Kukbuk
Kukbuk

Z koła garncarskiego

Jeszcze jakiś czas temu uznawano ją za przeżytek. Ulepione z niej kubki stały najwyżej w rustykalnej kuchni ciotki artystki, a gliniane chaty rozpadały się na krańcach wsi. Dziś zajmują się nią naukowcy, budowlańcy, artyści.

Absolwentka Wydziału Architektury Wnętrz warszawskiej ASP. 33 lata, przez wiele lat współpracowała z magazynami wnętrzarskimi, gdzie aranżowała wnętrza i stylizowała plany do sesji zdjęciowych. Współtworzyła feministyczny magazyn G’rls ROOM. Miłośniczka rękodzieła i stała bywalczyni wszelkich warsztatów angażujących ręce i myśli. Uwielbia lato, sukienki i gołe nogi.

Tekst: Magdalena Olszewska

Zdjęcia: dinnershow.studio

Opublikowano: 30 Września 2021
Ten artykuł przeczytasz w mniej niż 2 minuty!

Od niedawna znów lepi się z niej domy i używa jej do produkcji materiałów budowlanych. Choć na rynku ma sporą konkurencję, to jej dostępność i naturalne właściwości pozostają niezmienne. Magazynuje ciepło, wchłania i oddaje wilgoć, dbając o zdrowy klimat we wnętrzu. Do tego nie zanieczyszcza środowiska. Materiał od zawsze zero waste.

Wykonane z niej naczynia utrzymują przyjemnie chłodną temperaturę wody. Najlepszym przykładem jest hiszpańskie naczynie botijo – napełnione wodą i wystawione na słońce, schładza wodę, działając na zasadzie parownika. Co więcej, gliniane pojemniki chronią jedzenie przed utratą świeżości. W glinianych naczyniach, podobnie jak dziś, nie tylko przechowywano, ale i przetwarzano żywność. Przygotowywano w nich kiszonki, alkohole, a także dania na ciepło. Składniki pieczone w marokańskim tażinie czy garnku rzymskim mają idealną soczystość i aromat. Bez dodatku tłuszczu składniki dania powoli przenikają się smakami. Właśnie w glinie tkwi ich sekret.

Jest nie tylko trwała, ale i uniwersalna, przez co znajduje zastosowanie na wielu polach. Kiedyś kanadyjscy Indianie zabierali w podróż kulki ulepione z gliny, by odkażać nimi wodę przed wypiciem. Współcześnie sprawdza się w kosmetyce, a nawet bywa spożywana zdrowotnie, w określonych dawkach.

Wiele zalet tego materiału jest znanych od tysiącleci, a ceramiczne artefakty wciąż należą do najczęstszych wykopalisk archeologicznych. Dawniej służyły przede wszystkim do przechowywania wody i jedzenia, chociaż na starych naczyniach można znaleźć też ślady tkanin, roślin czy linii papilarnych. Na ich podstawie można określić nie tylko czas, ale i zwyczaje społeczności, która zamieszkiwała badany teren.

Reklama

Praktykowane dziś sposoby formowania i wypalania gliny nie zmieniły się znacznie na przestrzeni tysiącleci, ale w przeszłości cały proces był bardziej skomplikowany. Na początku należało pozyskać dobrej jakości surowiec, a następnie oczyścić go z korzonków, kamyków i innych elementów gleby. Niektórzy wytwórcy oceniali glinę, próbując jej w ustach – rozcierali na języku, między zębami, by sprawdzić, czy jest odpowiednio tłusta i czysta. Bo różni ją skład, a więc i możliwości wykorzystania, zależnie od miejsca pochodzenia.

Zanim wynaleziono koło garncarskie, glinę formowano na dwa sposoby. Jednym z nich było równoległe nakładanie i łączenie zrolowanych warstw, jedna po drugiej, albo zwyczajne formowanie glinianej masy w dłoni. Dla wzmocnienia gliny dodawano do niej piasek i skalne kruszywa. Koło garncarskie dawało idealny kształt, przez co i lepszą jakość. Równej grubości naczynia dokładniej się wypalają i są trwalsze.

Ciąg dalszy artykułu przeczytasz w najnowszym wydaniu kwartalnika KUKBUK >>

Chcemy wiedzieć co lubisz

Wiesz, że im więcej lajkujesz, tym fajniejsze treści ci serwujemy?

Koszyk