Kukbuk
Kukbuk

Zapach nostalgii. Aromaty przenoszą nas w czasie

Dodaj do 'Przeczytaj później'

Zmysł węchu kształtuje się w naszym mózgu jako pierwszy. A w dorosłym życiu potrafi, jak żaden inny, przywoływać wspomnienia. O to, dlaczego zapachy oddziałują na nas tak intensywnie, zapytaliśmy trenerkę zapachową i senselierkę, Martę Siembab.

Tekst: Magda Malicka

Rozmawiała: Magda Malicka


Zdjęcie główne: Unsplash.com / rawpixel

Opublikowano: 21 Września 2018
Ten artykuł przeczytasz w mniej niż 6 minut!

Zapach często przywołuje wspomnienia. 

Nasz układ nerwowy jest wprost stworzony do przechowywania wspomnień zapachowych! Węch jest pierwszym zmysłem, jaki rozwija się w naszym mózgu. Jesteśmy w stanie odbierać zapachy już od trzeciego miesiąca życia płodowego – przez kontakt z płynem owodniowym matki, w którym znajdują się zawarte w jej pożywieniu substancje odpowiedzialne za powstawanie wrażenia zapachu. Płód rejestruje ich obecność i – mówiąc w skrócie – odbiera je jako zapachy. I już wtedy nasz mózg zaczyna uczyć się emocjonalnych reakcji na aromaty – odruchowo nie ufamy tym nieznanym, jednak z każdą ekspozycją na dany zapach, rośnie w nas tolerancja na niego. A jeśli jego odczuwaniu towarzyszy silna emocja, w mózgu tworzy się emocjonalno-zapachowy ślad pamięciowy. 

Co się dzieje, kiedy w późniejszym życiu mamy do czynienia z tym zapachem?

Mózg automatycznie wyrzuca wtedy związaną z nim najsilniejszą zapamiętaną emocję – i tu dochodzimy do kwestii babcinej szarlotki. Ponieważ pieczeniu czy jedzeniu szarlotki u babci zwykle towarzyszą pozytywne uczucia, większość z nas przeżywa je ponownie za każdym razem, gdy czuje jabłka i cynamon. Jeśli jednak mieliśmy nieszczęście mieć babcię, która podczas pieczenia wyzywała nas od łamag i karciła za rozsypywanie mąki po blacie, na zapach tego samego ciasta będziemy reagowali tymi samymi przykrymi emocjami, które wtedy przeżywaliśmy. 

Zapach może więc wywołać zupełnie inną reakcję w każdym z nas.

Dokładnie. Podam inny przykład. Zapach szamponu kasztanowego nie jest tak powszechny jak aromat szarlotki, nie robi na nas wrażenia. A jednak u mojego kolegi to właśnie ten aromat wywołuje bardzo intensywną reakcję emocjonalną. To dlatego, że takim szamponem myła włosy jego pierwsza miłość i z nim kojarzy pierwsze zmysłowe spotkanie z pierwiastkiem kobiecości, jakim był taniec na szkolnej zabawie – dziewczyna oparła głowę na jego ramieniu i zapach jej włosów wsiąkł w jego umysł razem z całą ekscytacją towarzyszącą pierwszemu zauroczeniu. 

Wszelkie intensywne uczucia, a także wrażenia płynące z innych zmysłów, na przykład dźwięki, temperatura, dotyk, przypływają do nas w momencie, w którym pojawi się zapisany wcześniej w pamięci zapach towarzyszący kiedyś tym wrażeniom. U mnie zapach ciepłego krowiego mleka wywołuje jednocześnie odczucie chłodu pod stopami i wyzwala we mnie wspaniałą mieszankę bezpieczeństwa, komfortu i dreszczyku emocji. Zabiera mnie do czasów, kiedy miałam cztery czy pięć lat i wstając rano w wiejskim domu dziadków musiałam w drodze do łazienki przejść przez sień, w której stały wiadra z ciepłym mlekiem z porannego udoju. Wiedziałam też, co zaraz nastąpi: cudowna mleczna zupa z lanymi kluseczkami przygotowana przez babcię, połączona z reprymendą: ty znów na boso! Mam jednak świadomość, że dla wielu moich znajomych ten sam zapach jest emblematem koszmaru peerelowskiego przedszkola.

Racuchy pszenno-gryczne z jabłkami

A czy są zapachy, które większości osób kojarzą się z dzieciństwem?

Jak najbardziej, różnią się one jednak zależnie od pokolenia. Przedstawiciele pokolenia X, dorastający w peerelu, często wymieniają zapachy, które nie budzą żadnych wspomnień u pokolenia Y czy Z. Fakt ten ma konkretne tło kulturowe. W czasach, gdy pokolenie X chodziło do przedszkola czy szkoły, wszelkie uciechy były rzadkością – raz w roku kupowało się nowy piórnik, raz w roku jadło pomarańcze, czekolada była wyjątkowym rarytasem – dlatego też to połączenie długiego oczekiwania dawało efekt intensywnego spełnienia: smak bożonarodzeniowej mandarynki był niczym sensoryczny pokaz fajerwerków. Tymczasem dla młodych ludzi, dorastających na przestrzeni ostatnich 20 lat, smak cytrusów to taki sam banał, jak bułka z masłem. Zmienił się też bardzo sposób prowadzenia domu – mało kto pastuje jeszcze podłogi, gotuje w kotle tetrowe pieluchy czy urządza w piwnicy bloku warsztat majsterkowicza, z którego do mieszkań dobiega zapach kalafonii.

Dlaczego to właśnie zapachy oddziałują tak silnie na emocje?

Schemat przetwarzania zapachu, wciąż nie jest do końca poznany. Wiemy jednak na pewno, że w zupełnie inny sposób, niż dzieje się to w przypadku pozostałych zmysłów, impuls węchowy wędruje po mózgu trzema osobnymi ścieżkami. Najpierw trafia do ośrodka pamięci znajdującego się w hipokampie, głęboko położonej strukturze mózgu. Tam następuje weryfikacja, czy zapach jest nam znany, czy nieznany. Kolejny etap to ciało migdałowate, odpowiedzialne za emocje: jeśli zapach jest nieznany, na wszelki wypadek generowany jest wstręt i lęk – w niewielkim natężeniu, ale wystarczającym, abyśmy do nowego zapachu podeszli ostrożnie. Dzieje się tak dlatego, że w naszej ewolucyjnej przeszłości nowy zapach mógł oznaczać nieznane pożywienie lub nieznanego drapieżnika, potencjalnie stanowiącego zagrożenie dla życia. Natomiast jeśli poczujemy ten zapach ponownie i nie stanie się nic groźnego, ani nic emocjonalnie znaczącego, zapach zostaje zaklasyfikowany jako bezpieczny. Jeżeli zaś zapach na poziomie selekcji „znany-nieznany” zostanie określony jako znajomy, ciało migdałowate „sprawdza”, czy przechowuje emocje, które towarzyszyły jego doświadczaniu: im silniejsze, tym wyraźniej do nas wracają.

Zapach wydaje się więc być niezłym narzędziem do poprawiania sobie samopoczucia.

Zgadza się. Wielu z nas robi to nawet nieświadomie, na przykład wracając do potraw z dzieciństwa. Często sądzimy, że to smak zabiera nas w podróż w czasie. Tymczasem za około 80 proc. wrażeń, które odbiera nasz mózg podczas jedzenia, odpowiada zmysł powonienia. Sięgając po kogel-mogel koimy nerwy nie tylko jego słodkim smakiem, lecz przede wszystkim zapachem – nasz mózg doskonale pamięta to uczucie „bycia zaopiekowanym”, które rozlewało się po naszym ciele wraz z pierwszą łyżeczką tego smakołyku. W chwilach gorszego samopoczucia czy obniżonego nastroju, znajome zapachy, które wiążą się z przyjemnymi wspomnieniami, generują ten sam zestaw emocji, który towarzyszył ekspozycji na ten zapach. Warto wyposażyć własne dzieci w taką „bazę” kojących aromatów i tworzyć z nimi własne smakowo-zapachowe rytuały, wplatając zapachy ziół, kwiatów, owoców czy przypraw we wspólne zabawy, gotowanie, szykowanie się do snu.

Kruchy placek z crème pâtissière i śliwkami

Zapewne zaobserwujemy przy okazji, że dzieci często mają w tym zakresie specyficzne preferencje…

Dzieci są bardzo otwarte na zapachy i gdyby nie rygor higieniczny, jakiemu poddają je rodzice, chętnie sprawdziłyby na przykład, jaki zapach kryje się pod ogonem kota. Często pracuję z maluchami i ich pytania świadczą o totalnym braku zahamowań, jeśli chodzi o zapachy. Podczas jednego z moich warsztatów, ośmioletnia dziewczynka zapytała, czy może wąchać kapcie mamy i taty. Dzieci lubią różne smaki i zapachy tak długo, dopóki nie dowiedzą się, że im nie wypada.

Ale społeczna presja nie jest chyba jedynym powodem, dla którego nasze upodobania zmieniają się z biegiem czasu?

Nie. Zmieniają się, bo nabywamy doświadczenia. Dzieci z reguły preferują smak słodki, ponieważ znają go z mleka matki – tak samo rzecz ma się w przypadku zapachu waniliny, preferowanej przez większość społeczeństwa. Lubimy wanilinę, gdyż jest ona naturalnym składnikiem mleka i nieświadomie kojarzymy ją z czasem karmienia, czyli okresem totalnego komfortu i bezpieczeństwa. W miarę, jak dorastamy, uczymy się też lubić smak gorzki oraz umami – niewielu pięciolatków uwielbia sushi czy grzyby. Wszystko jest jednak mocno osadzone w kulturze, pięcioletni Japończyk będzie dokonywał innych wyborów, niż mały Polak. Dlaczego? Tu odsyłam do odpowiedzi na pierwsze pytanie.

Marta Siembab – jedyny w Polsce senselier, profesjonalny trener zapachowy, założycielka pracowni Senselier, współzałożycielka Olff – pierwszego polskiego studia sense brandingu.

W zawsze głodnym KUKBUK-u mamy niepohamowany apetyt na życie. Codziennie mieszamy w redakcyjnych garnkach. Kroimy teksty, sklejamy apetyczne wątki. Zanurzamy się w kulturze i smakujemy codzienność. Przysiądźcie się do wspólnego stołu i poczujcie, że w kolektywie siła!