezydenta Warszawy. Przestrzeń między trybunami wypełniają drzewa dające cień i wytchnienie w gorące letnie dni. To gatunki o chłodnych barwach: klon srebrzysty z biało ubarwionymi od spodu liśćmi, klon czerwony – ze spodami niebieskawymi. Każda trybuna ma nieco odmienny charakter, choć grupy różnych gatunków drzew przechodzą subtelnie kolorystycznie jedna w drugą.

• W pierwszą niedzielę października, gdy odbywa się słynna gonitwa – Wielka Warszawska, stojąc w kolejce do kas, możemy z daleka podziwiać szkarłatnoczerwono-pomarańczowe korony dębów. Szpaler prezentuje się tym lepiej, że jest posadzony na wznoszącym się terenie, którym po schodach dojdziemy do trybun. U szczytu, przy trybunach, rosną rzędem klony jawory. Klony jawory i klony pospolite zostały też posadzone wzdłuż ścieżki do padoku reprezentacyjnego. Jesienią dęby w połączeniu z klonami tworzą przenikającą się żółto-czerwoną, prawdziwie warszawską kompozycję.

Gonitwa na zamknięcie sezonu odbywa się w połowie listopada. W zimowej odsłonie mogliśmy do niedawna podziwiać „pergolę” przy trybunie honorowej, utworzoną z wiecznie zielonych świerków. Niestety, ze względu na powtarzające się co roku susze drzewa zamarły i w 2020 roku większość z nich została wycięta. Zachowały się jednak ściany grabowych boskietów z zaschniętymi, miedzianymi liśćmi. Zimozielony akcent przy wjeździe stanowią też strzeliste jałowce, które akcentują tunele podziemne, prowadzące konie na padok.

Park Moczydło

Projektując w latach 50. i 60., razem z Marią Szczypiorską, park Moczydło na warszawskiej Woli, Alina Scholtz używała terenoplastyki. Fałda terenu pod stokiem narciarskim, stworzonym z usypiska gruzowego, nie była tylko wyniesioną krawędzią zabezpieczającą narciarzy przed zjazdem do sąsiednich stawów powstałych na nieczynnym wyrobisku gliny. Uformowana pod stokiem południowym, a więc nasłonecznionym, najszybciej topniejącym, kierowała wodę roztopową do wybrukowanej rynny terenowej zasilającej najbliższy staw. Gdy ten się wypełniał, woda przelewała się, ponad groblą, do większego stawu. W wypadku silnych opadów uchodziła dalej, znów ponad groblą, do kolejnego, mniejszego stawu, którego tafla znajduje się najniżej. Retencyjne zbiorniki przez dekady funkcjonowały w symbiozie z rozłożystym stokiem.

W 2001 roku układ wodny Moczydła został przekształcony. Obieg wody odwrócono i teraz wymusza go pompa tłocząca wodę z najniższego stawu do tego wyższego. Jedna z grobli została przekopana, powstał mostek, by przepuścić pod nim wodną kaskadę. Staw przy stoku obumiera. Nie powstają tak grube pokrywy śnieżne, by zasilać układ. Wędkarze wspominają liczne grzybienie rosnące w „pachwinie” największego stawu. Dziś lilii wodnych już nie ma.

Osiedle na Sadybie

Osiedla Sadyba I, Sadyba-Bonifacego i Sadyba-Fosy w obrębie ulic Sobieskiego, św. Bonifacego, Idzikowskiego i Powsińskiej należą do mniej znanych realizacji Haliny Skibniewskiej. Alina Scholtz zaproponowała tam oryginalne rozwiązanie: rozciągnięty wzdłuż osi północ-południe półtorakilometrowy ciąg pieszy – zielony „kręgosłup” osiedla, przy którym umiejscowiono większość szkół, przedszkoli, terenów sportowych i rekreacyjnych. Fragment tej drogi Alina Scholtz obsadziła jarzębem mącznym, by dzieci idące do szkoły jesienią cieszyły się z barwnych owoców. Zwykle w parkach sąsiadujących ze szkołami sadziła kasztanowce, dęby i jarzębiny – z myślą o uczniach, żeby mieli materiał do jesiennych zabaw, czyli budowania ludzików i zwierzątek z nasion drzew.

W południowej części osiedla utworzyła deptak otoczony brzozami, a wzdłuż fosy w północnej części zaplanowała urządzenia sportowe. Projektując przestrzenie do życia, dbała o dobrostan warszawiaków.

Chcemy wiedzieć co lubisz

Wiesz, że im więcej lajkujesz, tym fajniejsze treści ci serwujemy?

W zawsze głodnym KUKBUK-u mamy niepohamowany apetyt na życie. Codziennie mieszamy w redakcyjnych garnkach. Kroimy teksty, sklejamy apetyczne wątki. Zanurzamy się w kulturze i smakujemy codzienność. Przysiądźcie się do wspólnego stołu i poczujcie, że w kolektywie siła!

Koszyk

suma:
NaN zł
Przejdź do koszyka