Najpierw jednak odniosłeś sukces w Stanach.
Przyczynił się do tego jeden wywiad w kalifornijskim radiu, a także nieplanowana zupełnie recenzja w „San Francisco Chronicle”, w bardzo popularnej rubryce kulinarnej Soleil Ho, która nazwała tę książkę „wegetariańską krainą czarów”. I to było jak kula śnieżna, sprzedaż ruszyła z kopyta. A już zaczynałem myśleć, że rodzice mieli rację i trzeba było studiować stosunki międzynarodowe albo medycynę. Wyobraź sobie, że to była pierwsza polska wegetariańska książka kucharska w USA. Zaprezentowała naszą kuchnię w innym, lekkim wydaniu – dużo warzyw, kiszonek i twarogu.
Czym jest współczesna polska kuchnia?
To sformalizowany termin, który mówi o tożsamości. O tym, czym była kuchnia polska w pierwszych dekadach XXI wieku, będą wiedzieć historycy i socjolodzy, którzy spojrzą na nią z perspektywy czasu, dlatego w mojej ostatniej książce, „Nowe Rozkoszne”, operuję terminem „współczesne polskie gotowanie”, który jest bardziej żywy i wskazuje, co obecnie trafia na nasze talerze, co lubimy gotować. Nie mamy ochoty ani czasu, żeby codziennie jeść klasyki, na których zostaliśmy wychowani: schabowe, gołąbki czy pyzy. Raz, że to dość ciężkie jedzenie, dwa – obrobienie tego wszystkiego bardzo długo trwa, a pracujemy do późna. Sięgamy więc po składniki, z którymi dorastaliśmy – mak, twarogi, kiszonki – i przetwarzamy je na nowo, zestawiając ze składnikami, które pojawiły się w Polsce po transformacji ustrojowej. Bo z gotowaniem jest jak z językiem – nieustannie się zmienia. Kuchnia polska ma profil kwaśny, lubimy octy, jogurty, maślanki, kiszonki. W „Nowym Rozkosznym” sięgam właśnie po te produkty. Największym hitem w książce jest makaron z wędzonym twarogiem, karmelizowaną czerwoną cebulą i natką pietruszki. Do zrobienia w pół godziny, a dodatkowo ten smak trochę uderza w rodzime podniebienie – ma cudowny dymny aromat, do tego bardzo polska natka pietruszki plus upodobanie do kuchni włoskiej, czyli makaron. Lubimy w Polsce taki miszmasz. Musi być szybciej, zdrowiej, z pełnią smaku i ekscytacji.
I bardziej demokratycznie? Wszystkie te produkty można znaleźć w mniejszych niż Warszawa miejscowościach.
To nowopolskie gotowanie ma globalny wymiar, co też chciałem pokazać – sos sojowy i tahini można dostać w Dino i Biedronce, czyli najpopularniejszych sklepach w Polsce. Nasza kuchnia zawsze była mozaiką posklejaną z różnych kultur, nawet ukochany przez naród schabowy pojawił się u nas podczas zaborów, wziął się z kuchni austriackiej. Podobnie pierogi ruskie, które pochodzą z Rusi Kijowskiej, czyli terenów w dużej mierze współczesnej Ukrainy. Mamy rybę po grecku, fasolkę po bretońsku itd. Taka mozaika.
A więc to otwartość czy kompleksy, bo nie doceniamy tego, co mamy?
Może miks obydwu? Polacy we wszystkich badaniach wskazują, że najbardziej lubią kuchnię polską, ale jeszcze parę lat temu Warszawa wstydziła się pierogów, wolała sushi. Teraz pierogi znowu są ekscytującym daniem. Wydaje mi się, że to świadczy o tym, że jesteśmy już dojrzałą, ukształtowaną demokracją, która dogoniła kulturowo Zachód. Podczas zmian ustrojowych zachłysnęliśmy się produktami, których wcześniej nie było, potem przez lata eksplorowaliśmy smaki świata, szukając innego smaku, bo ten, który znaliśmy, wydawał nam się przaśny.