Kukbuk
Kukbuk
Silvia Pogoda, album fotograficzny, czarnobiała fotografia (fot. materiały prasowe)

Silvia Pogoda: Jestem fotografią

„Butterflies”, pierwszy album fotograficzny Silvii Pogody, to wizualna opowieść o pięknie codzienności, banalnych chwilach, które zazwyczaj przepływają niezauważone. Silvia łapie je wszystkie, zanim przeminą, i niczym kolekcjoner motyli rozpina na kartach albumu, dając pretekst do zatrzymania się i docenienia uroku tego, co niepozorne.

Tekst: Ania Czajkowska

Zdjęcia: Silvia Pogoda

Opublikowano: 2 Czerwca 2021
Ten artykuł przeczytasz w mniej niż 10 minut!

Do Japonii, w której powstały zdjęcia do „Butterflies”, wracałaś kilkakrotnie. Fotografie pochodzą z różnych lat, ale dopiero teraz zdecydowałaś się je pokazać.


Przez lata podróży do Japonii powstało sporo zdjęć, ale niewiele z nich pokazałam publiczności. Nie potrafiłam znaleźć odpowiedniego sposobu ich prezentacji. W trakcie przedostatniego wyjazdu po raz pierwszy pomyślałam, że dobrą formą dla opowieści, która zaczęła się układać ze zdjęć, jest pokazać je razem, w jednej przestrzeni, w pewnej kolejności, w pewnym rytmie. Książka jest akurat w przypadku takiego projektu wspaniałym rozwiązaniem. Trzyma tę opowieść, zamyka ją w osobnym świecie. Wcześniej nie myślałam o tym, że na mojej drodze jako twórcy coś takiego jak album fotograficzny w ogóle musi powstać.

Silvia Pogoda, album fotograficzny, czarnobiała fotografia (fot. materiały prasowe)

Silvia Pogoda

Wyobrażasz sobie, że zdjęcia, które składają się na „Butterflies”, mogłyby powstać w innym miejscu?

Nie. Każde miejsce, w którym fotografuję, wpływa na mnie w różny sposób. Emocje, jakie odczuwałam, robiąc te zdjęcia, są mocno związane z Japonią. Ten kraj zrobił na mnie ogromne wrażenie na wielu poziomach – emocjonalnym, wizualnym, a szczególnie na poziomie kulturowym. Kiedy tam byłam, odblokowały się we mnie zupełnie inne ścieżki, wyzwoliły rzeczy, które nosiłam w sobie, ale z którymi nie miałam kontaktu. Kilkukrotnie, kiedy przyglądałam się codzienności Japończyków, przychodziła do mnie myśl, że nic innego niż to, co mam dzisiaj, nie będzie mi dane. Że najważniejsze jest żyć dzisiaj, tu i teraz, nie odkładać doświadczania życia na później, gdy będzie lepsza pogoda, lepsza sytuacja, lepsze warunki, mniej tego albo więcej czegoś innego. To było niezwykle silne i intensywne.

Album fotograficzny "Butterflies", Silvia Pogoda (fot. materiały prasowe)
Silvia Pogoda, album fotograficzny, czarnobiała fotografia (fot. materiały prasowe)

Podczas ostatniej podróży w ryokanie, w którym się zatrzymaliśmy, na powitanie pracujące tam kobiety uklękły przy wejściu, zdjęły moim dzieciom buty i zaczęły wycierać im stopy białym ręcznikiem, jednocześnie dziękując, że mogą taki gest wykonać. Zdaję sobie sprawę z tego, że Japończycy często starali się wyprzedzić pewne sytuacje, jakby się obawiali, że nasza niewiedza, nieznajomość tamtejszych rytuałów, doprowadzi do niekomfortowego momentu – ale w tym geście nie było nic upokarzającego czy oceniającego. Czułam gościnność, czułam obecność, czułam, że wykonywanie każdej, nawet najbardziej prozaicznej czynności ma niezwykłą wagę. Obserwowałam, jak przygotowują posiłki, i nagle wróciła mi pamięć ruchów mojej babci, kiedy podlewała kwiaty albo gotowała. To była taka sekunda olśnienia, kiedy wszystko połączyło się we mnie w całość; kiedy spłynęło na mnie zrozumienie tego, jak ułożony jest świat. Jakby na moment w mojej głowie odsłoniła się zasłona i ukazała porządek rzeczy. To, że każdy z nas jest kompletny i ma dostęp do zrozumienia całej mądrości świata. Taki ulotny błysk, który się pojawia, by uświadomić nam, że dotarcie do jakiejś wyższej prawdy jest możliwe. Poczułam wtedy mocno, jak praca nadaje sens naszemu istnieniu – że ważne jest, by każdą czynność wykonywać z oddaniem, z uwagą, które pozwalają nam się niejako uziemić, zakorzenić w danym momencie.

Ty swoją uwagę – i obiektyw – nakierowałaś właśnie na codzienność, na zwyczajne, rutynowe czynności. 


Na mnie obserwacja codzienności Japończyków działała kojąco – i to starałam się uchwycić. Medytacyjne wręcz podejście do zwykłych spraw – jak omiatanie kamyczków w ogrodzie po to, by uporządkować i upiększyć przestrzeń wokół domu. Czułam w ich postawie respekt do każdej, nawet najbardziej prostej czynności. A jeśli traktujesz z respektem każdą chwilę swojego dnia, to tak podchodzisz do całego życia. Gdy robiłam zdjęcia tym ludziom, doświadczałam dzięki nim innego skupienia, zachwycały mnie inne rzeczy, inne przykuwały uwagę. Mam świadomość, że podobnie mogą działać inne miejsca, ale ja właśnie tam, dzięki obserwowaniu tak odmiennych kultury i sposobu bycia, obudziłam się na te subtelne rzeczy. Udało mi się to wychwycić i docenić. I dobrze się z tym czułam. Dlatego akurat tam powstały te zdjęcia. Jednocześnie zdaję sobie sprawę, że w Japonii żyją różni ludzie, nie chcę generalizować, że spokój i skupienie są tam powszechne. Jednak to, czym byłam otoczona, w czym się poruszałam, było takie i działało na mnie właśnie w taki sposób. Ta książka nie jest pozycją podróżniczą ani dokumentalną – to jest forma medytacji, podróży przez krąg życia, próba jego zrozumienia, docenienia.

Silvia Pogoda, album fotograficzny, czarnobiała fotografia (fot. materiały prasowe)
Album fotograficzny "Butterflies", Silvia Pogoda (fot. materiały prasowe)

„Butterflies” to właściwie twoja interpretacja fotografii podróżniczej. Podróżujesz od człowieka do człowieka. Patrzysz na kogoś, a jednocześnie w głąb siebie.

Daleko na zewnątrz, ale głęboko do środka. To niesamowite, bo taka podróż też może być egzotyczna i niezwykle wycieńczająca. Połączenie się z tym czymś w środku, pozwolenie sobie na to, by usłyszeć głos, który na co dzień tak wiele rzeczy zagłusza – to może być bardzo trudne doświadczenie, bo nie zawsze ten wewnętrzny głos mówi nam miłe rzeczy, szczególnie o nas samych. Ja swojego głosu – intuicji czy jakkolwiek to nazwać – w pewnych sprawach długo nie słyszałam. W Japonii wreszcie udało mi się znowu z nim spotkać, tam podróżowałam do samej siebie. Emocjonalny stan, w którym powstawał ten album, to zapis mojej drogi do zauważenia tej cząstki wewnątrz mnie. Nie mam gwarancji, że każdy, kto otworzy ten album, przeżyje to samo, ale mam nadzieję, że tak – że oglądający odbędzie taką podróż, znajdzie wyciszenie, zatrzyma się na chwilę i pozwoli, by jego „ja” mogło wyjść na powierzchnię. To moje założenia, ale rzecz jasna zostawiam je w rękach oglądających, marząc, że dla każdego z nich album będzie inną, osobistą podróżą. Od momentu premiery książki towarzyszy mi silne uczucie, że wypuściłam tego wymyślonego motyla z rąk i on teraz już żyje swoim życiem, poza moją kontrolą, moim wpływem.

Zdjęcia są na tyle niedosłowne, że ich interpretacja rzeczywiście w dużej mierze zależy od nastroju i intencji oglądającego. Mają wiele powietrza, podobnie jak teksty, które również są częścią albumu.

Teksty są cząstkami mojej podróży wewnętrznej, trochę naprowadzają, wskazują subtelnie jakiś kierunek myślenia. Tworzą bardziej narrację książki, niż dotyczą samych zdjęć. Z racji ograniczeń technicznych teksty umieszczone są obok fotografii, jednak mogłyby być równie dobrze zgromadzone razem w którejkolwiek części albumu, znaleźć się na osobnych kartach lub uzupełnić go jako dodatkowa książeczka. One istnieją bez zdjęć, a zdjęcia bez nich. Starałam się rozłożyć je tak, by były dla oglądającego naturalnym punktem postoju, pretekstem do zatrzymania się i powrotu do rytmu książki. 

Mam wrażenie, że narracja książki zatacza koło

Tak jak nie chciałam, by zdjęcia były widokami, które odkrywają wszystko od razu, tak i teksty są po to, by poruszyć coś, co jest głębiej. Mam wrażenie, że narracja książki zatacza koło, można ją oglądać od pierwszej strony, ale też zacząć oglądanie od końca. Podobnie teksty – są swobodne, mogą istnieć bez potrzeby dopasowywania ich do konkretnego miejsca. Książka zatacza krąg, a krąg jest nieskończony.

Album fotograficzny "Butterflies", Silvia Pogoda (fot. materiały prasowe)

Ten wewnętrzny głos, który udało ci się usłyszeć w Japonii, wciąż jest słyszalny?

Staram się dawać mu przestrzeń. Co innego dostrzegać pewne rzeczy, kiedy podróżuje się po Japonii i jest się oderwanym od obowiązków i problemów, a czym innym jest przenieść to do codziennej rutyny. Nie staram się być mistrzem podzielności uwagi, w co zresztą nie wierzę. Cały czas walczę z poczuciem, że dni uciekają w pośpiechu, a tak wiele pięknych momentów zostaje niezauważonych albo po prostu nieprzeżytych – prześlizgujemy się po ich powierzchni, nie doświadczając w pełni ich smaku, zapachu. Gdybym wiedziała, że dziś jest mój ostatni dzień, chciałabym po prostu poczuć wszystko najmocniej jak można – dotyk skóry o skórę, kiedy głaszczę moje dzieci, miękkość ich policzków, strukturę ich włosów, chciałabym poczuć miłość do mojego męża, kiedy robi dla mnie śniadanie, chciałabym zamknąć oczy i czuć ciepło słońca na twarzy, dotknąć drzewa, zamoczyć ręce w wodzie. Nic specjalnego, a jednak jest w tym wszystko. Na co dzień próbuję całą sobą skupiać się na tym, co robię. A łatwiej mi jest się skupić, jeśli robię wszystko wolniej. To zwolnienie automatycznie pomaga mi głębiej doświadczyć tego, co robię, i przestać myśleć o tym, co było, co będzie. Być w tym, co istnieje.

Reklama
Album fotograficzny "Butterflies", Silvia Pogoda (fot. materiały prasowe)

W biogramie na twoim blogu mówisz: „I believe in life before death”.

Uderza mnie, jak często warunkujemy szczęście od wydarzeń w przyszłości, przeszłości albo od innych ludzi. Wciąż czekamy, że kiedyś będzie nam lepiej. Tymczasem to bardzo ryzykowne. Albo będzie nam dobrze już teraz, albo nigdy. Nie warto przeżywać życia na pół gwizdka. Mam takie wspomnienie z Tokio: szłam ulicą, wokół gęsty tłum, pada deszcz. Kiedy mijałam garaż podziemny przy centrum handlowym, skąd wyjeżdżały samochody, zauważyłam dwóch mężczyzn w uniformach sterujących ruchem przed tym wyjazdem. Obok była sygnalizacja świetlna, więc ci panowie byli tam zbędni. Ale oni, niczym strażnicy, z powagą, uważnie zajmowali się każdym autem i dziękowali kierowcom, że mogli im pomóc. Kierowcy też dziękowali za ten miły gest. To była taka piękna wymiana energii. 

Doszło do mnie, że ja siebie często nie traktowałam dobrze – czułam, że nie jestem wystarczająco dobra w różnych swoich rolach: matki, żony, artystki

Ogromnie mnie to poruszyło, bo doszło do mnie, że ja siebie często nie traktowałam dobrze – czułam, że nie jestem wystarczająco dobra w różnych swoich rolach: matki, żony, artystki. Potrafiłam to dewaluować, mówić, że to wszystko za mało. A ci panowie, niczym sterownicy środka kosmosu, niepozorną pracę zamienili w istotne wydarzenie. Nie dewaluowali jej, nie oceniali. Nie wykonywali z myślą, że nie ma wartości czy sensu – co mnie się czasem zdarza. Patrzyłam na nich i uświadomiłam sobie, że jedyne, co mogę zrobić, by nadać sens mojemu życiu, to wkładać całą siebie w pracę, którą wykonuję. Nic nie nada mojemu istnieniu większej wartości niż to.

Album fotograficzny "Butterflies", Silvia Pogoda (fot. materiały prasowe)

Każdy moment może mieć znaczenie, ale to ty musisz je dostrzec. Czy tobie bycie mamą pomaga lepiej zauważać te niepozorne, ale ważne momenty?

Kiedy patrzę na moją córeczkę Gaję i obserwuję ruchy jej rąk, to, jak jej paluszki się poruszają, gdy się bawi albo rysuje, to, jak trzyma kredkę, jak lepi z plasteliny, kiedy oglądam twarz mojego syna, gdy się na czymś skupia albo jest głęboko zanurzony w świecie fantazji – to jest dla mnie poezja. Z dzieckiem codziennie przeżywa się coś po raz pierwszy i po raz ostatni. Wielkie i małe rzeczy – pierwszy krok, ostatnia pieluszka. Wszystko staje się ważne. To jest dla mnie bardzo trudne, że nie można tego czasu zatrzymać. Każdego dnia, kiedy się kładę, muszę się pogodzić ze stratą – i ze śmiercią, bo ona jest wszechobecna.

Album fotograficzny "Butterflies", Silvia Pogoda (fot. materiały prasowe)

Mówiłaś, że fotografowanie nie jest czymś, co robisz non stop, że masz okresy, kiedy w ogóle nie sięgasz po aparat. A co powoduje, że chcesz utrwalić moment?

Nie umiem powiedzieć: teraz jestem fotografką, a teraz Silvią. Kiedyś na wykładzie, gdy mówiłam o swoim stosunku do robienia zdjęć, powiedziałam, że to ja jestem fotografią. Potrzeba utrwalenia czegoś pojawia się u mnie podobnie jak chęć zjedzenia czegoś słodkiego, pobycia samemu czy pójścia na szaloną imprezę. Fotografie powstają, kiedy przychodzi ich czas, nie planuję tego. Czasami czuję, że chcę doświadczać świata przez wizjer aparatu, a są dni, kiedy wolę, żeby mi nie przeszkadzał, kiedy chcę tylko być i patrzeć albo zamknąć oczy, jedynie słyszeć i czuć. 

Zauważyłam, że czasem aparat jest dla mnie przeszkodą w zanurzaniu się w daną chwilę

Teraz jestem w Chorwacji i choć to piękne miejsce, bardzo rzadko sięgam po aparat. Mój mąż Bartek, gdy wychodzi, zawsze ma ze sobą sprzęt, dokumentuje wszystko wokół z głodem i pasją. A ja mam często ochotę tych momentów doświadczyć bez tego, że utrwalam je na kliszy. Zauważyłam, że czasem aparat jest dla mnie przeszkodą w zanurzaniu się w daną chwilę, a bywa odwrotnie – tak jak w Japonii, pomaga mi kontemplować chwilę, bo skupienie się na świetle, na kadrze rodzi inne spojrzenie na to, co widzę.

 

Album fotograficzny, Sylvia Pogoda, fotografie z Japonii (fot. materiały prasowe)

Album „Butterflies” Silvii Pogody możecie kupić na stronie Wszyscy Jesteśmy Fotografami


Silvia Pogoda

Fotografka, ilustratorka, felietonistka. Na Słowacji skończyła studia doktoranckie na kierunku Nauki Polityczne na Uniwersytecie Mateja Bela w Bańskiej Bystrzycy. Studiowała w Instytucie Twórczej Fotografii na Uniwersytecie Śląskim w Opawie w Czechach i równocześnie na Akademii Sztuk Pięknych w Wiedniu, gdzie mieszkała. Od wielu lat prowadzi życie nomadki mieszkając pomiędzy trzema krajami – Polską, Słowacją i Chorwacją. Obok realizowania projektów osobistych fotografuje też zawodowo, tworzy rysunki dla magazynów, pisze teksty oraz prowadzi wykłady. Jej prace były wystawiane na licznych wystawach indywidualnych i zbiorowych w Serbii, Rumunii, Austrii, Słowacji, Czechach i Polsce.

Chcemy wiedzieć co lubisz

Wiesz, że im więcej lajkujesz, tym fajniejsze treści ci serwujemy?

W zawsze głodnym KUKBUK-u mamy niepohamowany apetyt na życie. Codziennie mieszamy w redakcyjnych garnkach. Kroimy teksty, sklejamy apetyczne wątki. Zanurzamy się w kulturze i smakujemy codzienność. Przysiądźcie się do wspólnego stołu i poczujcie, że w kolektywie siła!

Koszyk