Kukbuk
Kukbuk

Kto wymyślił święta i ile na swoim pomyśle zarobił?

Dodaj do 'Przeczytaj później'

„Opowieść wigilijną” Dickens napisał w sześć tygodni. Zyski z honorarium miały pokryć rosnące rachunki, podreperować rodzinny budżet przed narodzinami piątego dziecka i pomóc podnieść się z dwóch wcześniejszych literackich klap. „Opowieść…” była hitem, ale pieniędzy nie przyniosła.

Tekst: Marta Cyzio

Zdjęcie główne: Aleksandra Morawiak

Opublikowano: 21 Grudnia 2018
Ten artykuł przeczytasz w mniej niż 6 minut!

W 1843 roku Charles Dickens był na skraju bankructwa. Marna sprzedaż „Barnaby Rudge’a” i „Marcina Chuzzlewita”, kosztowne tournée po Stanach Zjednoczonych i życie na wysokim poziomie uderzyły pisarza po kieszeni. Dickens pilnie potrzebował hitu, który zapewniłby jemu i jego rodzinie bezpieczny byt, a przynajmniej spokojny rok. W końcu października pisarz wpadł na pomysł historii o duchach odwiedzających w Wigilię bezdusznego Scrooge’ai. Problem w tym, że Boże Narodzenie w tamtym czasie było marginalnym świętem o korzeniach pogańskich, obchodzonym jedynie na wsi. Wydawca Dickensa nie mógł pojąć, dlaczego czytelnicy mieliby się zainteresować opowieścią toczącą się właśnie w ten dzień. Pisarz był jednak niewzruszony, uparł się, że to będzie opowieść wigilijna. Zaczął pracę nad nią bez pieniędzy, bez wsparcia wydawnictwa, za to z nożem na gardle, bo do Wigilii zostało półtora miesiąca. Dickens postanowił wydać książkę sam.

Charles Dickens (fot. Wikimedia.org / Domena publiczna)

Gdzie jest Gwiazdka? 

W XIX wieku Boże Narodzenie było świętem drugiej kategorii. Świętowano przede wszystkim Boxing Day, czyli drugi dzień świąt, w którym początkowo wręczano prezenty jedynie służbie i biednym, oraz Wielkanoc. Angielska reformacja w XVI wieku odebrała Bożemu Narodzeniu znaczenie. Podczas Commonwealth – czasów bezkrólewia w Anglii, kiedy rządy dyktatorskie sprawowali lordowie protektorzy – świętowanie Bożego Narodzenia zostało całkowicie zakazane; powróciło do łask dopiero za czasów Karola II Stuarta w drugiej połowie XVII wieku. Przywrócone święto było obchodzone jedynie na wsi. Mieszkańcy większych miast i elit wciąż postrzegali je jako niemodne i niewarte uwagi. 

W XIX wieku sytuacja zaczęła się jednak zmieniać. Powstał ruch oksfordzki, wpływowe stowarzyszenie członków Kościoła anglikańskiego, które chciało zreformować anglikanizm poprzez  nacisk na apostolski i sakramentalny charakter Kościoła. Jedną z form działania ruchu było zwiększenie zainteresowania katolickimi świętami, do których stowarzyszenie zaliczyło również Boże Narodzenie. W tym samym czasie Kościół zaczął wykorzystywać okres świąteczny jako pretekst do organizowania specjalnych mszy i wydarzeń muzycznych, podczas których zbierano datki dla najuboższych. Po ślubie królowej Wiktorii z niemieckim księciem Albertem w 1840 roku Boże Narodzenie zyskało orędownika – nowy król przywiózł ze sobą choinkę.  

Dickens świetnie wyczuwał nastroje swojej epoki i potrafił je wykorzystać. W powracającym zainteresowaniu Bożym Narodzeniem dostrzegł ciekawy temat i szansę na szybki zarobek – zwłaszcza że czołowi pisarze tamtej epoki jeszcze nie podchwycili tematu.

„Opowieść wigilijną” Dickens napisał w sześć tygodni (fot. Wikimedia.org / Domena publiczna)

Święta po dickensowsku

Dickens tylko spopularyzował święta, ale niektórzy badacze (i fani) jego twórczości okrzyknęli go „ojcem świąt Bożego Narodzenia”. Nazwał go tak biograf Frederick George Kitton w poświęconym „Opowieści wigilijnej” artykule „The Man Who Invented Christmas”. W gruncie rzeczy pisarz sięgnął do dobrze znanych mu z dzieciństwa tradycji i obrzędów świątecznych kultywowanych na wsi. Jednak nie byłby sobą, gdyby nie stworzył historii żywej i niepowtarzalnej, dlatego dodał kilka nowych elementów. I to one sprawiły, że czytelnicy „Opowieści wigilijnej” inaczej spojrzeli na święta i zaczęli je celebrować. 

Dzięki autorowi centralnym miejscem akcji stał się bożonarodzeniowy stół i wielka uczta. Na stole pojawiły się: indyk, poncz i pudding, którego przygotowanie musi koniecznie odbywać się z udziałem całej rodziny. Jeszcze w XVII wieku to ostatnie danie było zakazane przez purytanów z powodu zbyt dużej ilości „rozweselających” składników. W czasach Dickensa świąteczna kolacja była już utożsamiana z wieczerzą apostołów i Chrystusem, dlatego na stole stawiano 13 potraw. Pisarz opisał szczególne zapachy towarzyszące świątecznej kolacji: nuty fig i orzechów przeplatające się z aromatem kandyzowanych owoców, kawy, herbaty oraz migdałów. Obraz świątecznego stołu jest niezwykle żywy – to wokół niego gromadzą się rodziny, a wspólnemu posiłkowi towarzyszy radość oraz niezwykłe podniecenie wywołane poczuciem wyjątkowości chwili. Wspólne spożywanie posiłku w tym szczególnym dniu stało się w opowieści Dickensa wręcz celebracją człowieczeństwa i możliwością okazania innym swojej szczodrości.

Niemodnemu świętu pisarz przypisał niezwykłą aurę. W ten sposób wzbudził zainteresowanie świętami i spopularyzował je przede wszystkim wśród klasy średniej. 

Ważnym elementem dickensowskiej opowieści o świętach był śnieg. W Anglii biały puch rzadko pojawiał się w grudniu. Pisarz pamiętał śnieg z lat dziecięcych i dodał do swojej opowieści, by podkreślić aurę niezwykłości. Co ciekawe – na dwa dni przed wydaniem „Opowieści wigilijnej” w Londynie spadł śnieg, a Dickensa uznano niemalże za proroka.

Dickens świetnie wyczuwał nastroje swojej epoki i potrafił je wykorzystać (fot. Wikimedia.org / Domena publiczna)

Scrooge – alter ego autora

Głównym bohaterem historii jest Ebenezer Scrooge – bezduszny, odpychający bankier, który w jedną noc przechodzi moralne odrodzenie. Ta wyrazista postać stała się kultowa i jako samodzielne określenie pewnego typu ludzkiego znalazła się nawet w słowniku oksfordzkim. Zainspirowała również wielu twórców – Dr. Seussa („Grinch, świąt nie będzie”) czy Philipa Van Doren Sterna (na podstawie jego opowiadania nakręcono „To wspaniałe życie”). Les Standiford, autorka książki „The Man Who Invented Christmas”, sugeruje, że Ebenezer to alter ego autora. Przewrażliwiony na punkcie pieniędzy Dickens myślał o nich całymi dniami. Mimo wystawnego trybu życia wciąż pamiętał biedę z dzieciństwa, kiedy po zamknięciu ojca w więzieniu za niespłacone długi zaledwie 12-letni Charles musiał podjąć pracę w fabryce butów. Pewnie dlatego Dickens wszystko skrupulatnie liczył i sprzedaż każdego utworu potrafił zmonetyzować maksymalnie. Jego ambicje komercyjne dorównywały literackim. Multiplikował formy swoich dzieł – ukazywały się serializowane tomy książek, specjalne kieszonkowe wydania dla podróżujących pociągami. Zapoczątkował również praktykę swoistej aukcji książki, ponieważ prowadził rozmowy z kilkoma wydawnictwami, zmuszając je do licytowania się między sobą. 

Czy Dickens przeszedł podobną przemianę jak jego bohater, Scrooge? Czy pisząc „Opowieść wigilijną” zastanawiał się nad własnym postępowaniem? Les Standiford przypomina, że pisarz miał w zwyczaju prowadzić „dialogi” z bohaterami swoich opowieści, a ci ponoć chętnie zjawiali się przed pisarzem. Zatem być może z krótkiej historii pisanej z pobudek czysto finansowych nie tylko powstała opowieść o moralnej przemianie, ale także doszło do prawdziwej przemiany autora. Optymizm i nadzieja płynąca z kart opowieści miały dodać otuchy przede wszystkim samemu Dickensowi – dać poczucie, że na zmianę nigdy nie jest za późno. 

Prawdopodobnie jednak o popularności książki zdecydowała jej cudowność – połączenie horroru w stylu gotyckim z prostą narracją, spotkanie świata duchów ze światem rzeczywistym. Wydźwięk moralny i paralele biblijne miały drugorzędne znaczenie. Niemniej nakład został całkowicie wyprzedany do 17 grudnia 1843 roku. W kolejnym roku było ponad 13 wznowień, a w Stanach Zjednoczonych była to najlepiej sprzedająca się książka pisarza. Od 1849 roku organizowane były czytania publiczne „Opowieści wigilijnej”, które cieszyły się taką popularnością, że kontynuowano je aż do śmierci Dickensa w 1870 roku. Co ciekawe, Dickens praktycznie na książce nie zarobił. Olbrzymich kosztów produkcji, spowodowanych naciskiem pisarza na wysoką jakość druku, ilustracji i okładki, przy obniżonej cenie za książkę nie były w stanie pokryć nawet znikające z półek kolejne reedycje. Większą część zarobku pochłaniały dodruki oraz praca wydawnictwa. W liście do przyjaciół Dickens pisał, że „Opowieść wigilijna” to jego największa duma i zmartwienie jednocześnie. Nie podreperowała finansów pisarza, zmieniła jednak w znaczący sposób postrzeganie Bożego Narodzenia – wykreowała na nie modę, trwającą aż do dziś.

Na "Opowieści wigilijnej" Dickens praktycznie nie zarobił (fot. Wikimedia.org / Domena publiczna)

W zawsze głodnym KUKBUK-u mamy niepohamowany apetyt na życie. Codziennie mieszamy w redakcyjnych garnkach. Kroimy teksty, sklejamy apetyczne wątki. Zanurzamy się w kulturze i smakujemy codzienność. Przysiądźcie się do wspólnego stołu i poczujcie, że w kolektywie siła!