Kukbuk
Kukbuk

Areta Szpura: Instrukcja obsługi przyszłości

O tym, dlaczego, chcąc uratować świat, powinniśmy się troszczyć nie tylko o środowisko, ale i o siebie nawzajem, a także o tym, jak pomóc planecie i nie zwariować, mówi nam Areta Szpura, aktywistka i autorka książki „Instrukcja obsługi przyszłości”.

Tekst: Ada Michalak

Zdjęcia: Michaela Metesová / Bulletproof Warsaw

Opublikowano: 5 Maja 2022
Ten artykuł przeczytasz w mniej niż 17 minut!

Zasłynęła jako influencerka i współzałożycielka kultowej marki modowej. Dziś jej codzienność wygląda zupełnie inaczej – zmieniła kierunek swoich zainteresowań i działań, odcięła się od świata fast fashion i poświęca się aktywnemu działaniu na rzecz ratowania planety. Swoimi radami, ekologicznym stylem życia i wartościami dzieli się nie tylko w internecie – do księgarń właśnie trafiła „Instrukcja obsługi przyszłości”, kontynuacja jej pierwszej książki, „Jak uratować świat? Czyli co dobrego możesz zrobić dla planety” >>     

W najnowszej publikacji Areta stara się oswoić czytelnika z konsekwencjami zmieniającego się klimatu, skupiając się na poszukiwaniu rozwiązań, które realnie mogą wpłynąć na przyszłość Ziemi. W rozmowach z ośmioma ekspertami, wśród których są między innymi Mirosław Proppé (WWF Polska), Jan Mencwel (Miasto Jest Nasze), profesor Bolesław Rok (Akademia Leona Koźmińskiego, Forum Odpowiedzialnego Biznesu) czy Marianna Kłosińska (Fundacja Bullerbyn), przekazuje merytoryczną i popartą badaniami naukowymi wiedzę, pomagającą odnaleźć się w gąszczu informacji i fake newsów. Mobilizuje do działania, walki o przyszłość Ziemi i stania się ekobohaterem, choćby lokalnie, ale też podnosi na duchu osoby mające trudności z akceptacją tego, w jakim kierunku zmienia się świat. Mimo że – jak przyznaje autorka – „dilowanie z końcem świata bywa bardzo obciążające”, nie poddaje się, a wręcz przeciwnie, angażuje w coraz to nowsze inicjatywy.   

Z Aretą Szpurą rozmawiamy o tym, jak połączyć działania jednostkowe z systemowymi, a także jak wartościowe i przyszłościowe jest inwestowanie w społeczność i współpracę.   

„Instrukcja obsługi przyszłości” – brzmi naprawdę konkretnie. Czy kiedy zabierałaś się do pisania tej książki, od razu myślałaś, że najlepiej poinstruują nas eksperci z różnych dziedzin?

Początkowym planem była kontynuacja mojej poprzedniej książki, ale tymczasem mój pogląd na świat się zmienił. W pandemii nie mogłam mówić „nie używajcie jednorazowych maseczek”, chodziło przecież o nasze życie i zdrowie. Czułam, że mój przekaz został zmieciony z powierzchni ziemi. Brakowało mi wizji przyszłości, która byłaby i realna, i pozytywna. Zaczęłam więc szukać ludzi, którzy na co dzień zajmują się właśnie taką tematyką.   

Według jakiego klucza dobierałaś rozmówców?     

Każdy z moich rozmówców jest specjalistą w swojej dziedzinie – to było jednym z najważniejszych kryteriów.  Dobierałam ich różnie. Niektórych znałam od początku mojej aktywistycznej drogi, a z innymi nigdy wcześniej nie miałam okazji rozmawiać, co też okazało się bardzo cenne. W rozmowach przemycamy wartościową wiedzę, a dodatkowo – po każdym rozdziale – zebrana została lista źródeł: stron internetowych i książek, które dotyczą danego tematu. Jeśli kogoś zainteresuje konkretny problem, nie zostanie z niczym. Będzie mógł go zgłębiać. A dzięki temu zacząć działać.   

Książkę kierujesz do czytelników już zaangażowanych w proekologiczne działania czy raczej tych, którzy chcą coś zmienić, ale nie do końca wiedzą jak?     

Myślę, że jest ona kolejnym krokiem w edukacji – zwłaszcza dla tych, którzy się zastanawiają, czy jako jednostki mogą zrobić więcej. Nie ma w niej już dywagowania nad tym, czy zmiany klimatu są, czy ich nie ma, czy trzeba używać wielorazowych butelek i segregować śmieci. Od kiedy wyszła moja pierwsza książka, świadomość ekologiczna społeczeństwa bardzo się zmieniła. Jednocześnie chcemy wiedzieć więcej – sama chciałam się wielu rzeczy dowiedzieć, dlatego nowa książka porusza tak różne tematy. Liczę na to, że każdy znajdzie w niej coś dla siebie – nowe informacje czy ciekawostki.  

Zacznijmy mówić o bezpieczeństwie danych, elektrośmieciach i problemie, jaki generują. Wtedy być może wywrzemy nacisk na wielkie korporacje i zmusimy je do działania

Czy któraś z tych rozmów może się okazać szczególnie pomocna w kontekście tego, co możemy zrobić dla środowiska tu i teraz?     

Na pewno najbardziej praktyczny jest rozdział dotyczący technologii. Moja rozmówczyni, Asia Murzyn, doradczyni technologiczna, projektantka systemowa, strateżka przyszłości i inicjatorka Radicalzz, czyli ruchu zrzeszonego z Instytutem Ekologii Cyfrowej, mówi między innymi o naszym analfabetyzmie w komunikowaniu się z maszynami w ich języku, będącym w tym momencie językiem dominującym – bo każdy z nas ma telefon i komputer. Nie chodzi oczywiście o to, by każdy nauczył się kodować, ale powinniśmy więcej myśleć o bezpieczeństwie w sieci, kwestionowaniu i sprawdzaniu informacji. W świecie technologii wciąż jesteśmy na etapie, który pozwala na zmianę. Zacznijmy mówić o bezpieczeństwie danych, elektrośmieciach i problemie, jaki generują. Wtedy być może wywrzemy nacisk na wielkie korporacje i zmusimy je do działania.   

Zmianę najlepiej zacząć od siebie i podejmować konkretne działania we własnym życiu czy raczej wymagać zmian systemowych od państwa czy korporacji?    

Kiedy zaczniemy od strony systemowej, to prawdopodobnie bardzo szybko natrafimy na ścianę – nie zmienimy nagle ludzi, którzy są wyżej w hierarchii i mają większą decyzyjność. I trzeba się z tym pogodzić. Warto być empatycznym nawet wobec tych, których poglądy wydają się absurdalne. Musimy pomału drążyć skałę i próbować wykorzystywać argumenty z różnych stron, ale też mierzyć siły na zamiary. Nie zmuszać się do niczego, bo to nie jest krótki spacer – to jest maraton. Pamiętajmy, że działanie jednostek też jest wspaniałe – daje poczucie sprawczości i mobilizuje do zmian. Według mnie działania indywidualne i globalne powinny się uzupełniać. Bojkot konsumencki w nawiązaniu do działań wojennych Rosji pokazał, że działanie jednostek może prowadzić do większej zmiany – w tym wypadku wycofania się wielkich korporacji z rynku rosyjskiego

Młodzi ludzie mają ten problem, że muszą jakoś zaplanować swoją przyszłość, a jak to zrobić, kiedy z tyłu głowy tkwi groźba końca świata?

Jak się nie zniechęcić i wciąż wierzyć, że – być może powoli, ale na pewno – dotrzemy do mety?    

Znaleźć swoje miejsce. Temat zmian klimatu się pojawił i nie zniknie. On zostanie z nami na zawsze, musimy się więc nauczyć z nim żyć.  Młodzi ludzie mają ten problem, że muszą jakoś zaplanować swoją przyszłość, a jak to zrobić, kiedy z tyłu głowy tkwi groźba końca świata? Trzeba się nauczyć, jak się w tej sytuacji odnaleźć. Dla mnie istotne jest, by nie porzucać tego, co lubimy, w czym jesteśmy dobrzy i co daje nam siłę. To bardzo ważne, by pomagać, ale jednocześnie robić swoje. Nadzieją napełnia mnie to, że czuję, że nadchodzi przełom, w którym zredefiniujemy świat, że odchodzimy od kapitalizmu, inwestujemy w społeczność i współpracę – kooperatywy, spółdzielnie, ogrody społeczne i inne inicjatywy, które ludzie podejmują razem. Uczymy się na błędach przeszłych pokoleń, wyzbywamy się silnej potrzeby posiadania na rzecz kolektywnego stylu życia.   

A czy damy radę to zrobić sami, bez wsparcia polityków, którzy w naszym imieniu decydują o tym, jak wygląda świat?    

Ja widzę, że spojrzenie polityki na kwestie ekologii powoli się zmienia. Jeszcze trzy lata temu rządzący mówili, że mamy węgla na 200 lat. Teraz się zorientowali, że tak nie mogą mówić i zmienili narrację. To powolna i oporna zmiana, ale ona zachodzi. W kampaniach poprzedzających ostatnie wybory temat ekologii był dość często poruszany. Mam nadzieję, że teraz będzie widoczny jeszcze bardziej. Pamiętajmy o tym, że na poziomie indywidualnym mamy wyborczą sprawczość, którą możemy przenieść na odpowiedniego reprezentanta, i o tym, że ekologia i dbanie o środowisko to powinny być tematy apolityczne. Dobrze jest też wyrobić w sobie nawyk rozliczania polityków z tego, co obiecują w kampaniach. Warto – i ja teraz tak właśnie postępuję – zacząć od dialogu z polityką na poziomie lokalnym, samorządowym.Współpracuję z urzędem Pragi-Południa i działam lokalnie. Dało mi to trochę ulgi i bardzo dużo siły. To niesamowicie mobilizuje i cieszy, szczególnie, że „dilowanie” z końcem świata bywa obciążające – choćby dlatego, że być może nigdy nie zobaczę finiszu tego, nad czym tak ciężko pracuję.   

Na ile jesteś w tych działaniach optymistyczna?     

Kiedyś byłam bardziej. Im dłużej w tym siedzę i widzę, jak złożony to temat, tym jest trudniej. Wiemy przecież, co musimy robić, a wciąż się te rzeczy nie dzieją – głównie na poziomie firm i rządów. Na przykład kiedyś czułam, że mamy jeszcze 5-10 lat, aby ograniczyć emisję CO2. Dziś już wiemy, że powinniśmy działać szybciej. Niełatwo było mi się pogodzić z tym, że dzień dzisiejszy jest może najlepszym, w jakim przyszło nam żyć, bo niebawem może zabraknąć wody, jedzenia. Trudno jest doceniać tu i teraz, a jednocześnie myśleć o przyszłości w najróżniejszych aspektach – od posiadania dzieci po inwestycje czy to, jak wykorzystujemy czas. Staram się jednak wierzyć w wizję zmiany, bo ona pomaga mi wstawać rano z łóżka. Gdybym przestała, popadłabym w bardzo zły stan. Pod tym względem moje działania aktywistyczne czy książka są trochę egoistyczne, bo szukając wiedzy i pomysłów, starałam się sobie samej dać nadzieję. A to, co pomogło mnie, może też pomóc innym.   

Pandemia i wojna w Ukrainie pokazały, że w chwili kryzysu jesteśmy w stanie działać inaczej.    

Liczę, że kiedy będzie naprawdę źle ze względu na kryzys klimatyczny, również zmobilizujemy się do szybkiego wspólnego działania. Kiedy jakaś tragedia budzi nas z konsumpcyjnego transu, nagle stajemy się innymi ludźmi, dzielimy się z innymi tym, co mamy, by pomóc.   

Wspólne działanie to jeden z elementów twojego świata idealnego? Jak on by wyglądał?     

Nie byłoby „ja”, tylko „my”. Wreszcie byśmy zrozumieli, że dobro drugiego człowieka jest też naszym dobrem. To brzmi abstrakcyjnie, ale jest uniwersalne. Oczywiście – super, jeśli będziemy używać mniej plastiku, ale dopóki nie będziemy się starali być mili, wyrozumiali czy pomocni, niewiele się zmieni. Powinniśmy znaleźć jako ludzkość cel, przestać być jedynie konsumpcjonistami. Marzę, abyśmy nie musieli mieć wszystkiego więcej, szybciej, lepiej, a stawiali na relacje z drugim człowiekiem i docenianie tego, co mamy. Ważne, by nastąpiło przewartościowanie, które zostanie z nami na stałe, a nie będzie się pojawiało wyłącznie w złych sytuacjach. Kiedy znajdziemy odpowiedź na pytanie, po co i dlaczego chcemy ratować świat, będzie nam łatwiej działać. Moja książka jest pewnego rodzaju mapą, na której każdy może narysować własny plan na przyszłość. Wierzę, że kiedy się to zrobi, pomoże to każdemu z osobna wykształcić wizję tego, co i jak powinniśmy zrobić, aby ratować świat jako ludzkość.

Przeczytaj również:

Chcemy wiedzieć co lubisz

Wiesz, że im więcej lajkujesz, tym fajniejsze treści ci serwujemy?

W zawsze głodnym KUKBUK-u mamy niepohamowany apetyt na życie. Codziennie mieszamy w redakcyjnych garnkach. Kroimy teksty, sklejamy apetyczne wątki. Zanurzamy się w kulturze i smakujemy codzienność. Przysiądźcie się do wspólnego stołu i poczujcie, że w kolektywie siła!

Plansza informacyjna PFR

Koszyk