Kukbuk
Kukbuk

Kuchnia, która uczy życia. Dom na Pradze pomaga wyjątkowym dzieciom

Dodaj do 'Przeczytaj później'

Dom mieści się na Pradze, na Omulewskiej. Czuć tu ciepło, takie zwykłe, ludzkie. I życiową energię, jaką wnoszą dzieci. Dom się im odwdzięcza, dając im poczucie bezpieczeństwa i atmosferę, której brakuje w ich rodzinach.

Tekst: Małgorzata Gołota

Zdjęcia: Zuza Rożek

Opublikowano: 22 Grudnia 2018
Ten artykuł przeczytasz w mniej niż 11 minut!

— U nas najważniejsze rzeczy zwykle mówi się w kuchni — Zosia Radziwiłł opowiada o fundacji, która uczy dzieci dobrego życia.

Dla Zosi fundacja to dom. Nie może myśleć inaczej. Już jako dziecko, z mamą i dwójką rodzeństwa, pomagała potrzebującym. Dziś Zosia też pomaga, pracuje w fundacji na pełen etat.

Mama to Joanna, Joanna Radziwiłł, której imię nosi fundacja. Joanna pomaga już od prawie trzydziestu lat. Najpierw jako wolontariuszka, potem członek rady, dyrektor i prezes Fundacji Św. Jana Jerozolimskiego. A potem, ramię w ramię z Magdaleną Kryńską, równie zaprawioną w pomaganiu potrzebującym, jako współzałożycielka Fundacji Joanny Radziwiłł Opiekuńcze Skrzydła. Joanna i Magdalena to właśnie dwa filary fundacji, w której dziś jesteśmy. Choć one same podkreślają, że we dwie nie zdziałałby wiele – bez darczyńców, zaangażowanych ambasadorów, przyjaciół, wsparcia zaprzyjaźnionych firm, Dom Fundacji nie miałby szans na przetrwanie. Dlatego jego drzwi są zawsze otwarte nie tylko dla tych, którzy pomocy potrzebują, ale i dla tych, którzy pomoc chcą zaoferować.

Dom na Omulewskiej

Dom mieści się na Pradze, na Omulewskiej. Czuć tu ciepło, takie zwykłe, ludzkie. I życiową energię, jaką wnoszą dzieci. Jest ich ponad trzydzieścioro — młodsi w domu św. Mikołaja, starsi w domu św. Pawła. Niektórzy do domu przychodzą codziennie, latami, aż staną się dorośli, niektórzy przychodzą nawet wtedy, kiedy już dorosną. Odwiedzić, pogadać, pobyć.

Zosia: – Nasza fundacja to dom, który chce być drugą szansą dla rodzin, nie do końca radzących sobie z dziećmi wychowawczo. Takich, które nie są w stanie, czasem mimo najlepszych chęci, zapewnić dziecku przestrzeni do swobodnego rozwoju. Czasem to kwestia braku odpowiednich wzorców, czasem uzależnień, z jakimi borykają się rodzice, czasem tylko problemów materialnych. Nie chcemy jednak zastępować rodziny, chcemy ją tylko skutecznie uzupełniać.

Dlatego fundacja działa na zasadach domu dziennego. Dzieci tu nie mieszkają, nie nocują. Spędzają tu wolny czas, po lekcjach.

 

Pierwsza do domu przychodzi Kasia — wulkan energii i pomysłów, koordynatorka programu Wielki Talerz, fundraiserka. Niedługo potem zjawiają się wychowawcy – Monika i Łukasz. Czekają na podopiecznych, którzy zaczynają schodzić się około 13.00. Mikołaje i Pawłowcy – tak tu o nich mówią – mają swoje oddzielne pokoje. Kolorowe, jasne i przestronne. Można tu odrobić lekcje, pobawić się, poczytać, pograć na pianinie, pogadać z kimś. Można robić wszystko to, co normalnie robi się w domu po szkole. Dzieci zresztą właśnie tak to miejsce traktują, jak dom. Kiedy je odwiedzamy, ścigają się, biegając po schodach w tę i z powrotem. Dziewczynki opowiadają Monice o istocie działania Hatchimalsów. 10-letni Piotrek gra na pianinie. Jest zdenerwowany, mocno uderza palcami w klawisze. Dopiero kiedy emocje opadają, dźwięki łagodnieją.

Wieczorami dzieci nie bardzo chcą stąd wychodzić, choć nie zawsze jest przecież miło i słodko. Kiedy pewne granice zostają przekroczone, wychowawcy wyciągają wobec dzieci konsekwencje. Gdy na Omulewskiej słychać wulgaryzmy, gdy ktoś próbuje coś ukraść albo kiedy dochodzi do rękoczynów, wtedy odbywa się wielkie zebranie i wszyscy wiedzą, że to właśnie na nim konsekwencje przybierają realny kształt. Na wielkim zebraniu są wszyscy pracownicy fundacji – sześć osób, z których każda jest pedagogiem – i wspólnie zastanawiają się jak ten jeden konkretny problem rozwiązać. Czasem, gdy taka decyzja naprawdę jest konieczna, dziecko zostaje zawieszone w swoim członkostwie i przez kilka dni nie może zjawiać się w fundacji. Częściej kończy się na przeprosinach i naprawieniu szkody, jeżeli taka zaistniała.

W ramach Fundacji Joanny Radziwiłł Opiekuńcze Skrzydła funkcjonują dwa „domy” dla dzieci:

1. Dom św. Mikołaja:

Dom Św. Mikołaja otacza opieką 15 dzieci w wieku 7-12 lat, pochodzących z ubogich i dysfunkcyjnych, praskich rodzin. Ideą domu Św. Mikołaja jest wyrównywanie szans edukacyjnych, wychowawczych, emocjonalnych i społecznych. Stworzyliśmy dla dzieci Dom, w którym mogą czuć się bezpieczne i szczęśliwe, odkrywają pasje i zainteresowania, uczą się różnych form spędzania wolnego czasu, nadrabiają zaległości rozwojowe, podwyższają swoją samoocenę. Dzięki stworzeniu ciepłej i domowej atmosfery oraz codziennym wsparciu wykwalifikowanych pedagogów dzieci zyskują pewność siebie, oraz wiarę w swoje możliwości. Dom Św. Mikołaja oczekuje na swoich domowników codziennie od poniedziałku do piątku w godzinach 13:00- 19:00.

2. Dom św. Pawła:

Dom Pawła jest domem dla 18 młodzieży od 12 roku życia. Ideą domu jest stworzenie bezpiecznego, domowego zacisza, w którym nasza młodzież rozwija się, poznaje świat, odkrywa siebie, nawiązuje przyjaźnie między sobą, wolontariuszami i wychowawcami. Młodzież uczestniczy w rajdach rowerowych, biwakach, wyprawach wspinaczkowych, kajakowych, spotkaniach filmowych, zajęciach edukacyjnych, jak również codziennie dba o dom i potrafi samodzielnie przygotować obiad dla całej drużyny Pawłowców. Owocem ciepła, przyjaźni i życzliwości pedagogów oraz konsekwentnego oddziaływania wychowawczego są wielkie zmiany naszych podopiecznych w ich funkcjonowaniu społecznym: młodzież staje się coraz bardziej samodzielna, ufna, otwarta oraz przepełniona pasją i zainteresowaniami.

Uczestnikami Domu Pawła jest młodzież, która wcześniej była pod opieką Domu Św. Mikołaja. Dom Pawła oczekuje na swoich domowników codziennie od poniedziałku do piątku w godzinach 13:00-19:00.

Lodówka musi być pełna

Obiady gotuje Magda, ale tylko formalnie robi to sama. Dzieci chętnie jej pomagają, podjadając przy tym, co się da. Jak w domu. Magda też czuje się tu jak w domu. Sama jest wychowanką fundacji.

Dożywianie to jeden z najważniejszych celów fundacji, która realizuje program Wielki Talerz. Programem objęte są dzieci w wieku od 7 do 19 lat. Fundacja zapewnia im codzienną opiekę obejmującą działania wychowawcze, edukacyjne, społeczne i kulturalne. Dba, aby dzieci odnalazły poczucie bezpieczeństwa i zaakceptowały siebie. Dlatego to kuchnia w domu na Omulewskiej zajmuje szczególne miejsce. Tu obiad dla dzieci to coś więcej niż zaspokojony głód. To zapach domu, ciepła i bezpieczeństwa. To także obowiązki – po posiłku trzeba przecież posprzątać. W końcu to niekończące się rozmowy, o szkole, o życiu, o uczuciach, także tych smutnych.

– Nasze dzieci mówią czasem, że nie chcą żyć – przyznaje Zosia. – To dla nas najdobitniejszy sygnał, że pomoc jest im niezwykle potrzebna. Nie lekceważymy go nigdy. Dzieci dużo nam mówią i bardzo to doceniamy, bo dzięki temu możemy lepiej pomagać. Wśród naszych podopiecznych jest chłopiec, którego rodzice są uzależnieni od alkoholu. W pewnym momencie tak bardzo przestali się nim zajmować, że zamieszkał u kolegi. Wstydził się mówić o tym w szkole. Nam w końcu powiedział, bo widział kontrast pomiędzy życiem jego rodziców a tym, jak żyjemy w naszym domu. Widział, że można inaczej, że alkohol to nie jest norma. Dziś ten chłopiec i jego młodszy brat są w domu dziecka, ale ich rodzice starają się i bardzo chcą ich odzyskać.

Każdy może pomóc! Zobacz, co trzeba zrobić, by przyłączyć się do programu Wielki Talerz w Fundacji Joanny Radziwiłł Opiekuńcze Skrzydła:

Jakie są koszty opiekowania się jednym dzieckiem?
Wystarczy 96 zł miesięcznie, by zapewnić jednemu dziecku pyszny, domowy obiad. Codziennie potrzebujemy 30 obiadów, miesięcznie wydajemy ich aż 600, a rocznie 8820. Udział w programie trwa minimum rok.

Wpłaty można dokonywać konto: Alior Bank PL36 2490 0005 0000 4500 4510 9483 BIC/SWIFT : ALBPPLPW

Jak przystąpić do programu Wielki Talerz?
Jeśli chcesz zapewnić dziecku posiłek, zadzwoń do nas tel. (22) 610 28 55 lub wyślij e-mail: wielkitalerz@fundacjajoannyradziwill.pl .

Wielki Talerz to program, którego celem – oprócz dożywiania – jest też wpajanie dzieciom szacunku do jedzenia, nauka podstaw ekologii, gotowania i zasad panujących we wspólnocie stołu.

To, co ważne

Na Omulewskiej wszyscy wiedzą, co jest najważniejsze. Nawet dzieci. To motywacja i pozytywne wzorce. Motywacja to na przykład fajna wycieczka, na którą można jechać za dobre stopnie na koniec roku. A wzorce? To te, których dostarczają wychowawcy. Te, które pokazują, że można się nawet pokłócić grzecznie, można nie przeklinać przy byle okazji, można pić herbatę zamiast piwa, można rozmawiać nawet o najtrudniejszych emocjach i często się przytulać. I te, które dowodzą, że każdy z nas jest inny i tak samo godny szacunku.

– Chcemy troszczyć się nie tylko o dzieci, ale i o dorosłych – mówi Zosia. – Dlatego ruszamy z programem Tandem Mentoring 55+. To pilotaż działań opartych o partnerską relację dwóch pokoleń. Do projektu zapraszamy osoby powyżej 55 roku życia, które chciałyby podzielić się swoją pasją, zainteresowaniami, wolnym czasem, z młodszym pokoleniem, na zasadzie regularnych spotkań 1 na 1: osoba 55+ i dziecko w wieku 8-13 lat. Wierzymy, że obie strony na takiej relacji mogą dużo zyskać. Dzieci znajdą w starszych autorytety, starsi poczują, że ich wiedza i oni sami wciąż są potrzebni. Wsparcie proponujemy też mamom naszych podopiecznych. Pracując z rodzinami, lepiej możemy pomóc dzieciom.

Zdarza się, że do zmiany na lepsze niewiele potrzeba. Tak, jak to było m.in. z 22-letnim dziś Mateuszem. Do domu, jeszcze tego prowadzonego u św. Jana, trafił, gdy miał 10 lat. Nie do końca radził sobie z tym, że musi szybko się usamodzielnić, sam zapewniać sobie wyżywienie. A potem, dzięki wsparciu pedagogów z fundacji, rozwinął się wspaniale. Jako nastolatek sprzedawał ubrania na bazarze przy Namysłowskiej, pracował jako menadżer w prowadzonej przy fundacji kawiarni charytatywnej. Szybko musiał sam zacząć się utrzymywać. Matury ostatecznie nie zdał, studiów też nie skończył, ale ambicji nie stracił. Jakiś czas temu poświęcił cały rok na naukę grafiki komputerowej. Uczył się sam, w domu. Dziś – jak grafik – pracuje w w jednej z największych agencji PR w kraju.

– Wiesz, co najlepiej pokazuje nasz cel? – pyta Zosia. I zaraz odpowiada: – Wystawa „Poza skrzydłami”, jaką przygotował niedawno Piotr VASCO Wasikowski. To fotograficzne kadry z codziennego życia dzieci z warszawskiego Grochowa i Pragi, naszych podopiecznych: Klaudii, Mileny, Zosi, Piotrka, Igora, Patryka, Oskara, Kacpra, Alicji, Wiktorii, Klementyny i Wiktora. To miejsca, w których upływałyby dzieciom dni, gdyby nie przychodziły do nas, charakterystyczne dla prawobrzeżnej Warszawy podwórka, opuszczone domy, ulice, klatki schodowe kamienic.

Matka Joanna

– Czy to nie wyczerpuje? To nieustanne pomaganie? – pytam Joannę Radziwiłł, która dołącza do nas w salonie na Omulewskiej. – Oczywiście, że wyczerpuje! Dlatego trzeba o siebie dbać, ja na przykład rano byłam na basenie – uśmiecha się i opowiada o swoim mistrzu – Wiktorze, życiowym partnerze, który dba o to, by w pomaganiu się nie zatraciła, by znajdowała czas dla siebie, o rodzicach, którzy bardzo troszczyli się o innych i tego samego ją nauczyli, o dzieciach, których zawsze chciała mieć dużo. I o tym, że podopiecznych fundacji zawsze traktowała tak samo, jak swoje rodzone dzieci – godnie. I o Magdzie Kryńskiej, szalonej realistce, bez której ona sama, szalona optymistka, nie dałaby sobie z tworzeniem fundacji rady.

– Nie miała pani nigdy potrzeby zmiany? Nie czuła, że chciałaby pójść w inną stronę? Choćby na próbę?

– Nie, jestem stworzona do tego, co robię. Odnajduję się w mojej codzienności. Staram się szanować innych i prosić o to, żeby mnie szanowano. Dawać poczucie bezpieczeństwa i tego samego oczekiwać. Rozwijać się i dawać możliwości rozwoju. I to się mi, nam wszystkim, chyba udaje. Bo młodzież, która wychodzi z fundacji, wyrasta na fajnych ludzi, mimo nie zawsze fajnego startu. I często do nas wraca, wpada w odwiedziny. Niezbyt często, ale wystarczająco, byśmy wzajemnie wiedzieli, co u nas słychać. To mi wystarczy, jak każdej matce.

Jeśli chcecie wesprzeć Fundację Joanny Radziwiłł Opiekuńcze Skrzydła przekażcie im swój 1%.

W zawsze głodnym KUKBUK-u mamy niepohamowany apetyt na życie. Codziennie mieszamy w redakcyjnych garnkach. Kroimy teksty, sklejamy apetyczne wątki. Zanurzamy się w kulturze i smakujemy codzienność. Przysiądźcie się do wspólnego stołu i poczujcie, że w kolektywie siła!