Kukbuk
Kukbuk

Katowice. Kopalnia smaku i dizajnu

Dodaj do 'Przeczytaj później'

Mówienie o Katowicach, że to miasto nudne i nieatrakcyjne, zdominowane przez przemysł węglowy, jest już w złym guście. To jedno z najdynamiczniej rozwijających się polskich miast, mające do zaoferowania różnorodne propozycje kulturalne i kulinarne.

Tekst: Kasia Siewko

Zdjęcia: Kasia Siewko

Opublikowano: 19 Marca 2019
Ten artykuł przeczytasz w mniej niż 9 minut!

Warto wybrać się tutaj nie tylko przy okazji festiwali muzycznych, takich jak OFF Festival czy Tauron Nowa Muzyka, ale też zaplanować weekendowy wyjazd, by przełamać stereotypy i skosztować najlepszego, co ten region ma do zaoferowania.

Dobry start. W której kolejce ustawić się po śniadanie?

Katowiczanie z pasją uczestniczą w leniwych weekendowych śniadaniach i prześcigają się w wymienianiu swoich ulubionych lokali, dzięki którym można lepiej zacząć dzień. Modelowa wycieczka po Katowicach powinna zacząć się od ikonicznego w swojej śląskości miejsca – górniczego osiedla Nikiszowiec położonego niespełna 7 kilometrów od dworca w Katowicach. To tutaj zjecie pyszne domowe śniadanie pełne masła, doskonałych wypieków i grzesznej kruszonki. Niepodzielnie królująca w regionie piekarska rodzina Michalskich prowadzi restaurację Cafe Byfyj (ul. Krawczyka 5) (po śląsku tradycyjny kuchenny kredens) na terenie najbardziej fotogenicznego osiedla w Polsce. Pomiędzy budynkami z czerwonej cegły, osmolonej przez lata wytężonej pracy pobliskiej kopalni, rozchodzi się zapach ciasta drożdżowego, przywodzący na myśl ciepło i dom. Zupełnie jakbyśmy przenieśli się pod babciny byfyj. Lęk przed glutenem i kaloriami zostawia się tutaj przed progiem. Koniecznie spróbujcie świeżych wypieków z białym twarogiem i domową konfiturą. W śniadaniowej rozgrywce jeszcze do niedawna prym wiódł Kafej (ul. Chorzowska 5) ze swoimi bajglami i wariacjami na temat jajek, jednak śniadaniowy boom i – w jego konsekwencji – wyrastające jak grzyby po deszczu nowe lokale odciążyły trochę obleganą kawiarnię-bistro w sąsiedztwie Spodka. Wegetarianie w centrum, na jednej z piękniejszych ulic Katowic znajdą swoją przystań w Botanice (ul. Sienkiewicza 27) – miejscu tworzonym z pasją, z pyszną kuchnią i niebanalnymi propozycjami śniadaniowymi, jak granochino na mleku czy wytrawne jaglanki. Nieopodal znajduje się Petit (ul. Wojewódzka 21), które dopieści wegan, mięsożerców i bezglutenowców. Różnorodne menu składa się między innymi z angielskich muffinów śniadaniowych w różnych wariantach, walijskich placków crempog, są w nim również regionalne kiełbasy i kaszanki na ciepło. Nazwa może wprowadzać w błąd, jako że w tym międzynarodowym menu Francja, bywa, stanowi mniejszość. Po prawdziwie francuskie śniadanie warto zapuścić się na urocze zielone osiedle Koszutka, gdzie od kilku lat croissanty i brioche wypieka Lokal Bakery (ul. Misjonarzy Oblatów MN 29). Tajemną wiedzę na temat kruchych maślanych wypieków właścicielka przywiozła z Francji, nauka nie poszła na marne, a katowiczanie skutecznie zostali „sfrankofonizowani”.

ŚNIADANIE W KATOWICACH

  • Cafe Byfyj

    Krawczyka 5, 40-423 Katowice

    PONIEDZIAŁEK: NIECZYNNE 
    WTOREK, ŚRODA, CZWARTEK, NIEDZIELA: 9.00-21.00
    PIĄTEK, SOBOTA: 9.00-22.00

     

  • Kafej

    Chorzowska 5, 40-121 Katowice

    PONIEDZIAŁEK - PIATEK: 8:00 - 21:00
    SOBOTA, NIEDZIELA: 
    9.00-21.00

  • Botanica

  • Petit

  • Lokal Bakery

Byfyj

Kafej

Botanica

Petit

Lokal Bakery

Tradycyjnie i z twistem

Śląski street food w najprostszej odsłonie można znaleźć pod szyldem Żurowni (ul. Ligonia 16). Niewiele jest miejsc, które z taką dumą i powodzeniem kultywują śląskie tradycje – i przyciągają nie tylko lokalsów, którym tęskno do niedzielnych klusek i rolady zapamiętanej z dzieciństwa. Przebojem lokalu jest oczywiście żur. Można go zjeść na miejscu, ale też zaopatrzyć się w słoik domowego zakwasu i podjąć własne próby w domowym zaciszu. Znajdziecie tutaj klasyki kuchni regionu: maczankę, krupniok (również w wersji wegańskiej!), bratheringi czy kulebele. Niedawno tradycyjna kuchnia wtargnęła na Nikiszowiec za sprawą stylowej i zachwycającej konsekwencją sprawnie prowadzonego konceptu Śląskiej Prohibicji (ul. Krawczyka 1). Kuchni przewodzi Magdalena Nowaczewska – zwyciężczyni piątej edycji programu „MasterChef”. Kuchnia polska i regionalna spotyka się tutaj z włoską: ser koryciński z pecorino, sucha kiełbasa własnej produkcji z krewetkami. To zdecydowanie udane i warte sprawdzenia eksperymenty. Inną hołdującą tradycji restauracją, Dzień i Noc (ul. Warszawska 5), dyryguje oddany katowickiej scenie gastronomicznej szef kuchni Marcin Czubak. Tutaj również znajdziemy rodzinne niedzielne obiady w klasycznej odsłonie, które stały się tradycją restauracji. Oprócz tego wiele mięsnych, wysokojakościowych propozycji na posiłek za dnia i przekąskę pod wieczorny koktajl. Mniej zobowiązujące i świetnie położone, bo sąsiadujące z nowoczesnym budynkiem Muzeum Śląskiego, usytuowanym na terenie niesamowitej architektonicznie Strefy Kultury, jest Moodro Bistro & Cafe (ul. Dobrowolskiego 1). Miejsce przyjazne całym rodzinom, a zwłaszcza dzieciom, gdzie podczas weekendowego spaceru można przegryźć burgera z krupniokiem.

Moodro

Kawa nie taka znowu czarna. Trzecia fala na Śląsku

Moda na wysokiej jakości kawę fair trade parzoną metodami alternatywnymi [tak zwana trzecia fala kawy – przyp. red.] nie dotyczy tylko stolic najbardziej progresywnych państw. W Katowicach działa ponad 10 kawiarni serwujących kawę, w której czuć truskawki, cytrusy, brzoskwinie… Nic dziwnego, w końcu Kafo, otworzona dziewięć lat temu w pobliskich Gliwicach (niecałe 30 kilometrów od Katowic), była jedną z pierwszych kawiarni specialty w Polsce, a tym samym stała się prekursorem nurtu. Kultura kawowa jest w Katowicach bardzo silna. Organizuje się tutaj dni i targi kawy, cuppingi, zawody baristów. Mimo wielu miejsc z dobrą kawą powstają kolejne lokale znanych kawiarni. Tak działa Synergia Dobre Miejsce, która z powodzeniem serwuje kawę w trzech lokalizacjach (ul. Opolska 18, ul. Andrzeja 29, ul. Sokolska 34). Stawia na jakość kawy i serwowanych posiłków, a także na edukację w temacie kawy i trzeciej fali. Drugim lokalem mogą się pochwalić również #bezcukru (al. Korfantego 6, ul. Wawelska 1) oraz 3 Siostry (ul. św. Stanisława 8, ul. Bogucicka 6). W pierwszej kawiarni oprócz przelewu, świetnego gęstego espresso, a latem cold brew zjecie pyszne ciasta, w drugiej do kawy warto wziąć ciepłego bajgla.

Synergia

Synergia

3 siostry

Katowice pizzą stoją. Silesia – małe Włochy

Choć kilka lat temu za sprawą pewnego utworu muzycznego Instagramem wstrząsnął hasztag #katowicenielizbona, to jeśli już kojarzyć region z innym miejscem w Europie, najbliżej byłoby Ślązakom do Włochów z południa. Z pewnością nie za sprawą węglowych tradycji i industrialnej architektury, ale temperamentu. Ślązacy są głośni w mowie, ekspresyjni w gestykulacji, nade wszystko bezpośredni. W tradycyjnych śląskich domach głową rodziny była oma-nonna – władająca w kuchni babcia. Są to oczywiście wysoce posunięte przypuszczenia i próby znalezienia cech wspólnych, które mogłyby wytłumaczyć wyjątkowe zamiłowanie katowiczan do iście włoskiej pizzy. Wszystko zaczęło się od Len Arte (ul. Mariacka 25) – pizzerii, która zaanektowała część imprezowej ulicy Mariackiej. Próżno tam szukać łagodzącej kaca pizzy z napuchniętymi brzegami i zdecydowanie za dużą ilością sera. Len Arte od początku miała jasną politykę – nie proś o ketchup ani nie zamawiaj pizzy pół na pół. Podajemy po włosku i basta. Jak widać, opłaciło się, lokal działa od kilku lat i ma rzesze miłośników zarówno w Katowicach, jak i w całej Polsce. Latem zwłaszcza w okolicach festiwali muzycznych znalezienie stolika graniczy z cudem. Przemek Błaszczyk, szef kuchni odpowiedzialny za wiele udanych konceptów kulinarnych w regionie, wpadł kilka lat temu na pomysł sezonowej kuchni w samym sercu najbardziej zielonego miejsca Katowic – Doliny Trzech Stawów. Położona na skraju miasta w pobliżu Lasu Murckowskiego, jest dobrze skomunikowana z centrum. Można tu dojechać autobusem numer 110, a najlepiej rowerem. W Sezo’novo (ul. Francuska 180) można poczuć się jak na urlopie na działce. Niespieszny klimat, wakacyjna atmosfera i pizza z pieca. Ze względu na tymczasowość lokalu (otwarty tylko w sezonie letnim) i jego niesłabnącą popularność Przemek Błaszczyk, by ukoić roniących łzy z tęsknoty za latem i pizzą z Trzech Stawów, otworzył w centrum Katowic włoską restaurację NOVO (ul. Warszawska 15). Zamiast w warunkach polowych – z ceratą w kratę i zapachem mokrej ziemi – możemy zjeść włoski placek w niezwykle atrakcyjnym wnętrzu, w towarzystwie prosecco musującego w kieliszku. Całe szczęście Sezo’novo powróci, a nowe miejsce zaowocowało nową, fantastyczną kartą, poszerzającą temat kuchni włoskiej o podroby, mortadellę, arancini i owoce morza

Sezonovo

Sezonovo

Corbusier, czerwone okiennice i dizajn, czyli co robić w Katowicach między posiłkami

Katowicom wraz ze schyłkiem górnictwa przyjdzie zmierzyć się z walką o nową tożsamość. Abstrahując od programów gospodarczych, próbujących odpowiedzieć na obawy względem bliskiej przyszłości bez węgla, miasto pisze się na nowo całkiem nieźle. Od momentu nadania mu tytułu Miasta Muzyki UNESCO Katowice bardziej liczą się na międzynarodowej scenie muzycznej. Zorganizowano tu targi światowej muzyki WOMEX, całkiem niedawno przyznawano na scenie NOSPR-u Fryderyki. Z drugiej strony Katowice aspirują – w duecie z Gliwicami – do tego, by zostać mekką branży IT. To różnorodne, patchworkowe miasto ma przed sobą długą drogę, by stać się atrakcyjne dla mieszkańców, ale jest na ostatniej prostej, by z powodzeniem ściągać turystów, zwłaszcza tych zainteresowanych industrialem i turystyką alternatywną. Poza malowniczym Nikiszowcem warto odwiedzić teren Porcelany Śląskiej. W centrum – udać się szlakiem katowickiej moderny, a także przyjrzeć się brutalistycznym projektom na modłę Corbusiera, takim jak maszyna do mieszkania – Superjednostka (al. Korfantego), blokom mieszkalnym – „kukurydzom” na osiedlu Tysiąclecia czy „gwiazdom” na osiedlu o tej samej nazwie. W ostatnich latach w świadomości mieszkańców, zwłaszcza młodego pokolenia, dla których Śląsk przestał być nieszczególnym powodem do dumy, zaszła kolosalna zmiana, co odbiło się na dizajnie i kreatywnym wytwórstwie. Powstało Gryfnie (ul. Andrzeja 8) – marka, która śląską godkę przenosi na T-shirty i gadżety. Icoalyou to studio projektowe produkujące biżuterię z dodatkiem węgla. Sadza Soap wytwarza przyjazne dla skóry naturalne kosmetyki z dobroczynnym węglem aktywnym w składzie. Zjedz Sobie to słodkie przewodniki po mieście i regionie z kluczowymi obiektami w formie czekoladek. W sklepach takich jak Geszeft (ul. Morcinka 23) czy Biksa (pl. Miarki 1) zaopatrzycie się w piękne wydawnictwa, wyroby polskich projektantów i zamienicie kilka słów z zaangażowanymi w życie regionu księgarzami aktywistami.

Inne warte sprawdzenia adresy kulinarne i nie tylko:

Prodiż Bistro (ul. Porcelanowa 23) – pyszne lunche, prosta i smaczna kuchnia z dobrym winem. Warto odwiedzić to miejsce latem dla uroczego ogródka w cieniu industrialnych budynków dawnej Porcelany Śląskiej.

Souvlaki Bar (ul. Francuska 2) – koncept właścicieli kultowego Len Arte, tym razem z kuchnią grecką.

Złoty Osioł (ul. Mariacka 1) – evergreen wszystkich wegetarian. Takiego stosunku ilości i jakości do ceny próżno szukać w promieniu wielu kilometrów.

Upojeni (ul. św. Jana 10) – miejsce na drinki i kraftowe piwo z tapas i smaczną kuchnią.

Istne Lody Rzemieślnicze (ul. Mariacka Tylna 7) – najlepsze lody w mieście. Poza sezonem Istne serwują burgery lodowe.

W zawsze głodnym KUKBUK-u mamy niepohamowany apetyt na życie. Codziennie mieszamy w redakcyjnych garnkach. Kroimy teksty, sklejamy apetyczne wątki. Zanurzamy się w kulturze i smakujemy codzienność. Przysiądźcie się do wspólnego stołu i poczujcie, że w kolektywie siła!