Kukbuk
Kukbuk

Dom na czterech kółkach

Rzucić wszystko i ruszyć w świat. Kto nie miał takiego marzenia? Jednak nie u wszystkich kończy się na fantazjowaniu. Monika Maciejewska i Michał Gaszyński kupili vana – i pojechali.

Tekst: Agnieszka Berlińska

Zdjęcie główne: Arkadiusz Stań 

Opublikowano: 13 Stycznia 2021
Ten artykuł przeczytasz w mniej niż 12 minut!

Są w drodze od sześciu miesięcy i będą jeszcze sześć. Roczną przerwę w miejskim życiu planowali od dawna. Dokładnie rok temu, w styczniu, Michał zapisał w swoim pamiętniku: „Kupiliśmy vana! To niewątpliwie najbardziej szalona decyzja, jaką podjąłem w życiu. Ale nie mogło być inaczej, skoro dzień i noc marzyłem i wyobrażałem sobie życie w kamperze. Wolność, niepewność i spokój. Czuję, że na najbliższe kilka lat będzie to mój pomysł na życie”. Kiedy rozmawiamy przez Skype’a, są gdzieś na południu Hiszpanii.

Kto rusza w świat w środku pandemii?

Michał: Kiedy w czerwcu granice zostały otwarte, uznaliśmy to za znak, bo podróż zaplanowaliśmy jeszcze przed pandemią. Zresztą bardzo dużo ludzi tak podróżuje. Szczególnie w Portugalii spotkaliśmy wiele vanów.

Monika: Chyba wszyscy, którzy wcześniej podróżowali samolotami, przesiedli się do kamperów. To znaczy wszyscy zwariowani na punkcie podróżowania.

Monika Maciejewska i Michał Gaszyński odpoczywają w swoim kamperze (fot. Fantastic Mr.Van)

Fantastic Mr. Van

Jesteście zwariowani?


Monika:
Ciągnie nas w różne strony świata. Ja przez pięć lat mieszkałam w Australii, bo mam obywatelstwo australijskie i wyjechałam tam na studia, Michał przez rok przebywał w Lizbonie, w ramach Erasmusa.

Michał: I każde z nas już kiedyś podróżowało kamperem. Ja po Portugalii, z przyjaciółmi.

To dlatego wybraliście ten kierunek?


Michał:
Też, ale nie tylko. Monika znalazła tam dla siebie kurs instruktora jogi.

Monika: A w Europie nie jest to takie łatwe. Z kolei Michał chciał surfować – i tak wszystko się złożyło. Plany, pogoda, możliwość spania na dziko.

Czym zajmujecie się na co dzień?

Monika: Studiowałam psychologię, teraz jestem instruktorem jogi, ale chciałabym połączyć te zainteresowania i do tego dążę.

Michał: Ja studiowałem zarządzanie, ale szybko uciekłem i zostałem grafikiem. Teraz robię książki i albumy podróżnicze.

Portret Michała Gaszyńskiego na tle vana, czyli Fantastic Mr. Van w podróży po Europie – wywiad (fot. Dominik Cudny)

fot. Dominik Cudny

To z jakim planem ruszyliście na południe – urlop czy praca?

Michał: Praca na pół etatu. Przygotowuję książkę, na razie do szuflady, bo nie mam jeszcze wydawcy, o najciekawszych rzekach świata. Rzekach z historią, którym ludzkość zawdzięcza rozwój i życie.

Monika: Jednak nasza podróż nie pokrywa się z tematem książki Michała. Traktujemy ją jako sposób na rozwój osobisty. Poza doświadczeniem bycia w drodze chcemy się podszkolić w robieniu zdjęć, materiałów filmowych, stopniowo budować naszą obecność w social mediach. Dodatkowo, ponieważ bardzo interesuję się dietetyką, ale w holistycznym podejściu, od jakiegoś czasu prowadzę bloga o jodze i odżywianiu – odzywsie.pl.

Michał: A ja chciałbym kiedyś napisać książkę o życiu w vanie. Uznałem, że idealnym początkiem będzie założenie profilu na Instagramie i zbudowanie wokół niego społeczności fanów. Chociaż po prawdzie zaczęliśmy prowadzić stronę na Instagramie, żeby nasi najbliżsi i przyjaciele mogli śledzić, gdzie jesteśmy i co się z nami dzieje.

Pamiętacie moment, w którym postanowiliście: „Jedziemy!”?

Michał: Zaczęło się od filmiku, który zobaczyłem na YouTubie. O życiu w vanie. Potem miesiącami wałkowałem kolejne filmy, a jednocześnie na Allegro sprawdzałem oferty vanów do kupienia. I co chwilę wspominałem Monice, że chciałbym wybrać się w taką podróż. Nie do końca była przekonana, ale w pewnym momencie – sam nie wiem dlaczego – coś się przestawiło w jej głowie i sama postanowiła poszukać kampera na OLX. I od razu znalazła ideał, w którym zakochaliśmy się od pierwszego wejrzenia. Dzień później pojechaliśmy go obejrzeć i wpłaciliśmy zaliczkę.

Monika Maciejewska ćwiczy przed swoim kamperem asany jogi (fot. Fantastic Mr.Van)

fot. Fantastic Mr. Van

Co się stało, że zmieniłaś zdanie?


Monika:
Pracowałam wtedy jako tłumaczka doktora ajurwedy, który mówił do pacjentów po angielsku. Było w tym trochę stresu, poczułam, że to nie jest mój kierunek, i ogarnęła mnie beznadzieja…

Michał: …warszawska.

Monika: Michał przysyłał mi te wszystkie znalezione w internecie vany, aż w końcu wyobraziłam sobie, że jedziemy. Zobaczyłam tę drogę, wolność, miejsca, które zwiedzamy. I to, że nie musimy wracać, po prostu jedziemy. Poczułam ekscytację.

Fotografowanie i prowadzenie profilu na Instagramie sprawia mi niesamowitą radość

Michał, spełniłeś swoje marzenie? Jest jak w tym filmie z YouTubea?

Zdecydowanie! Fotografowanie naszego vana i prowadzenie profilu na Instagramie sprawia mi niesamowitą radość. Nie mam wykształcenia fotograficznego, wszystkiego uczyłem się po drodze. I czuję się spełniony!

Kamper zaparkowany przed pomalowanym na żółto budynkiem (fot. Full Size Render)

fot. Full Size Render

Wasz profil na Instagramie nazwałeś Fantastic Mr. Van. Co ma do tego Wes Anderson i jego „Fantastyczny Pan Lis”?

Jestem zakochany w jego filmach. Wymarzyłem sobie, że podejmę próbę naśladowania w zdjęciach jego stylistyki. Raz, kiedy miałem przed snem gonitwę myśli, wyobraziłem sobie, że napisałem do Wesa Andersona, a on, widząc nasz profil, postanowił nakręcić film o ludziach, którzy jeżdżą naszym vanem. Że Fantastic Mr. Van zagrał główną rolę w jego filmie.

Jacy ludzie jeżdżą po świecie w vanach?

To bardzo otwarta społeczność, ludzie lgną do siebie, bardzo łatwo kogoś poznać w miejscach, gdzie zatrzymujemy się na nocleg. Z kilkoma polskimi ekipami mieliśmy kontakt przez Instagram i kiedy doszło do momentu, że byliśmy w okolicy, spotkaliśmy się na kilka nocy. Od razu czuliśmy, jakbyśmy się znali od dawna. Vanlife przyciąga ludzi myślących podobnie, szukających podobnego sposobu na życie.

Reklama

Czyli jakich?

Monika: Ludzi, którzy uwielbiają podróżować i kochają vany. To po pierwsze. Kiedy się spotykamy, zawsze robimy „vantoury”, czyli zapraszamy się wzajemnie do siebie i oglądamy, jak urządziliśmy się w swoich vanach.

Michał: Ludzi, którzy uciekli przed życiem korporacyjnym. Często mają psa, surfują, uprawiają jogę, są wegetarianami.

Monika Maciejewska i Michał Gaszyński w podróży kamperem po Europie (fot. Fantastic Mr.Van)

fot. Arkadiusz Stań

A wy jesteście?


Michał:
Byliśmy weganami, ale w podróży musieliśmy włączyć do diety ekologiczne jajka, bo bez tego było trudno.

Monika: A, i są to ludzie, którzy chcą zaznać wolności, oddać się drodze.

Bo w tej podróży nie chodzi o cel, prawda?


Monika:
Celem jest doświadczenie, które zdobywa się po drodze. Doświadczenie bycia w drodze.

Michał: My wzięliśmy wolne na rok i wydaje się, że to właśnie wolność. Ale poznaliśmy ludzi, którzy naprawdę nie mają żadnego planu. Na przykład rodzinę z trójką dzieci, która od trzech lat jeździ vanem po świecie. Nie wiedzą, co będą robili za rok, na pewno nie wrócą do mieszkania. Niesamowite, jak bardzo można nie mieć celu, zdawać się na to, gdzie nogi poniosą.

Co sobie myślisz, kiedy spotykasz takich ludzi?

Inspirują mnie. Ale też zawsze sobie myślę, że nasze problemy są śmieszne. Zastanawiamy się, co będzie, gdy wrócimy, czy w ogóle trzeba wracać, czy robić jakąś karierę. Nie. Trzeba żyć, po prostu, płynąć z prądem rzeki, nie przejmować się za bardzo tym, co będzie, i nie planować.

Świadomość, że za pół roku wrócicie, pomaga czy przeszkadza?


Monika:
Pomaga, bo daje punkt zaczepienia, świadomość, że gdzieś tam mamy bazę, do której wrócimy. Z drugiej strony wiem, że gdybyśmy się zdecydowali przedłużyć naszą podróż o pół roku czy o kolejny rok, to możemy. Czuję się bezpiecznie: możemy wrócić, a jeśli będziemy chcieli, możemy jechać dalej. Mamy wybór.

Michał: Nie udało nam się tak do końca osiągnąć beztroski. Wracamy do Warszawy, bo chcemy zbudować coś na przyszłość, otworzyć biznes, wrócić na ziemię.

Monika Maciejewska ćwiczy jogę przed kamperem (fot. Fantastic Mr.Van)

fot. Fantastic Mr.Van

Czyli to ostatnie chwile wolności?

Michał: Wiele razy deklarowałem, że chciałbym jeszcze dokądś wyjechać, zanim na dobre osiądę. Miałem też pomysł, żeby kupić łódkę i nią podróżować. Vana nie sprzedamy, chcielibyśmy dalej mieć możliwość wyjechania nim na jakiś czas. A wolność odczuwamy, odkąd zdaliśmy sobie sprawę, że nie ma rzeczy niemożliwych.

Jakie najfajniejsze momenty przytrafiły się wam w tej podróży?


Michał:
To może ja powiem o tych gorszych?

Wiele razy musieliśmy uciekać przed policją, a raz nawet przed lokalnymi kowbojami

Opowiadaj!


Michał:
Pojechaliśmy na południe Portugalii, które słynie nie tylko z pięknej pogody i krajobrazów, ale również z tego, że jest jest mekką vanlifeu. Na miejscu okazało się, że akurat w tym roku zarówno policja, jak i mieszkańcy wypowiedzieli wojnę ludziom podróżującym w ten sposób, mieszkającym na dziko w vanach i kamperach. Bo nie dokładają się do lokalnej gospodarki – kupują najtańsze jedzenie w supermarketach, nie chodzą do restauracji, nie płacą za kempingi. Wiele razy musieliśmy uciekać przed policją, a raz nawet przed lokalnymi kowbojami.

Jak to?

Monika: Podjechali w nocy czterema samochodami, akurat jedliśmy kolację. Ustawili na nas wszystkie reflektory, walili w okna, dali nam minutę, żebyśmy odjechali. Pewnie nic by nam nie zrobili, ale nie czuliśmy się pewnie i uciekliśmy. Znajomi, którzy zostali w Portugalii, napisali nam niedawno, że tamtejszy rząd właśnie przegłosował prawo zakazujące spania w samochodzie na terenie całego kraju.

To dlatego zawróciliście do Hiszpanii?

Michał: Gonił nas czas, byliśmy tu umówieni z rodziną na święta. Ale tamta sytuacja na pewno to przyspieszyła.

Monika: I kilka innych. Gdzieś chcieliśmy nabrać wody z publicznego kranu, ktoś nam zwrócił uwagę, że to nie nasza woda i mamy nie napełniać. Że jesteśmy obserwowani. Później zatrzymała nas policja i puściła nas dopiero, kiedy powiedzieliśmy, że wracamy do Polski.

Michał: W Porto ktoś włamał się do naszego kampera.

Kamper w trasie po Europie (fot. Fantastic Mr. Van)

fot. Fantastic Mr.Van

To i takie rzeczy się dzieją?!

Michał: Pechowo zaparkowaliśmy na podejrzanym parkingu w centrum. Nie sprawdziliśmy komentarzy w naszej vanlifeowej aplikacji, a okazało się, że to miejsce znane z włamań do vanów. Na szczęście najcenniejsze rzeczy mieliśmy w sejfie. Więc przewrócili wszystko do góry nogami, ale ukradli tylko stary aparat pożyczony od mamy, słuchawki bezprzewodowe i mój portfel z dokumentami.

Tylko… Wchodzicie do splądrowanego vana i co?


Monika:
Nawet nie musieliśmy wchodzić. Zobaczyliśmy, że drzwi są otwarte. W środku straszny bałagan, wszystko rozwalone, zerwana półka, rzeczy wyrzucone z lodówki, to samo w łazience. Okropnie się czuliśmy.

Michał: Od razu rzuciłem się do sejfu. Był nienaruszony, kamień spadł mi z serca.

Monika: Później, w kolejnych dniach, okazywało się, że tego nie ma, tamtego brakuje. Pewnie w pośpiechu brali, co popadnie.

Co was po tym doświadczeniu postawiło na nogi?


Monika:
Kiedy zdaliśmy sobie sprawę, co mogli nam ukraść, a nie ukradli, co mogli zniszczyć, a nie zniszczyli…

Michał: …uznaliśmy, że niewiele straciliśmy.

Monika: Może nawet jakoś nas to wzmocniło. Wiedzieliśmy, że to się może wydarzyć, baliśmy się tego. Więc gdy było po, powiedzieliśmy sobie: „Dobra, już się wydarzyło. Koniec”.

Otwarty kamper od tyłu z bagażami i podróżnikami – wywiad z Fantastic Mr. Van (fot. Fantastic Mr. Van)

fot. Fantastic Mr. Van

Coś jednak straciliście. A co dostaliście od losu?


Monika:
Oj, dużo. Przede wszystkim to, że nasz 30-letni kamper się nie psuje.

Michał: Raz coś strasznie stukało, byliśmy już umówieni z mechanikiem i nagle przestało. Innym razem musieliśmy sprawdzić olej, mechanik zrobił nam to za darmo. Dron mi spadł na ziemię, byłem załamany, okazało się, że działa. Dużo takich sytuacji.

Czyli dobre duchy czuwają nad wami. A jesteście już w połowie drogi.


Monika:
Tak, chcemy wrócić w czerwcu, równo po roku, żeby załapać się na polskie lato.

Ile już przejechaliście?


Michał:
Jedenaście tysięcy kilometrów!

Co dalej?


Michał:
Jedziemy do Barcelony, gdzie zamierzamy złapać prom do Rzymu. We Włoszech spędzimy około miesiąca i dalej, znów promem, popłyniemy do Grecji. W ten sposób oszczędzimy naszego vana, nie będzie musiał przejeżdżać 2 tysięcy kilometrów. Zwiedzimy Grecję i przez Bałkany wrócimy do Polski.

Kamper zaparkowany przy morzu – jak wygląda podróż vanem przez Europę (fot. Fantastic Mr. Van)

fot. Fantastic Mr. Van

Wiesz już, jak mogłaby się zacząć twoja książka o życiu w vanie?


Michał:
Jakoś tak: „Kupno samochodu od nieznajomego zawsze niesie ze sobą jakieś ryzyko. Kupno 30-letniego kampera, którym masz zamiar objechać co najmniej Europę, włożenie w to przedsięwzięcie większości swoich oszczędności może być uważane za obłęd. Ale zrobiliśmy to i nie żałujemy nawet w najmniejszym stopniu tej przygody, wszystkich chwil, wygód i niewygód. Cały czas jesteśmy w drodze”.

Na co zwrócić uwagę przy zakupie vana?

  1. Wysokość w środku. Kiedy spędza się tyle czasu w tak małej przestrzeni, ważne, żeby można było swobodnie stać, a nie ciągle się schylać.
  2. Toaleta. Jest niezbędna. Prysznic mamy przenośny, wystarczy podgrzać wodę.
  3. Stół i wygodna kanapa. Tu pracujemy, jemy, odpoczywamy.

Z jakimi kosztami trzeba się liczyć?

  1. Największym wydatkiem jest van. Naszego kupiliśmy za 23 tysiące złotych, dodatkowe 6 tysięcy wyłożyliśmy na naprawy.
  2. Na benzynę wydajemy maksymalnie 200 euro miesięcznie.
  3. Łącznie wydajemy 1000 euro na naszą dwójkę, ale żyjemy oszczędnie. Nie jeździmy płatnymi drogami, bardzo rzadko jemy w restauracjach. Pieniądze mamy z wynajmu naszego mieszkania w Warszawie.

Chcemy wiedzieć co lubisz

Wiesz, że im więcej lajkujesz, tym fajniejsze treści ci serwujemy?

W zawsze głodnym KUKBUK-u mamy niepohamowany apetyt na życie. Codziennie mieszamy w redakcyjnych garnkach. Kroimy teksty, sklejamy apetyczne wątki. Zanurzamy się w kulturze i smakujemy codzienność. Przysiądźcie się do wspólnego stołu i poczujcie, że w kolektywie siła!

Koszyk

suma:
NaN zł
Przejdź do koszyka