Kukbuk
Kukbuk
Adaptacja filmowa książki "Dziennik Bridget Jones" przyniosła autorce międzynarodową sławę (fot. kadr z filmu "Bridget Jones")

Książka kontra film

Trudno znaleźć adaptację filmową, która nie rozpętałaby wojny pomiędzy zwolennikami książki a miłośnikami kina. Sprawdźcie, które adaptacje uznaliśmy za wyjątkowo udane.

Tekst: Kasia Siewko

Zdjęcie główne: kadr z filmu "Bridget Jones" Sharon Maguire

Opublikowano: 29 Stycznia 2020
Ten artykuł przeczytasz w mniej niż 7 minut!

Romans literatury z filmem trwa niemal od początku istnienia kinematografii. Zapoczątkował go Georges Méliès „Podróżą na Księżyc” (1902), adaptacją powieści Juliusza Verne’a. Filmowcy odkurzają zapomniane klasyki lub poszukują tekstów, które nie zyskały poklasku, a które mają potencjał, by stać się kinowymi hitami. W obu przypadkach w przepychankach w sprawie wyższości książek nad filmami (i odwrotnie) kluczowa jest kolejność. Filmowy świat zawsze jest subiektywnym wyobrażeniem tekstu, który tysiące czytelników mogło wymyślić sobie inaczej. Wówczas nawet inny kolor włosów bohatera może stać się kością niezgody. Są jednak powieści, którym język filmu nadał nowe znaczenie i przyczynił się do spopularyzowania wyjściowego tekstu kultury. Przedstawiamy filmy, które przerosły swoje pierwowzory i zdobyły uznanie nowej publiczności i moli książkowych.

„Małe Kobietki” to ulubiona książka wszech czasów serialowej Rachel z „Przyjaciół”

Małe kobietki

reż. Greta Gerwig, 2020

Powieść Louisy May Alcott w drugiej połowie XIX wieku była przełomowa i emancypacyjna, dziś jednak trąci myszką. Choć to ulubiona książka wszech czasów serialowej Rachel z „Przyjaciół”, obecnie zachwycą się nią raczej tylko tytułowe małe kobietki, w wieku do 10 lat co najwyżej. Z jednej strony nieśmiało stawia tezy równościowe, z drugiej – hołubi skromność i pokorę. Dziewcząt rzecz jasna. Jeśli wziąć pod uwagę czasy, w których powstała, trudno odmówić powieści wyjątkowości, jednak współcześnie na pierwszy plan wybija się infantylność i stereotypowość narracji.

Bohaterki "Małych kobietek", Meg, Jo i Amy, grają w rodzinnym przedstawieniu (fot. kadr z filmu)

fot. kadr z filmu "Małe kobietki" Grety Gerwig

Być może to było bodźcem dla reżyserki Grety Gerwig, by przedstawić światu kolejną, bo już ósmą (!), ekranizację tej powieści. W obsadzie znalazły się trzy pokolenia wybitnych aktorek i aktorów z Meryl Streep, Laurą Dern i Saoirse Ronan na czele. W momencie gdy pojawiły się pierwsze prasowe wzmianki o nowej filmowej odsłonie powieści Alcott, wtórowały im głosy pytające, po co światu kolejne „Małe kobietki”. Jednak Gerwig z typową dla siebie reżyserską finezją i ze zrozumieniem świata młodych dorosłych zaprezentowała wersję godną naszych czasów z poszanowaniem oryginału.

Oprócz znaczącej zmiany w postaci prowadzenia nielinearnej narracji mocniej wybrzmiewają wątki autonomiczności w podejmowaniu decyzji oraz egalitarności w społeczeństwie. Największe kontrowersje budzi zakończenie, które poddaje pod dyskusję oryginalny finał. Greta Gerwig mówi w wywiadach, że chciała stworzyć zakończenie, które po 150 latach od premiery książki spodobałoby się jej autorce. Oddaje hołd biografii samej Alcott, której losy są blisko związane z postacią książkowej Jo. To zakończenie, na które zasługują kobietki i kobiety.

Rachel McAdams i Ryan Gosling w ponadczasowej ekranizacji "Pamiętnika" Nicholasa Sparksa (fot. kadr z filmu)

fot. kadr z filmu "Pamiętnik" Nicka Cassavetesa

Cassavetes przedstawia historię miłosną bohaterów, których rozdzieliły czas, różnice i choroba

„Pamiętnik”

Nick Cassavetes, 2004

Nicholas Sparks, autor rozpalających serca romansów, które nieustannie utrzymują się na listach bestsellerów, ma szczęście do ekranizacji. Jego książki doczekały się już 11 adaptacji filmowych. Literacki debiut Sparksa, „Pamiętnik”, został sfilmowany przez Nicka Cassavetesa siedem lat po premierze książki i był trzecim adaptowanym dziełem pisarza. Ekranizacja należy do największych wyciskaczy łez współczesnej kinematografii, ale wzruszenia są tu wywoływane przemyślanymi, a nie ckliwymi środkami.

Świat przedstawiony w filmie jest wiarygodny, podobnie jak relacje między bohaterami. Cassavetes celowo rezygnuje z niektórych bardziej rozbudowanych w książce wątków, aby wyeksponować to, co najważniejsze – historię miłosną bohaterów, których rozdzieliły czas, różnice i choroba.

W adaptacji Cassavetesa są przynajmniej dwa momenty, w których wydaje się, że wypłakało się już całe zasoby łez – nic bardziej mylnego, kolejne sceny udowadniają, że mamy do czynienia z jednym z najbardziej wzruszających spotkań w historii kinematografii. 

Film dostępny w serwisie Netflix.

„Tamte dni, tamte noce”

reż. Luca Guadagnino, 2017

Film, który przedstawił światu Timothée Chalameta i sprawił, że wszyscy zatęskniliśmy do pierwszych miłości. Powieść André Acimana, wydana dekadę wcześniej, zdobyła pewne uznanie wśród społeczności LGBT, ale nie udało jej się wybić powyżej nagrody Lambda Literary. Z kolei film nie tylko przebił się do mainstreamu, ale też zdobył szereg najważniejszych nagród, w tym Oscara za najlepszy scenariusz adaptowany w 2018 roku.

Ekranizacja książki "Tamte dni, tamte noce" zdobyła Oscara w 2018 roku (fot. kadr z filmu)

fot. kadr z filmu "Tamte dni, tamte noce" Luki Guadagnino

Film działa na wszystkie zmysły, opowiadając historię pierwszej miłości

Powieści Acimana nie można odmówić niebywałego ładunku uczuć, jednak dopiero po przeniesieniu na ekran opowieść poruszyła serca widzów na całym świecie. Sukcesem adaptacji jest poruszanie się w stylistyce kina artystycznego, któremu udało się przyciągnąć szeroką publiczność bez ulegania kompromisom. Filmowe „Tamte dni, tamte noce” działają na wszystkie zmysły. Porusza pierwszy, niezręczny i niepewny kontakt głównych bohaterów, skontrastowany z upalnym słońcem Italii.

To niezwykle konsekwentny film, który jest nie tylko piękną pocztówką z lata 1987 roku, ale też opowieścią o zwyczajnych sprawach związanych z pierwszą miłością – odrzuceniu, nadziejach i rozczarowaniach, od zawsze wpisanych w doświadczenia dojrzewania.

Film dostępny w serwisie Netflix.

„Mechaniczna pomarańcza”

reż. Stanley Kubrick, 1971

Osobliwa – to najlepszy przymiotnik określający powieść Anthony’ego Burgessa i jej adaptację noszącą ten sam tytuł. Barierą w odbiorze tej awangardowej literatury okazał się język. Nie dość, że sama fabuła nie należy do najprzyjemniejszych historii – w końcu opowiada o przemocy i upadku obyczajów – to jeszcze autor przeprowadza na czytelniku lingwistyczny eksperyment.

Niepokojąca adaptacja książki "Mechaniczna pomarańcza" Stanleya Kubricka (fot. kadr z filmu)

fot. kadr z filmu "Mechaniczna pomarańcza" Stanleya Kubricka

Burgess bowiem stworzył własny język, zbudowany na slangowym angielskim połączonym z rosyjskimi zapożyczeniami. Kubrick w swojej ekranizacji wprowadza tę literacką nowomowę tylko tam, gdzie jest niezbędna. W miarę oglądania staje się ona tożsama z bohaterami i ich ekscentrycznym sposobem bycia. Reżyser nie odziera jednak swojego filmu z kontrowersji i dystopijnej wizji świata, którą stworzył Burgess. To wciąż historia o ewolucji zła, osadzona w niepokojącym, surrealistycznym i futurystycznym świecie, w którym Ludwig van Beethoven wybrzmiewa w tle kolejnych występków Aleksa. Film należy do najważniejszych dzieł kinematografii i potwierdził niezaprzeczalny talent Kubricka.

Carey Mulligan w adaptacji książki "Była sobie dziewczyna" (fot. kadr z filmu)

fot. kadr z filmu "Była sobie dziewczyna" Lone Scherfig

„Była sobie dziewczyna”

reż. Lone Scherfig, 2009

Zanim nastąpił boom na gatunek coming-of-age,tak chętnie eksploatowany przez twórców filmów i seriali ostatnich kilku lat, Lone Scherfig zaprezentowała podczas festiwalu Sundance film „Była sobie dziewczyna”, rzecz o dorastającej młodej kobiecie uwiedzionej przez starszego mężczyznę. Pierwowzorem tego wielokrotnie nominowanego i nagradzanego filmu były biograficzne wspomnienia dziennikarki Lynn Barber, wydane w tym samym roku.

Rozgrywająca się w latach 60. akcja pozwoliła filmowcom na stworzenie wciągającego, barwnego świata, który dla samej bohaterki staje się zupełnie nowym doświadczeniem. Szary Londyn początku dekady stoi w opozycji do tętniącego życiem Paryża. Filmowy duet Carey Mulligan i Petera Sarsgaarda łączy chemia, relacja rozgrywająca się na poziomie spojrzeń i uśmiechów, które rejestruje czujne oko Scherfig. Wspomnienia Barber cechował moralizatorski ton, ale twórcom filmu udało się go uniknąć, wyszli bowiem z założenia, że ocenę postaw bohaterów i ich motywacji należy pozostawić widzom.

Film dostępny w serwisie HBO GO.

Renée Zellweger dzięki swojej kreacji Bridget Jones stała się jedną z najpopularniejszych aktorek (fot. kadr z filmu)

fot. plakat filmu "Bridget Jones" Sharon Maguire

„Dziennik Bridget Jones”

reż. Sharon Maguire, 2001

Pechową, niezdarną i taką jak my wszystkie (powiedziały miliony kobiet na świecie) Bridget przedstawiono nam w formie powieści, przy której zanosiło się śmiechem, a przygodom bohaterki przytakiwało się więcej niż jeden raz. Pięć lat po premierze książkowego bestsellera, kiedy wydawało się, że wystarczy stanąć przed lustrem, żeby wyobrazić sobie, jak może wyglądać ta wyjątkowa singielka z Londynu, Sharon Maguire zaprezentowała światu Bridget w postaci Renée Zellweger.

To prawdopodobnie jeden z najlepszych filmowych castingów wszech czasów – amerykańskiej aktorce można nawet wybaczyć przerysowany brytyjski akcent. Z wdziękiem i ciętym humorem mierzy się z trudnościami, które los rzuca jej pod nogi – a robi to w rytmie evergreenowego soundtracku, który nie wychodzi z głowy długo po seansie.

Przeczytaj więcej na temat filmów:

Chcemy wiedzieć co lubisz

Wiesz, że im więcej lajkujesz, tym fajniejsze treści ci serwujemy?

W zawsze głodnym KUKBUK-u mamy niepohamowany apetyt na życie. Codziennie mieszamy w redakcyjnych garnkach. Kroimy teksty, sklejamy apetyczne wątki. Zanurzamy się w kulturze i smakujemy codzienność. Przysiądźcie się do wspólnego stołu i poczujcie, że w kolektywie siła!

Koszyk

suma:
NaN zł
Przejdź do koszyka