Kukbuk
Kukbuk

Kastylia i León. Wina z przeszłości

Stuletnie krzewy i rzadkie odmiany winorośli, mikroklimat i historie o powrotach na ziemie przodków – sprawdzamy, co sprawia, że wina z Kastylii i León smakują tak wyjątkowo.

Tekst: Julia Zabrodzka

Zdjęcia: Julia Zabrodzka

Opublikowano: 23 Września 2022
Ten artykuł przeczytasz w mniej niż 13 minut!

Z czego najbardziej słynie prowincja Zamora? – pyta ktoś z grupy dziennikarzy z całego świata, z którymi zwiedzam region. Właśnie rozpoczęliśmy wyjazd szlakiem lokalnych win i próbujemy pierwszego z nich. Odpowiedź jest prosta: vino de Toro, czyli wino z regionu Toro. To stamtąd pochodził dominikanin Diego de Deza, który wsparł Krzysztofa Kolumba podczas rozmów z Królami Katolickimi o sfinansowaniu wyprawy za ocean. Zapewne to za sprawą tego duchownego wina z Toro trafiły na statki Kolumba i dziś uznaje się, że były pierwszymi, które dotarły do Ameryki. Toro jest więc najsłynniejszym zamorańskim DOP, denominación de origen protegida, czyli regionem z chronioną nazwą pochodzenia. Kosztujemy go, nasz dalszy szlak jednak prowadzi przez mniej znane ziemie, dla nas równie zaskakujące, jak dla genueńskiego żeglarza Atlantyk.

Zamora należy do wspólnoty autonomicznej Kastylia i León w zachodniej Hiszpanii, która dla większości turystów pozostaje terra incognita. Jedynym popularnym miastem tego regionu jest tętniąca studenckim życiem Salamanca. Położona na północ od niej Zamora, choć pełna romańskich kościołów, nie cieszy się takim zainteresowaniem. Może dlatego region prócz pięknych miast stawia na enoturystykę. W celu jej promocji powstają stowarzyszenia nazwane Rutas del Vino, czyli Szlaki Wina. W Kastylii i León jest ich 9 spośród 34 zarejestrowanych w całej Hiszpanii. My udamy się w podróż po trzech z nich: Ruta del Vino de Zamora, Ruta del Vino Arribes i Ruta del Vino Sierra de Francia.

Winnice w regionie Tierra del Vino

Degustacja wina Tradición w winnicy Viñas del Cénit

Powrót do korzeni

To najbardziej zaskakujące wino, ale też najbardziej tradycyjne – mówi Ana Belén Hernández z Bodega Viñas del Cénit i nalewa nam do kieliszków jasnoczerwony trunek. Stoimy w szczerym polu, pośród niewysokich krzewów winorośli, w gminie Villanueva de Campeán, zamieszkałej przez raptem 140 osób. – Czasami nie ma nic bardziej rewolucyjnego niż powrót do korzeni – dodaje nieco filozoficznie Ana. Wino, którego za chwilę spróbujemy, powstało z różnych szczepów winogron – i białych, i czerwonych, uprawianych razem i zbieranych jednocześnie.

Reklama

Ana tłumaczy, że tak robili miejscowi jeszcze 100 lat temu: owoce różnych szczepów zbiera się ręcznie, a następnie tradycyjnie depcze. – Nikt się nie zastanawiał, co z czym łączyć. Wino powstawało bez przepisu, sin receta – podkreśla. To sprawiało, że każdy rocznik był inny, a każdy winiarz potrafił rozpoznać swoje wyroby. Powrót do tego podejścia nie był ani prosty, ani oczywisty. Jeszcze niedawno prawo, w trosce o jakość regionalnego produktu, nie pozwalało na takie ekstrawagancje. Dziś jednak możemy spróbować jedynego w swoim rodzaju wina o znaczącej nazwie Tradición, czyli Tradycja.

Bodega Viñas del Cénit

Zamora słynie z romańskich kościołów i obchodów Wielkiego Tygodnia. Figury uczestników procesji stoją przy Iglesia de San Juan

Liliana Fernández Pérez i José Manuel Beneitez López w winnicy odziedziczonej po dziadku

Wino jak od dziadka

José swoją maleńką winnicę odziedziczył po dziadku jakiś czas po tym, jak jego ojciec zakończył wielopokoleniową tradycję i przestał produkować wino. – W latach sześćdziesiątych wielu młodych wyjeżdżało z prowincji za pracą. Zostawali tylko starsi – tłumaczy decyzję ojca. On się urodził i wychował w stolicy, z dala od zamorańskich winnic. W końcu jednak wraz z żoną Lilianą postanowili wrócić i zająć się schedą po dziadku. Zanim rozpoczęli romantyczną przygodę z porzuconą winnicą, chcieli jak najwięcej się nauczyć. Zrezygnowali z wygodnego życia w Madrycie i z dwiema córeczkami ruszyli w świat. Pracowali w winnicach w Australii, Kalifornii i Portugalii. – Gdy podjęliśmy decyzję, krewni łapali się za głowę – wspomina José. Dziś mają swój projekt winiarski El Hato y El Garabato i kilka hektarów winnic.

Reklama

Słynny romański most w Zamorze, zbudowany w XII w.

Ta parcela ma raptem hektar. I trzech właścicieli – oprowadza nas po jednej z nich José. – Dziadek produkował wino dla siebie. Dziś nazwalibyśmy je clarete, chociaż o słabej mocy. Sadził różne odmiany obok siebie, owoce zbierał razem i ze wszystkiego robił wino. A tylko na tym skrawku ziemi rośnie chyba z piętnaście szczepów winorośli – opowiada. Historia dziadka natchnęła go do stworzenia wina w tym samym stylu. Podobieństwo do trunku z Viñas del Cénit nie jest przypadkowe – José pracuje tam jako enolog. – Produkcja własnego wina brzmi romantycznie, ale w rzeczywistości, by utrzymać swoją winnicę, muszę mieć pełnoetatową pracę gdzie indziej – opowiada. Pokazuje przy tym obandażowany kikut u prawej dłoni. – To właśnie tam straciłem palec – mówi. Jak widać, filmowe życie ma też swoje ciemne strony, a praca w winnicy nie zawsze przypomina bajkę.

El Hato y El Garabato

Malownicza miejscowość Fermoselle

Brama wjazdowa do posiadłości Hacienda Zorita

W poszukiwaniu nut

Kolejna degustacja czeka nas w eleganckiej posiadłości Hacienda Zorita, kilka kilometrów od Fermoselle. – Pierwszy zmysł, jaki uruchamiamy przy ocenie wina, to wzrok – mówi Mariana i zaprasza nas na krótkie warsztaty enologiczne. Siedzimy przy stole z podświetlonym blatem, który ułatwia ocenę barwy, przejrzystości i struktury trunku. Zanim przejdziemy do wąchania, Mariana rozdaje nam maleńkie flakoniki i każe rozpoznawać poszczególne nuty zapachowe.

Warsztaty winiarskie w Hacienda Zorita

Później spróbujemy odnaleźć je w winie. Mnie trafia się flakonik z aromatem miodu, którego bez podpowiedzi nie umiem jednak do niczego przypisać. Na koniec próbujemy zawartości kieliszków, pozwalając winu rozlać się po języku i podniebieniu. Choć jest smaczne, a warsztaty ciekawe, z przyjemnością opuszczam ciemną, elegancką salę do degustacji i wychodzę na zewnątrz. Zachwyca mnie widok cyprysowej alei i ciągnących się niemal po horyzont winnic okalających posiadłość.

Hacienda Zorita

Mogarraz słynie z portretów mieszkańców namalowanych przez Florencia Maíllo na elewacjach tutejszych domów

Winiarz, Agustín Maíllo, przed swoim sklepem z winami w Mogarraz

Tradycje na małą skalę

Najbardziej wysuniętym na południe szlakiem winnym w Kastylii i León jest Ruta del Vino Sierra de Francia. W niezwykłym, zabytkowym miasteczku Mogarraz wita nas Rubén, szef lokalnego stowarzyszenia. – W 2020 roku otrzymaliśmy nagrodę dla najlepszego Destino Enoturístico Sostenible y Responsable [destynacji enoturystycznej prowadzonej z uwzględnieniem odpowiedzialnego i zrównoważonego rozwoju] – chwali się na wstępie. Historia winnic w Sierra de Francia przypomina tę z okolic Zamory. Tu także miejscowi przez wieki wyrabiali wino głównie na własny użytek, chociaż działała też prężna spółdzielnia.

Maleńkie porcje papas meneás, pure z ziemniaków z wędzoną papryką i boczkiem, podane podczas degustacji wina La Zorra

Niestety, w latach 60. XX wieku zmuszeni do emigracji za chlebem mieszkańcy porzucili winnice przodków, a spółdzielnia przestała istnieć. Szczęśliwie tu również przetrwały przynajmniej kilkudziesięcioletnie krzewy winorośli, których przez kilka dekad nikt nie uprawiał. – To nasz skarb. Z takich roślin uzyskuje się mniej wina, ale znacznie lepszej jakości – wyjaśnia Rubén. – Krzewy mają dłuższe korzenie i absorbują więcej minerałów – tłumaczy. Miejscowi wracają więc dziś do tradycji przodków, ale stawiają na produkcję ekskluzywnych win na małą skalę. Wyjątkowe są też tutejsze odmiany, niespotykane nigdzie indziej. – Lokalne gatunki to czerwone i białe rufete, a także aragonez, miejscowa wersja tempranillo, i calabrez, czyli garnacha zaadaptowana do naszego klimatu – opowiada Agustín, winiarz i właściciel sklepu La Zorra.

La Zorra

Ulica w Mogarraz

Lokalne dziedzictwo

Mogarraz leży w Sierra de Francia, górach nazwanych tak ze względu na mieszkańców, którzy niegdyś przybyli tu zza Pirenejów. Łańcuch należy do rezerwatu biosfery UNESCO Sierras de Béjar y Francia. Z miasteczka rozciągają się przepiękne widoki na lasy i starasowane, porośnięte winoroślą zbocza. Ostatnim punktem naszej podróży po Kastylii i León jest właśnie jedna z owych winnic, prowadzona przez Ambrosia, którego wszyscy nazywają Bosim. – Tarasy pochodzą jeszcze z czasów rzymskich. – Bosi wskazuje na skąpane w słońcu zbocze. I dodaje – choć w tej chwili trudno nam w jego słowa uwierzyć – że to deszczowy region, ale pada tu tylko w niektórych porach roku. To właśnie tutejszy mikroklimat sprawił, że popularne gdzie indziej tempranillo czy garnacha przekształciły się w lokalne odmiany. A my możemy napić się wina z delikatnych winogron rufete blanco. Z butelki z numerem 704 – jednej z zaledwie 972 wyprodukowanych w 2017 roku. Trudno o bardziej lokalne przeżycie i smak.

Przeczytaj również:

Chcemy wiedzieć co lubisz

Wiesz, że im więcej lajkujesz, tym fajniejsze treści ci serwujemy?

W zawsze głodnym KUKBUK-u mamy niepohamowany apetyt na życie. Codziennie mieszamy w redakcyjnych garnkach. Kroimy teksty, sklejamy apetyczne wątki. Zanurzamy się w kulturze i smakujemy codzienność. Przysiądźcie się do wspólnego stołu i poczujcie, że w kolektywie siła!

Plansza informacyjna PFR

Koszyk