Kukbuk
Kukbuk

Małgosia Minta: Kiedyś robiłam bałwanki z twarogu i krokodyla z ogórka

Dodaj do 'Przeczytaj później'

Jej księgozbiór liczy ponad tysiąc książek. Wśród nich jest ta pierwsza, wyjątkowa, z której uczyła się gotować. Z niej też czerpała inspiracje do tworzenia ogórkowych krokodyli. Nam Małgosia Minta zdradza, jak książki kucharskie zmieniły jej życie.

Tekst: Laura Osęka

Zdjęcie: Magda Klimczak/ daretcocook.pl

Opublikowano: 17 Marca 2019
Ten artykuł przeczytasz w mniej niż 4 minuty!

Pierwsza książka, z której gotowałaś, to…?

– „Kuchnia pełna cudów” Marii Terlikowskiej! Prawdę mówiąc, to ta książka jest odzwierciedleniem wszystkich koszmarów prezentacji jedzenia. [śmiech] Można w niej znaleźć na przykład „regaty na liściach sałaty”, czyli połówki jajek z wetkniętymi w nie trójkątami żółtego sera, który miał udawać żagle. Ja sama, inspirując się nią, robiłam kiedyś bałwanki z twarogu i krokodyla z ogórka. [śmiech] Z drugiej strony ta książka została świetnie zrobiona graficznie, ze specyficzną kreską lat 80. Bardzo doceniam ilustracje, które zawiera. Gdybym miała stworzyć top 10 moich ukochanych książek, „Kuchnię pełną cudów” uwzględniłabym na pewno. Choćby ze względów sentymentalnych. Mam ją zresztą do dzisiaj.

Kolejną, którą lubiłam kiedyś wertować, była książka o zupach. Nie pamiętam jej tytułu, ale pamiętam, że znajdował się w niej między innymi przepis na zupę Eugenii. Tak miała na imię moja babcia, która zresztą przygotowywała swego czasu identyczne danie. Ta sytuacja stała się dla mnie i mojej rodziny źródłem wielu żartów.

Legenda głosi, że twój księgozbiór to już ponad tysiąc książek.

– To prawda! Mój zbiór jest tak duży, że musiałam podzielić go na dwa mieszkania. Dlatego część książek jest w domu mojej mamy.

Ostatnio stopniowo je indeksuję w specjalnym programie komputerowym. Pomyślałam, że to dobry pomysł po tym, jak straciłam dwie książki, z których jedna była dla mnie szczególnie cenna, „A Girl and Her Greens” April Bloomfield. Ją i tę drugą pozycję pożyczyłam znajomym. Żadna z nich do mnie nie wróciła.

Wspomniałaś o swoim top 10 książek. To spory wybór. Co wybrałabyś, gdybyś musiała wytypować tytuły do top 3 Małgosi Minty?

– Po pierwsze „Eat” Nigela Slatera, najlepiej w oryginalnej, anglojęzycznej wersji. Choć polskie tłumaczenie też jest całkiem niezłe, emocjonalny, ale pozbawiony egzaltacji sposób pisania Slatera najlepiej brzmi w jego ojczystym języku. To niewielka książeczka, a zawiera mnóstwo genialnych przepisów. Są bardzo proste! Sporo dań właściwie robi się samo. [śmiech] Zdjęcia potraw też są małe, większość jest wielkości znaczka pocztowego, a lista składników pojawia się dopiero w treści przepisu. Ta książka pokazuje, że gotowanie nie musi być wysiłkiem, że może i że powinno być przyjemnością. Naprawdę warto po nią sięgnąć.

Drugi tytuł do top 3 to „Ottolenghi” Yotama Ottolenghiego. Ta pozycja nie została wydana po polsku, za to niedawno wznowiono jej anglojęzyczne wydanie. „Ottolenghi” to książka restauracyjna, znajdziemy w niej zdjęcia i przepisy potraw znajdujących się w menu należących do autora kawiarni. Sam Yotam to osoba, która nauczyła mnie wiele w zakresie tego, co się robi z sumakiem, za’atarem czy harissą.

Na trzeciej pozycji godnej polecenia jest nie książka, a postać. To Diana Henry i wszystko, co do tej pory napisała. Henry to autorka instytucja, nietłumaczona do tej pory na język polski. A szkoda! Naprawdę niesamowite jest to, jak ona sama, jako autorka, ewoluuje w swoich książkach i jak zmienia się jej podejście do jedzenia. Diana Henry upraszcza wszystko, co można uprościć, pokazuje, jak się cieszyć tym, co jemy i gotujemy. No i wszystkie jej książki są naprawdę pięknie wydane.

A warta polecenia książka nie do końca kucharska?

– Koniecznie „Eating with the chefs” Per-Andersa Jörgensena! To szkic tego, co się dzieje w restauracjach, gdy nie ma tam gości, kto jest kim i co robi, jak wyglądają staff meale i po co w ogóle się je organizuje.

A wspomniana już przez ciebie „A Girl and Her Greens” April Bloomfield?

– Pięknie wydana ze świetnymi zdjęciami Davida Loftusa! Chociaż wegecentryczna, to nie wegetariańska, wpisuje się świetnie w trend zakładający zmniejszenie ilości mięsa w diecie i promujący szeroko rozumianą zieleninę. Autorka tej książki – April Bloomfield – zasłynęła niepokorną książką o tak zwanej piątej ćwiartce, czyli podrobach, opatrzoną nietypową okładką, na której pozowała z martwą świnią. Książką „A Girl and Her Greens” udowadnia, że gotowanie to nie tylko podroby. I że ona sama nie boi się eksperymentować i wykorzystywać darów natury w najbardziej zwariowany sposób, a przy tym stosować nietypowe dla warzyw i owoców techniki.

Małgosia Minta. Dziennikarka, miłośniczka świetnych restauracji i uczciwego jedzenia, dla których potrafi wsiąść w samolot, by lecieć w dalekie strony. Publikuje na łamach „Gazety Wyborczej”, „Wysokich Obcasów”, KUKBUK-a oraz „Vogue Polska”. O swoich kulinarnych odkryciach donosi na bieżąco na blogu mintaeats.com oraz Instagram.com/minta_eats.

W zawsze głodnym KUKBUK-u mamy niepohamowany apetyt na życie. Codziennie mieszamy w redakcyjnych garnkach. Kroimy teksty, sklejamy apetyczne wątki. Zanurzamy się w kulturze i smakujemy codzienność. Przysiądźcie się do wspólnego stołu i poczujcie, że w kolektywie siła!

Koszyk

suma:
NaN zł
Przejdź do koszyka