Kukbuk
Kukbuk

Krakowski Makaroniarz i smażone jabłka w cieście

Dodaj do 'Przeczytaj później'

Pisałem już o tym, że w listopadzie zaczyna się sezon na cytrusy. Dzieje się tak na Sycylii. I choć chciałbym widzieć całą Italię jako pomarańczowo- cytrynowe królestwo, to prawda jest nieco bardziej skomplikowana.

Specjalista w zakresie kuchni śródziemnomorskich, dziennikarz kulinarny, podróżnik, fotograf. Publikuje w magazynie Czas Wina, Kukbuk, Podróże i w Twoim Stylu. Współpracuje z portalem Wirtualna Polska.  Pisze, gotuje i karmi, prowadzi warsztaty kulinarne oraz organizuje wyjątkowe kolacje degustacyjne. Jego pierwsza książka „Italia do zjedzenia” została nagrodzona Nagrodą Magellana 2018 oraz nominowana do Gourmand World Cookbook Awards. Aktualnie kończy prace nad drugą książką tym razem poświęconą Portugalii i jej kuchni.

Tekst: Bartek Kieżun

Zdjęcia: Bartek Kieżun
Grafika: Magda Pilaczyńska

Opublikowano: 20 Listopada 2018
Ten artykuł przeczytasz w mniej niż 3 minuty!

Z uporem maniaka na spotkaniach autorskich związanych z moją książką – „Italia do zjedzenia” – opowiadam, że chciałem pokazać kuchnię włoską nie jako odzwierciedlenie mitu makaronowo-pizzowego, ale jako prawdziwy i skomplikowany byt, na który składają się liczne kuchnie regionalne, bogate i różne od siebie. Bardzo bym bowiem chciał, żeby moi rodacy jedli pizzę w Neapolu, owoce morza na wybrzeżu, w Toskanii pili sangiovese, a do Genui pojechali na pesto. I to nie dlatego, że mam zapędy dyktatorskie (które oczywiście mam!), ale po to, by naturalne stało się dla nich lokalno-regionalne podejście, jakie do kuchni mają we Włoszech. Owocuje ono tym, że chianti pije się gdzieś między Florencją a Sieną, a nie wszędzie, bo to nie ma sensu. Na Sycylii czy Sardynii na przykład nie ma wina zwanego chianti, i to wcale nie dlatego, że to wyspy, po prostu nie rośnie tam sangiovese, główny szczep, z którego powstaje to wino. Chciałbym też, by oparłszy się na wiedzy nabytej z książek, artykułów czy audycji radiowych, rodacy wykształcili w sobie słuszne przekonanie, że najlepsza włoska bazylia rośnie w okolicach Genui i dlatego to właśnie tam wymyślono pesto, co pociąga za sobą konieczność skosztowania go w tym rejonie, a nie na przykład w Wenecji.

Florencja, Krakowski Makaroniarz

Italia ciągnie się z północy na południe wzdłuż górskiego garbu i jak mówią niektórzy (polecam książkę „Włosi” Johna Hoopera), większość Włochów to górale, a reszta to marynarze. Z Katanii, gdzie rosną pomarańcze, do Bolzano, gdzie sadzi się jabłonie, są dokładnie 1474 kilometry, a po drodze zmienia się wszystko. Najbardziej klimat.

jabłka, Krakowski Makaroniarz, jabłka w cieście

Dlatego cała moja podnieta związana z cytrusami to zaledwie połowa prawdy, bo na północy w tym samym czasie główną rolę odgrywają właśnie jabłka. Z tego powodu w niedzielne południe postanowiłem wypróbować północny przepis na frittelle di mele i zajadając podwójną porcję (w końcu była niedziela), przypomniałem sobie, że identyczne robiła mi babcia, kiedy byłem mały. A nie była jako żywo ani Włoszką, ani góralką, ale skoro Włosi mówią, że przepis jest z Tyrolu, to nie będę się kłócił!

Smażone jabłka w cieście, Krakowski Makaroniarz, Jabłka

Frittelle di mele

Składniki:

  • woda 125 ml
  • mleko 125 ml
  • jajko "zerówka" 1 sztuka
  • mąka pszenna 125 g
  • proszek do pieczenia 1 łyżeczka
  • sól szczypta
  • cukier 1 łyżka
  • jabłko 5 sztuk
  • olej arachidowy do smażenia
  • cukier puder do podania
  • miód według uznania

Przygotowanie:

Do miski wlewamy wodę i mleko. Dodajemy rozkłócone jajko, mieszamy. Wrzucamy wszystkie suche składniki, mieszamy dokładnie. Ciasto odstawiamy na godzinę w chłodne miejsce. W tym czasie obieramy jabłka, kroimy je w plasterki grubości 1 centymetra, wycinamy gniazda nasienne. Kawałki owoców obtaczamy w cieście i smażymy w głębokim tłuszczu – na złoto. Włosi mówią, że najlepszy jest arachidowy, ale rzepakowy też da radę – dodaję ja. Odsączamy jabłka na papierowym ręczniku i podajemy z odrobiną cukru pudru lub miodu.

PS

Na zimno też są niezłe.

 

W zawsze głodnym KUKBUK-u mamy niepohamowany apetyt na życie. Codziennie mieszamy w redakcyjnych garnkach. Kroimy teksty, sklejamy apetyczne wątki. Zanurzamy się w kulturze i smakujemy codzienność. Przysiądźcie się do wspólnego stołu i poczujcie, że w kolektywie siła!

Koszyk

suma:
NaN zł
Przejdź do koszyka