Kukbuk
Kukbuk

Musisz mieć ukończone 18 lat, aby korzystać z tej treści.

Czy jesteś pełnoletni?

#2016challenge – jakie drinki były modne dziesięć lat temu?

Na fali popularności internetowego trendu #2016challenge postanowiłam sprawdzić, co było modne w branży barmańskiej dekadę temu.

Dziennikarka i redaktorka związana z magazynem "Ferment. Pismo o winie". Współpracuje z portalem "Słówka. Magazyn o języku", prowadzi zajęcia na warszawskim SWPS.

Tekst: Inka Wrońska

fot. M.S. Meeuwesen / Unsplash

Ten artykuł przeczytasz w mniej niż 4 minuty!

Amerykański barman i autor książek o koktajlach, Jeffrey Morgenthaler, na początku roku 2016 postulował „powrót do dobrego smaku”. „Uważam bowiem za wielką porażkę sytuację, gdy w barze siedzi pełno ludzi, a każdy tylko wącha swojego drinka, podziwia go, robi mu zdjęcie i po cichu publikuje je na Instagramie”. Drinki „nadające się do picia” miały być, według Morgenthalera, podstawowym trendem w branży barmańskiej w roku 2016. Czy tak się stało?

Pod koniec 2016 roku, dokładnie 6 grudnia, portal Cocktails and Bars opublikował podsumowanie 12 minionych miesięcy. Oto niektóre z trendów obecnych w amerykańskiej i szerzej: światowej branży barmańskiej równo przed dekadą.

fot. Ambitious Studio/Rick Barrett / Unsplash

Drinki o niskiej zawartości alkoholu

Nazywane także „reverse cocktails” – czyli takie o przestawionych proporcjach. Jeśli w klasycznej wersji drinka dominuje np. wódka lub gin, to w reverse coctails w przewadze jest alkohol słabszy, za to bardziej aromatyczny. Np. proporcje Reverse Martini wynoszą 5 części wytrawnego wermutu do jednej części ginu, a Reverse Manhattan to 2:1 wermutu do whisky. Takie drinki zwróciły uwagę sommelierów i restauratorów – jako słabsze były po prostu bardziej „food friendly”.

fot. Sara Canonici / Unsplash

Renesans wermutu

Rok 2015 przyniósł wzrost zainteresowania ginem – nic więc dziwnego, że w roku kolejnym, czyli 2016, uwaga konsumentów i barmanów skierowała się ku drugiemu ze składników klasycznego koktajlu Martini. Dziesięć lat temu słowo wermut odmieniano więc w barach przez wszystkie przypadki. Obok wersji klasycznych (słodki czerwony, wytrawny biały i słodki biały) popularne stały się wersje: złota (d’oro) i różowa (rosato). Modni konsumenci żądali od barmanów wermutów rzemieślniczych, najlepiej wytwarzanych w małych manufakturach aragońskich i leżakujących w starych beczkach po amontillado; zamawiali nie tylko drinki z dodatkiem tego alkoholu, ale także lekko schłodzony wermut solo lub tylko z odrobiną wody i plasterkiem cytryny.

fot. Bhuwan Bansal / Unsplash

Drinki z kranu

Ta wciąż jeszcze gdzieniegdzie pokutująca moda zaczęła się właśnie 10 lat temu, w 2016 roku. W barach „na kranach”, obok piwa czy frizzante, pojawiły się wtedy gotowe drinki, np. Aperol Spritz, Mojito czy Moscow Mule. Trend ten to zło w czystej postaci i można go przyrównać chyba tylko do trampek na obcasie. Mam nadzieję, że odejdzie w zapomnienie – niech mu ziemia lekką będzie.

fot. Rinck Content Studio / Unsplash

„Zdrowe” drinki

Zaskakujący pomysł rodem z Sydney (hedonistic yet health conscious cocktails) miał prawdopodobnie na celu rozszerzenie niszy okupowanej do tej pory właściwie tylko przez Krwawą Mary. Chodziło o drinki z mega zdrowych składników – spirulina, seler naciowy, kombucza, jarmuż – z dodatkiem ekologicznie uprawianych ziół i przypraw, słodzone wyłącznie naturalnymi słodzikami, np. miodem, stewią, syropem z agawy bądź klonowym – ale jak najbardziej alkoholowe, najczęściej z wódką albo ginem. Innymi słowy – coś dla entuzjastów zdrowego odżywiania (a dokładniej: zdrowej diety płynnej). Modna stała się wówczas np. wytrawna wersja Bellini (z purée z selera naciowego zamiast brzoskwini) czy Bunny Mary z sokiem z marchewki. Trend ten, jeśli nawet zaistniał w świadomości modnych konsumentów, był chwilowy, czemu nawet trudno się dziwić – „zdrowe” drinki miały po prostu gorszy smak, a ich zdrowotne korzyści też były mocno dyskusyjne.

fot. Dogu Tuncer / Unsplash

Łączenie drinków z jedzeniem

Coraz więcej restauracji zaczęło oferować – obok karty win – także kartę drinków, równie dobrze jak wino, a czasami nawet lepiej, podkreślających smak jedzenia. Uważam to za super pomysł – doskonale, że ten trend się przyjął, choćby dlatego, że koktajle oferują znacznie szersze spektrum smaków niż wina, a co za tym idzie – łatwiej dobrać je do dowolnej potrawy.

fot. Chris Reyem / Unsplash

Rezygnacja z plastikowych słomek

W roku 2016 trend na świadomą rezygnację z plastiku w barach dopiero raczkował, a plastikowe słomki do drinków były na porządku dziennym – ale już wtedy coraz więcej szanujących się, będących w awangardzie lokali świadomie rezygnowało z plastiku, wprowadzając w zamian wielorazowe słomki metalowe lub szklane albo jednorazowe papierowe. W 2016 roku dopiero zaczynało to być modne,  ale już wkrótce stało się poważnym trendem. W dwa lata później, w roku 2018, brytyjska królowa Elżbieta II wprowadziła zakaz używania plastikowych butelek i słomek na terenie wszystkich swoich posiadłości. Strukturom Unii Europejskiej zajęło to więcej czasu – dyrektywa zakazująca wprowadzania do obrotu m.in. plastikowych słomek i mieszadełek do napojów funkcjonuje od 3 lipca 2021.

Interesuje Cię świat wina i innych alkoholi? Dołącz do naszego newslettera KUKBUK Spirits i regularnie otrzymuj najciekawsze wywiady, artykuły i przepisy prosto do swojej skrzynki.

Chcemy wiedzieć co lubisz

Wiesz, że im więcej lajkujesz, tym fajniejsze treści ci serwujemy?

Koszyk