Kukbuk
Kukbuk
Obrusy marki Obrys – rodzina przy stole

OBRYS. Odczarowanie obrusu

Dodaj do 'Przeczytaj później'

Zamiast nudnego kawałka tkaniny twórczyni Obrysu Anna Skupińska rozkłada na stole pretekst do rozmowy.

Tekst: Mari Krystman

Zdjęcia: Beata Zięba-Zaborek / ulotnefoto.pl

Opublikowano: 12 Lipca 2019
Ten artykuł przeczytasz w mniej niż 7 minut!

W lnianej kolekcji Obrys są cztery wzory – cztery nieco osobiste opowieści. Wzór z nieregularnych kamieni jest idealny do wspólnego szukania reguł podczas czekania na posiłek, a wyrysowane naczynia z kolejnego obrusu, zebrane w myśl staropolskiego „zastaw się, a postaw się”, będą małym treningiem savoir-vivre’u przy stole. Obrus z planem Wrocławia skłoni do przyjacielskiego wodzenia po miejskich ulicach i wspólnych wypraw palcem po mapie. A „Uuups”, z jakże dobrze znanym wątkiem rozlanego wina, odczaruje nastawienie do plam i może stanie się zaczątkiem kulinarno-artystycznej historii domowej.

Obrus marki Obrys – lniana tkanina z mapą Wrocławia

Jaki był stół w twoim rodzinnym domu?

Anna Skupińska: Dom moich rodziców jest bardzo, bardzo mały, więc wspólny stół musiał stać pośrodku życia rodzinnego. Mieszkaliśmy w poznańskiej wielkiej płycie, przestrzeń była na wagę złota i w związku z tym wokół stołu intensywnie toczyło się życie, nie tylko jeśli chodzi o jedzenie. Nadal, kiedy przyjeżdżam do rodziców, jest tak, że trudno się o niego nie potknąć. Poznańska mentalność polega na tym, że przedmioty muszą być przede wszystkim praktyczne, dlatego w naszym codziennym życiu na kuchennym stole była cerata, a obrus pojawiał się na świąteczne okazje. Za to dużo wspomnień dotyczących obrusów mam z babcinego domu – post factum uświadomiłam sobie, że obrus był niecodziennym elementem. Na co dzień, będąc u siebie, trywializujemy wiele rzeczy, odkrywamy je dopiero, gdy idziemy do kogoś. Gdy odwiedzało się babcię, mniej ważne było ciasto – które piekła pyszne – od właśnie tego wykrochmalonego obrusu, który świadczył o szacunku dla gości. U babci odczuwałam niesamowity wymiar znaczenia stołu.

A jak jest ze stołem w domu, który stworzyłaś ze swoją rodziną – jest epicentrum rodzinnych działań? Domyślam się, że z dwoma małymi łobuzami obrusy nabierają autorskich wzorów i coś czuję, że zainspirowali to oni cię do projektu „Uuups.

Stół jest u nas wariantem pośrednim – wynajmujemy mieszkanie, więc nie mam stołu, który bym sobie marzyła. Jeżeli mamy w domu obiekt, który nie jest miłością naszego życia, to szukamy sobie przestrzeni, w których będzie nam trochę lepiej. U nas obrus robi dobrą robotę, bo przysłania to, co nie jest najprzyjemniejszym doznaniem dla oka. Nasz stół przede wszystkim funkcjonuje w ramach posiłków, a ważniejszy staje się wieczorem, kiedy dzieci usypiają. Ja i mój mąż bardzo lubimy ze sobą rozmawiać i mamy wielką potrzebę widzenia się, a stół pozwala siedzieć naprzeciwko, a nie obok siebie. U nas funkcjonalność stołu jest w czasie dnia, a jego wymiar komunikacyjny pojawia się, gdy synowie przestają grasować. Będąc mamą dwóch chłopców – trzyletniego i półtorarocznego – nie mogę sobie na razie pozwolić na to, by obrus leżał na stole codziennie. Musiałabym zużyć cały nakład Obrysu na swój dom! Ale myślałam o tym, by „autorskie” odbicia małych rąk wykorzystać jako wzór.

Obrus marki Obrys – rodzina przy stole

Te obrusy nie są kawałkiem przypadkowego materiału, ciętego z metra, tylko skończonym obrazem – przestrzenią, gotowym zestawem do rozmawiania.

Zaskoczyłaś mnie ideą obrusu, bo co prawda umacnia się tendencja gromadzenia się wokół zastawionego stołu, ale raczej z surowym drewnianym blatem. Tymczasem ty po cichu, zuchwale mówisz ludziom, żeby zakryli to szlachetne drewno. Skąd ten zamysł, skąd tęsknota za tkaniną?

Czuję, że to, co robię, jest ryzykowne. Muszę wykonać sporo pracy, żeby przekonać ludzi, że obrus też może być modny, że nie musi być kojarzony tylko z białą płachtą na Wigilię albo brzydkim haftem. Obrys ma dla mnie dwa wymiary. Po pierwsze skończyłam grafikę warsztatową na Uniwersytecie Artystycznym w Poznaniu – z wykształcenia jestem linorytniczką – i marzyło mi się, żeby znaleźć sobie taką przestrzeń, w której nie będę tylko najętym grafikiem, realizującym czyjąś wizję, ale przede wszystkim uratuję swoje rzemiosło. A przy okazji chciałam tworzyć obiekty, które nie będą bezużyteczne – kiedy kończyłam studia, bardzo doskwierało mi tworzenie grafik, które jedynie zdobią przestrzeń, a nie są przydatne. Szukałam takiego medium, które połączy obie moje potrzeby: korzystanie z linorytu i użytkowość. Najpierw chciałam robić wszystko ręcznie, ale okazało się, że linoryt nie przetrwał próby prania w wysokich temperaturach. Po tym procesie, który przeszłam, tworząc pierwszy wzór, doszłam do wniosku, że to, co kryje się za obrusem, stało się ważniejsze niż walka o swoje rzemiosło. Bardziej liczyła się ekscytacja tym, że można mieć obrus na stole – taki, który nie będzie kłopotliwym prezentem ślubnym i nie wyląduje w czeluściach szafy. To połączyło się z myśleniem społecznym. Przez wiele lat działałam w organizacji pozarządowej – ZHP. Zajmowałam się kształceniem dorosłych do pracy z dziećmi albo dorosłymi, którzy będą pracować z dziećmi, i to wyczuliło mnie na sposób, w jaki rozmawiamy. Jako społeczeństwo coraz bardziej potrzebujemy impulsów do rozmowy tu i teraz. Wszystkie wzory, które zaprojektowałam, tworzyłam z myślą o tym, że siada się przy stole i dostaje pierwszy zalążek do kontaktu z drugim człowiekiem. Te obrusy nie są kawałkiem przypadkowego materiału, ciętego z metra, tylko skończonym obrazem – przestrzenią, gotowym zestawem do rozmawiania. Jeśli masz piękny dębowy stół, nie kładź na nim telefonu, tylko pretekst do rozmowy.

Obrus marki Obrys rozkładany na rodzinnym stole

Wierzę, że podsuwam komuś zachętę do rozmowy, do kontaktu, do śmiechu.

Na materiał tego dobrego pretekstu wybrałaś len – gdzie powstają lniane Obrysy?


W Kamiennej Górze jest miejsce, w którym produkuje się len i drukuje się na nim cyfrowo. Później moja tkanina wędruje do obszycia we wrocławskiej szwalni. Kiedy kilka lat temu zabierałam się do tworzenia lnianych obrusów, rozbiłam się o to, że nie było technologii umożliwiającej mi nadruk na lnie. Droga od rezygnacji z linorytu do nadruków cyfrowych była dłuższa, niż sądziłam. Myślę też o obrusach z bawełny, bo len generuje u ludzi sporo lęków – z moich rozmów wynika, że chodzi o wspomnienia i traumy związane z jego prasowaniem. A ja przyznaję, że nie lubię używać żelazka – niewyprasowany lniany obrus bardziej mi się podoba.

 

Obrus marki Obrys – lekcja savoir-vivre’u przy stole

W rezultacie udało ci się zachować ten ręczny, naturalny charakter. I pięknie przekuwasz polską tradycję w obrusowe opowieści – puszczasz do nas oko, jak w przypadku staropolskiego „Zastaw się, a postaw się”. Lubisz, kiedy przy stole jest wesoło, kiedy można biesiadować?


Mam dużą potrzebę wicia gniazda, budowania życia rodzinnego. Trochę doskwiera mi to, że moi rodzice i teściowie nie mieszkają tu, we Wrocławiu – jesteśmy rozproszeni i tych okazji do wspólnego siedzenia przy stole jest mniej, niż bym chciała. Za to przy stole spotykamy się z przyjaciółmi. Nie lubię pompatyczności, kiedy wcześniej tworzyłam grafiki, lubiłam żartować z konwencji, puszczać oko do odbiorcy. Z Obrysami jest podobnie – wierzę, że podsuwam komuś zachętę do rozmowy, do kontaktu, do śmiechu. Na przykład dzięki Obrysowi z kamieniami, do którego stworzenia zainspirował mnie starszy syn zbierający żwirowe kamyki – przyniósł ich do domu tyle, że w pewnym momencie zaczęłam się im przyglądać i doszukiwać się reguł na poziomie ich formy. W to samo poszukiwanie kamieni można wspólnie zagrać przy stole.

 

Wszystkie wzory, które zaprojektowałam, tworzyłam z myślą o tym, że siada się przy stole i dostaje pierwszy zalążek do kontaktu z drugim człowiekiem.

Obrus marki Obrys – wzór w kamienie

„Kamienie” widziałabym w restauracji – liczenie i porównywanie wzorów byłoby idealne podczas czekania na posiłek! Dokąd trafiają twoje Obrysy?


Pierwsze obrusy trafiły do znajomych, część powędrowała do klientów. Teraz jestem na etapie rozmów o dystrybucji modelu z mapą Wrocławia w centrum informacji turystycznej – chciałabym przełamać stereotyp, że suwenir musi być nieużyteczny i kiczowaty. Wiem, że przede mną jeszcze gigantyczna praca, jeśli Obrys ma się rozhulać na całego, ale wierzę w mój pomysł całą sobą. Noszę też w sobie przekonanie, że nie sprzedaję obrusów, a stwarzam przestrzeń do rozmowy. Wspaniale byłoby, gdyby Obrysy inspirowały jak najwięcej osób i gdyby pomagały w byciu tu i teraz.

Obrus marki Obrys – wzór w kamienie

W zawsze głodnym KUKBUK-u mamy niepohamowany apetyt na życie. Codziennie mieszamy w redakcyjnych garnkach. Kroimy teksty, sklejamy apetyczne wątki. Zanurzamy się w kulturze i smakujemy codzienność. Przysiądźcie się do wspólnego stołu i poczujcie, że w kolektywie siła!