Kukbuk
Kukbuk

Po co nam święta? Żeby wierzyć w zaświaty!

Dodaj do 'Przeczytaj później'

Kiedy w redakcji uradziliśmy, by napisać coś o sensie świętowania i o tym, po co ludziom święta, zgodziłem się ochoczo. Szybko jednak przyszła refleksja: w gruncie rzeczy trudno powiedzieć, po co nam one. No bo po co „myć okna dla Jezuska”?

Tekst: Przemysław Bociąga

Zdjęcie główne: Annie Spratt / Unsplash.com

Opublikowano: 21 Grudnia 2018
Ten artykuł przeczytasz w mniej niż 3 minuty!

Antropologia odpowiedzi ma zaskakująco niewiele. Lubimy, oczywiście, zajmować się poszczególnymi, w tym niematerialnymi, wytworami kultury: choinką (lub opisanym w „Chłopach” snopkiem siana), świeczką, symbolicznym chlebem. Kochamy jako antropologowie śledzić rozwój tych tradycji w czasie, z nieziemską Schadenfreude przypominając, że „odwieczne” tradycje sięgają przeważnie dwóch-trzech pokoleń wstecz. (Antropologowie zresztą wiecznie są przekonani, że uda im się w ten sposób wyleczyć nacjonalizm, co byłoby sympatycznym ziszczeniem marzenia o tak zwanych stosowanych naukach społecznych).

Niezbyt dużo uwagi poświęcamy jednak świętu jako pojęciu w stanie czystym, choć kochamy w ten sposób rozkładać na czynniki pierwsze pokrewne zagadnienia, na przykład rytuał albo jego pozorną odwrotność – praktykowanie codzienności. O samym święcie mamy przeważnie do powiedzenia tyle, że to „czas wyłączony” – i rzeczywiście tak jest.

Dobitnie pokazuje to właśnie moja Nemezis – tak zwany duch świąt, wszechobecny dzisiaj w popkulturowej produkcji świątecznej. Chrześcijanie czasem złoszczą się na niego i jego posłanników – tak zwanego Mikołaja (nie Świętego) w stroju krasnoluda i pozostałe elementy tej ikonografii, również ściągnięte z nordyckiego imaginarium. Złoszczą się, bo duch świąt nie jest Duchem Świętym, nie przynależy do Trójcy, która zrealizowała się przez życie i śmierć postaci, której narodzenie świętujemy. Do tego momentu, oczywiście, mają rację. Gorzej z następującym po tym wnioskiem: że w związku z tym święta uległy sekularyzacji.

Nie uległy, wręcz przeciwnie; potrzeba absolutu jest lżejsza od laickiego myślenia i wypływa na wierzch naszych zachowań niczym oliwa na powierzchnię wody. Ta pozorna laicyzacja świąt pokazuje, że są zachowania i uczucia, które łączymy z innym wymiarem świata niż znana nam rzeczywistość – nazwijmy go zaświatami. Że to tam znajdują się na co dzień prawda, dobro i piękno, które w naszym codziennym świecie są cudem.

Święto, chcemy tego czy nie, jest całościowym faktem społecznym (fot. Matthias Kinsella / Unsplash.com)

A święto to czas, kiedy zaświaty otwierają się i stykają ze sobą, pozwalając na swobodne przemieszczanie się ludzi i idei. Świetnie, choć w odniesieniu do innego święta – meksykańskiego Dia de Muertos – pokazali to w animowanym „Coco”. Ale przecież w każde święta duchy ludzkie i duchy idei przychodzą do nas, a my wędrujemy do nich na krajoznawcze wycieczki.

Ten zaświatowy charakter świąt przestaje nam stykać, kiedy przychodzi do „mycia okien dla Jezuska”, targania siat z dyskontu i całej tej przedświątecznej bieganiny. Wtedy w obronę bierzemy właśnie ducha świąt, podnosząc, że jemu od brudnych okien nic się nie stanie, bo królestwo jego nie jest z tego świata. Z zaświatów błota nie naniesiesz.

Opór jest jednak bezcelowy. Koniec końców zwyciężyć musi koteria myjących okna nad małą frakcją niemyjących. Siaty muszą zostać przytargane, sałatki jarzynowe doprawione majonezem, bez względu na nasze dietetyczne upodobania. A nad sałatkami rozegrać się musi wigilijne bingo, w którym skreślamy kolejne wylosowane pozycje: dyskusje o polityce, pytanie o dzieci i zarobki, zachęty do dokładek oraz wspomnienia przepisów z domu rodzinnego starych dziadków i wujków.

W święta duchy ludzkie i duchy idei przychodzą do nas, a my wędrujemy do nich na krajoznawcze wycieczki (fot. Paola Chaaya / Unsplash.com)

Święto, chcemy tego czy nie, jest całościowym faktem społecznym, co oznacza, że dotyczy nie tylko pola świętości, lecz także spraw bardziej przyziemnych – ekonomii, obyczajowości, często także prawa (jak w przypadku lanego poniedziałku, kiedy przekroczenie moralności musi wiązać się, ujmując to w terminologii prawa, z „naruszeniem cudzych dóbr osobistych w postaci bycia suchym”).

Ostatecznie bowiem wrota zaświatów się zamkną. „Święta, święta i po świętach”, mawiamy wtedy w wigilijnym bingo, a następnego dnia z nosami na kwintę wracamy do codzienności. Gdyby nie spora łyżka tej ostatniej w beczce świątecznego miodu, moglibyśmy tego powrotu nie przeżyć.

W zawsze głodnym KUKBUK-u mamy niepohamowany apetyt na życie. Codziennie mieszamy w redakcyjnych garnkach. Kroimy teksty, sklejamy apetyczne wątki. Zanurzamy się w kulturze i smakujemy codzienność. Przysiądźcie się do wspólnego stołu i poczujcie, że w kolektywie siła!

Koszyk

suma:
NaN zł
Przejdź do koszyka